15 lip 2016

Planujemy wesele! - część trzecia o naukach przedmałżeńskich


   Czas na kolejną część cyklu o naszych przedślubnych przygodach. Tym razem oberwie się lekko naukom przedmałżeńskim; nie wiem czy wiecie, ale przed wstąpieniem w ten magiczny związek, gdzie skarpetki męża nagle zaczynają wychodzić z szafy a kosmetyki żony zajmować każdy wolny centymetr w łazience, trzeba odbyć stosowne nauki. Podzielone są one na dwie części – te kościelne i te świeckie, gdzie mowa jest ogólnie o sferze seksualności. Niestety mamy za sobą dopiero nauki kościelne, do tych drugich przymierzamy się w listopadzie i już nie mogę się doczekać jakie czekają mnie tam ucieszne informacje.

   Mam przedsmak tego, czego mogę się spodziewać, ponieważ jedno ze spotkań prowadziła pani od poradni przedmałżeńskiej. Podczas półgodzinnego opowiadania o cyklu kobiety, pani uświadomiła nas, że mężczyzna, który pozwala narzeczonej brać tabletki antykoncepcyjne w ogóle jej nie kocha. Bo ją niszczy od środka, pozwala jej na destrukcję samej siebie. Nie powiedziała, czy w przypadku, gdy kobieta zażywa tabletki aby ustabilizować cykl również jest niekochana przez swojego mężczyznę.

   Stwierdziła także, że każda kobieta może nauczyć się swojego cyklu i odpowiednio go sprawdzając wiedzieć, kiedy jest szansa, że zajdzie w ciąże a kiedy nie i odpowiednio albo kochać się z mężem albo pooglądać jakiś film w telewizji. Z moim zwariowanym cyklem to w okolicach czwartego dziecka nauczyłabym się go kontrolować.

   Żeby nie wyjść na gołosłowną pani opowiedziała nam o swojej koleżance, która ma tak wspaniałego męża, że ten sam wie, kiedy jego ukochana ma dni płodne. Jak to robi – nie wiem, ale jak dla mnie ta zdolność mogłaby być ukazana w Mam talent. Wspomnę tylko, że pani zapewniała, że mąż nie używa do tego żadnych termometrów ani innych przyrządów mogących uchodzić za diagnostyczne. Czysta intuicja. Mężczyzna cud. Ciekawe czy koleżanka pani może go wypożyczyć innym kobietom, które nie mają tak wspaniałego partnera.

   Ale oczywiście nauki prowadził też ksiądz – swoją drogą niezwykle miły i sympatyczny – i przyznać muszę, że nie mogę się do niczego z jego kazań przyczepić. Mówił z sensem, rozumiał współczesny świat i jedyne co lekko mnie ubodło to to, że według niebo mężczyzna jest po to, aby zdobywać świat a kobieta po to, aby czekać na niego w domu z miłością. Ja też chcę zdobywać świat!
Poza tym od niego nauczyłam się określenia „najwspanialszy” dla narzeczonego i ostatnio używam go na blogu z uporem maniaka. Bo to tak uroczo brzmi.

Na naukach mieliśmy quizy, testy – prawie jak zabawa w przedszkolu – i dowiedziałam się, że jestem choleryczką – a to Ci niespodzianka! Narzeczony z kolei jest introwertykiem i wszystkie odpowiedzi mieliśmy kompletnie różne. Gdzie on się odnajdywał, tak ja czułam się kompletnie zagubiona i odwrotnie. Wniosek – razem damy sobie radę ze wszystkim; jak jedno się załamie, to drugie utoruje drogę.

   Trochę żałuję, że nie trafiłam na jakiegoś księdza-fanatyka, bo pewnie wspomnienia z nauk byłyby bardziej kolorowe. Ale co tam, liczę na to, że o poradni będę miała co wam napisać.
Tutaj mogę wspomnieć wam jeszcze o przygodzie moich znajomych z naukami. Stwierdzili, że zrobią kurs on-line – tak, jest takie coś – i polegał on na tym, aby przeczytać dany tekst a później pozaznaczać odpowiedzi. Podczas czytania liczony był czas, aby można było później zweryfikować ile kto czasu spędził nad danym rozważaniem. Koleżanka tak się zagapiła i tak zagłębiła w inne czeluści internetowe, że jeden tekst „rozważała” przez … 19 godzin. Ale ksiądz przyjął, ślub się odbył a ciekawa historia została.

   Inna znajoma z kolei opowiadała mi, że jej nauki prowadził zakonnik, który twierdził, że uwielbia oglądać kobiety, szczególnie na plaży. A jak był ostatnio w Majorce (zakonnicy mają ciężkie, ubogie życie) i zagadała do niego rosyjska turystka, to od razu mu się cały język rosyjski ze szkoły przypomniał.
   Ale według niego moje małżeństwo nie ma racji bytu, bo stwierdził rzekomo, że jeśli jest się razem mniej niż 5 lat przed ślubem, to rozwód gwarantowany. Także ten... idę drukować zawczasu papiery rozwodowe.

   Zapraszam was serdecznie na mój książkowy kiermasz – Komu, komu, bo idędo domu! - nowe, nieśmigane książki w naprawdę atrakcyjnych cenach. Cały dochód ze sprzedanych książek zostanie przeznaczone na moje przyjemności. 

105 komentarzy:

  1. U nas pani od nauk miała szóstkę dzieci;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, ja o swoich naukach bym mogła elaborat napisać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz, napisz :) Ja chętnie poczytam :)

      Usuń
    2. Czytajcie zatem http://czytelnia-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2016/07/o-tym-jak-zaczytana-za-maz-sie-wydaa.html :)

      Usuń
  3. W takich momentach cieszę się z bycia nie wierzą. :D
    Mój A. wie lepiej niż ja kiedy powinnam dostać @, zalicza się do `dziwnych` mężczyzn?:D haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, bo miesiączkę to wielu facetów wyczuwa z naszego zakochania :) płodne to inna sprawa :D

      Usuń
    2. Haha no wiem, tak się tylko śmieje. :D

      Usuń
    3. Ale ciekawe jak ten facet to robi, że wie. ^^ może to jakaś wrodzona zdolność. ;p

      Usuń
    4. Może dostał taki Dar :D Ciekawe czy to dziedziczne :)

      Usuń
    5. Skoro on ma taki to możliwe, haha :D

      Usuń
    6. Może nasi synowie będą mieli taki dar :D Kto wie :D

      Usuń
    7. No może. :D ale w sumie to jest warte jakiejś nagrody... kasa, sława i te sprawy. :D haha

      Usuń
  4. Dobrze, że ja to mam już za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się tam cieszę takimi głupotkami :)

      Usuń
  5. A mnie na szczęście takie coś ominie, jeśli kiedyś się już zdecyduję na ślub - takie kursy organizowano u mnie w liceum w ramach lekcji religii. Wystarczyło zapłacić za wydruk ładnego dyplomu ukończenia takiego kursu i już "można brać ślub"! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiadomo, bo niektórzy księża nie uznają takich nauk :) moja koleżanka musiała powtarzać, bo ksiądz stwierdził, że nauki z liceum nie mają znaczenia ;)

      Usuń
    2. To jeśli nie uznają, to jakiś inny ksiądz zadowoli się moim "co łaska, ale nie mniej niż", a tamten obejdzie się smakiem. ;)

      Usuń
    3. W sumie :) na szczęście nasz ksiądz po "co łaska" stawia kropkę :D

      Usuń
  6. Przedsmak tego cudu już miałam, bo już jako 16 latka zostałam ogarnięta naukami przedmałżeńskimi (nie pytajcie o logikę tego, też nie wiem). Jednak mimo wszystko liczę na swoje znajomości, bo nie chce mi się marnować czasu na coś tak głupiego, zwłaszcza po tym, ile czasu ja i mój narzeczony spędziliśmy we wspólnocie religijnej. Gorzej pewnie będzie z naukami świeckimi, bo za nic mnie to wszystko nie interesuje (jestem tym typem który wie swoje, i mój organizm też wie swoje, w poważaniu mając zdanie specjalistów :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój organizm też wie swoje :D Ale kalendarzyk odbębnić trzeba będzie ;)

      Usuń
  7. wydrukuj i dla mnie komplet dokumentów rozwodowych, bo ja z mym wybrankiem też będziemy razem krócej niż 5 lat zanim powiemy sobie magiczne tak :P

    gdybyśmy my robili takie testy, to pewnie też by wyszło, że ja to choleryczka jakich mało, a luby introwertyk jak się patrzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już uzupełniłam wasze dane, co by szybciej było przy rozwodzie :D

      Haha, lubimy ten sam typ :D

      Usuń
  8. Ja co prawda na naukach nie byłam, ale mój ksiądz twierdzi, że będąc tyle lat w związku (11) to już na pewno będzie rozwód za chwilę po ślubie, bo bramy nieba to przed nim już otworzyłam, więc do zaoferowania mam niewiele (no tak biorąc pod uwagę, że też nieźle gotuję to już nie wiem czy mogę go uwieść:P)
    I jeszcze; w maturalnej miałam przygotowanie przedmałżeńskie - ksiądz pokazywał nam jak sprawdzić dni płodne - jak śluz da się rozciągnac między kciukiem a wskazujący,m .. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, musisz w sobie jakiś talent odnaleźć, żeby jednak szerzej mu bramy raju otworzyć po ślubie :D Może stepowanie? Stepowałabyś mu w ramach gry wstępnej :D

      Yyy.... to ja chyba nigdy płodnych nie miałam, bo nie wiem czy mój śluz jest zdolny do takiego rozciągania :D

      Usuń
  9. Widzisz, jakie męskie, cudne osobniki intuicyjne chodzą po świecie :)


    OdpowiedzUsuń
  10. My na naszych naukach mieliśmy świetnego księdza. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona, ale nie był to dla nas czas stracony.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm...do tego typu spraw trzeba podchodzić z dystansem. Tabletki antykoncepcyjne to kwestia wywołująca wiele emocji - jedni uważają, że szkodą i nie powinno ich się brać, znowu inni że coś za coś i mogą w wielu wypadkach pomóc a skutki uboczne ma wszystko. Ja akurat zaliczam się do pierwszej kategorii, ale co do dni płodnych to bzdura. Cykl kobiety często się zmienia i można łatwo wpaść gdy się polega tylko na nim :((

    Zapraszam na swojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z panią z poradni tego nie przegadasz a ona taką "wpadkę" nazwie cudem od Boga :) nawet jeśli to ósmy cud z kolei a Ty zarabiasz najniższą krajową.

      Usuń
  12. Ach, miałam nadzieję na jakieś większe ekscesy, a tu w sumie taka bida trochę... Na jakiegoś kiepskiego księdza trafiliście :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mnie poniesie i pójdę raz jeszcze gdzie indziej :) żeby mieć co opowiadać :D

      Usuń
  13. O matko, to wszystko dopiero przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  14. My na religii dla zabicia nudy mieliśmy rozwiązywać testy dla przyszłych małżonków. Było tam pytanie-czy pojawiły się u ciebie myśli o zabiciu partnera, a jeśli tak to jakie? :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha poważne pytanie :D U mnie się jeszcze takie myśli nie pojawiły, ale poddusiłabym go czasem za głupie żarty :P ale tak nieszkodliwie ^^

      Usuń
  15. Całe szczęście, że nauki obeszły się u mnie bokiem:):) byłam tylko na jednym spotkaniu, a resztę miałam załatwioną! (wiem trudno w to uwierzyć, ale nasz wikary to był chłopak z gitarą! równy człowiek, jak na księdza). A pani od nauk również była sympatyczna i nie wymagała obecności!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara :P nasz sprawdzał obecność nawet :D

      Usuń
    2. My też mogliśmy to obejść, w sumie byliśmy tylko na jednym spotkaniu:)

      Usuń
  16. O masakro...Chyba postawię na związek partnerski xd

    OdpowiedzUsuń
  17. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła sama szykować się do wesela ;D Już to widzę z moim charakterkiem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam charakter ciężki, ale z przyjemnością to wszystko organizuję :)

      Usuń
  18. Co świeckie, co co co?!
    O kościelnych wiedziałam, ale jeszcze takie O.O

    OdpowiedzUsuń
  19. u nas bylo smiesznie bo akurat wtedy byly mistrzostwa jakies w pilke nozna i wszyscy goraczkowo sie spieszyli na mecz :D

    OdpowiedzUsuń
  20. No rzeczywiście słabo wypadły te nauki :-P Ale może jeszcze w listopadzie pani z poradni ją uratuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może :) będzie miała pole do popisu :)

      Usuń
  21. Nauki przedmałżeńskie są dla mnie trochę śmieszne, no ale trzeba je zaliczyć.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo gratuluję zbliżającego się ślubu :D
    Nie jestem pewna, ale ja chyba dostałam taki świstek od księdza w liceum, który niby jest zaświadczeniem o odbyciu nauk przedmałżeńskich (musiałabym to odnaleźć, bo widzę, że w razie co, lepiej mieć coś takiego niż chodzić na nauki)...
    Skąd ta koleżanka wytrzasnęła męża? Może ja też sobie poszukam faceta na tej planecie? Żeby wyczuwał dni płodne... Tego jeszcze nie słyszałam. Sama mam z tym problemy. Może on to jakoś po zapachu rozpoznaje?
    Pozdrawiam, Katia (zaczytana-i.piszecomysle.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ma jakiś psi gen w sobie :D Haha, nie wiem, ale będę pamiętać o nim do końca życia :)

      Usuń
  23. Co Kościół to inaczej. Zawsze jednak znajdą się jakieś zabawne sytuacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. W sumie to trochę słabe te nauki ;p Spodziewałam się lepszych kwiatków :D Ale może po świeckich będzie inaczej. A co do księdza to za ten tekst o zdobywaniu świata miałby u mnie minusa ;p

    OdpowiedzUsuń
  25. haha ten facet co wie kiedy sa dni płode powinien nobla dostać:D

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystko przede mną :) O matko :D

    OdpowiedzUsuń
  27. "jeśli jest się razem mniej niż 5 lat przed ślubem, to rozwód gwarantowany. " jak dla mnie głupota no ale co ja tam wiem... nigdy w zyciu nawet chłopaka nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo pewnie jeszcze młodziutka jesteś :)

      Usuń
  28. Te nauki o życiu seksualnym to chyba nijak nie przystają do dzisiejszych czasów. A jednak na siłę każą edukować. Moja koleżanka dostała za zadanie obserwować cykl i zaznaczać dni płodne i niepłodne na podstawie pomiarów temperatury, pomimo tego, że w czasie nauk była już w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja jak brała ślub w ciąży to miała kazanie o tym, że nie należy współżyć przed ślubem :D

      Usuń
  29. O jejku, po przeczytaniu Twojego posta, mam już ogólne pojęcie, jak wyglądają takie nauki przedmałżeńskie, chociaż sama nie szykuje się do ślubu, to warto wiedzieć takie rzeczy, szczególnie to z tymi tabletkami antykoncepcyjnymi. Totalna głupota. Haha :) Pozdrawiam serdecznie! (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze przyjdzie czas, że będziesz ślub planować :)

      Usuń
  30. Każdy ma swoje chore teorie o których czasami już nie mogę słuchać. Wszyscy wiedzą najlepiej, a jak już się komuś nie powodzi - to dopiero super! Nie ma co słuchać najmądrzejszych i najlepiej jak już wydrukowałaś te papiery rozwodowe, to może daj im, bo pewnie patrzą po swoim przykładzie, to im się przyda ;D

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam Twoje posty *ups?! Znów to piszę?:D*.
    Zawsze jak słyszę o naukach przedmałżeńskich to, nieeeco, chce mi się śmiać, bo w sumie, jak można uczyć o czymś, czego nigdy się nie doświadczyło? :D (przynajmniej nie powinno doświadczyć).

    OdpowiedzUsuń
  32. :) My też w tamtym roku przez to przechodziliśmy, ale nasze spotkania trwały po półtorej godziny :} Strata czasu. Choć, muszę przyznać, że pobawiliśmy się z tym kalendarzykiem przez kilka miesięcy, żeby "poobserwować" (też mam bardzo nieregularne cykle) i dzięki temu, jak się już zdecydowaliśmy, od razu zaszłam w ciążę - za pierwszym razem - bach ! Okazało się, że mimo, że trwają różnie, są dość regularne. Ale tyle ile się nasłuchaliśmy na tych spotkaniach, to w ogóle śmiałam się, że cud, iż nam ślubu chcą udzielić, bo jesteśmy strasznymi bezbożnikami. Razem od 9 lat, mieszkamy pod jednym dachem od 7,5 roku, tabletki anty używane (a jakże), więc wiadomo, że wstrzemięźliwi też nie byliśmy. Ogólnie - kazano nam się porządnie z tego wyspowiadać. A na pierwszych zajęciach zamiast o małżeństwie, ksiądz gadał o homoseksulistach i mówił, że złe są małżeństwa wymieszane kulturowo - "to się nie sprawdza, lepiej się w to nie pchać". Nie wiem, czy widział tego mulata, który przyszedł z narzeczoną na zajęcia i mówił łamaną polszczyzną...

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak czytam o takich osobach jak ta kobieta z poradni to zastanawiam się skąd ona się urwała? Z jakiejś wioski wikingów, albo jeszcze mentalnie jest w średniowieczu. Ale ogólnie ważne jest, że masz się z czego pośmiać. Żal tylko osób, które wierzą w te wszystkie bajki sprzedawane w takich poradniach. Ale może to jest tak, że to ja jestem jakiś nie tego. :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  34. poza poradnia rodzinną, to nasze nauki wspominam bardzo dobrze. uwielbiałam naszego księdze prowadzącego do tego stopnia, że prosiłam żeby to on nam udzielał ślubu :) ksiądz nas słuchał, nie wymądrzał się i nie dawał wykładów z kartki. ale jestem świadoma, że to przypadek jeden na sto milionów

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie wiedziałam, że można to zrobić online... Cóż za postęp! :) Czekam z niecierpliwością na kolejną część!

    P.S. Moja koleżanka w poradni miała zajęcia prowadzone z Panem po sześćdziesiątce, który opowiadał o swoim życiu seksualnym z żoną. Ze szczegółami.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ach, jak fajnie powspominać moje nauki przedślubne. Chociaż... pierwszy dzień był straszny, bo spędziłam go BEZ narzeczonego (który leżał z gorączką w łóżku). Grunt, że zaliczone :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Takie nauki jeszcze długo przede mną, ale muszę przyznać, że o Twoich czyta się bardzo sympatycznie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Ciekawa historia z tym mężczyzną, co wywęszał dobrze dni płodne. :D

    OdpowiedzUsuń
  39. U nas już niedługo 5 rocznica ślubu, więc już dość dawno mamy to za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Czyli nie było tak źle :) a dużo było par z wami na tym kursie?

    OdpowiedzUsuń
  41. Najciekawszy moment, nauki przedmałżeńskie, może być ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Zrób zakonnikowi na złość i się nie rozwódź :D
    Z tymi naukami może być śmiesznie, niektórzy są takimi fanatykami, a najbardziej mnie śmieszy mądrość księży, a przecież oni sami nie mają żadnej rodziny, więc co o małżeństwie mogą wiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  43. Nauki są śmiechu warte i o kant dupy potrzebne. Ja ze swoich zostałam wyproszona, bo nie wytrzymałam babie. Nie szło i już, a nauki też u nawiedzonego księdza mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  44. My mieliśmy farta i trafiliśmy na wspaniałego zakonnika, który wysłał nam miesiąc przed ślubem odręcznie pisany list :) trafiły się nawidzie małżeństwa, opowiadające o swoim życiu, ale ogólnie nauki wspominam bardzo miło.

    OdpowiedzUsuń
  45. bezsensu powiedzieć coś takiego, że narzeczony nie kocha swojej narzeczonej, jeśli pozwala brać jej tabletki -.- może baba jakaś fanatyczka?
    oczywiście że NPR jest dużo lepszy, sama mam zamiar korzystać z tej metody po ślubie bo jest mega skuteczna i zdrowa :) z resztą przerobiłam NPR na studiach i nie jest to trudne :)
    jednak nie lubię, gdy ktoś podchodzi do takich kwestii fanatycznie.. :D

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja też chcę zdobywać świat! Cóż, kobieta ma zdecydowanie ciekawie w głowie poukładane. Ciekawe, czy ma męża z takimi poglądami :P według mnie, to że mężczyzna "pozwala" brać kobiecie tabletki antykoncepcyjne wcale nie świadczy o tym, że jej nie kocha. I mój cykl też jest tak ześwirowany, że gdybym miała liczyć... to bym się prędzej doliczyła ile jest gwiazd na niebie :P
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  47. My na szczęście dobrze przebrnęliśmy przez nauki. Znajomi polecili nam świetnego księdza i mam z naukami tylko same dobre wpsomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja nawet z ciekawości bym się na takie nauki wybrała, choć ślubu nie planuję. Jeśli trafi się na mądrą osobę zawsze można wynieść wiele ciekawych rzeczy dla siebie. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  49. To Ciacho chyba bardzo mnie kocha skoro już dwa razy przekonał mnie do porzucenia tabletek antykoncepcyjnych i prosił bym ich więcej nie brała :)

    OdpowiedzUsuń
  50. te wszystkie nauki to jakaś paranoja, współczuję wszystkim planującym ślub kościelny, taka męczarnia, fuj! cywilne są fajniejsze! :D

    OdpowiedzUsuń
  51. Coraz częściej trafiam na posty dotyczące ślubu. Aż ciepło się robi na serduchu :) Zapomniałam, że istnieją nauki przedmałżeńskie, zbyt rzadko się o nich mówi! Mężczyzna-cud mnie rozśmieszył, jakoś trudno mi uwierzyć w tę jego intuicję ;D W liceum uczył mnie ksiądz, który myślał podobnie do Waszego ,,nauczyciela" , cóż dziewczyny za nim nie przepadały...

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja za bardzo nie rozumiem jak ksiądz czy zakonnica mogą coś wiedzieć o życiu małżeńskim i pilnowaniu, żeby nie zajść w ciążę :P Ale wiem, że są też tacy, którzy nauki prowadzą w miłej atmosferze i uczą przede wszystkim miłości i zrozumienia ;) Cóż, ciekawe na kogo ja trafię...

    OdpowiedzUsuń
  53. Nam też opowiadali takie bzdury na naukach przedmałżeńskich. Te świeckie na szczęście trwały tylko 15 minut :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Według mnie zakonnice i księża nie powinni nas pouczać w tych kwestiach bo co jak co oni o małżeństwie zbyt dużo nie wiedzą .... no chyba że gdzieś na boku :P

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie nadaję się kompletnie na takie nauki :/ Zdanie o tabletkach mnie oburzyło i dalej aż nie czytam :(

    OdpowiedzUsuń
  56. No cóż, z naukami można trafić różnie, ja na swoje nie narzekam - 3 lata po ślubie a wspominamy te spotkania sympatycznie. Co ciekawe jednak takie zupełnie lekkie podejście do tematu przygotowań przedślubnych prowadzi do tego, że co trzecie małżeństwo się rozpada i tutaj akurat jest miejsce na refleksję... na moich naukach ksiądz mówił, że jeśli w cyklu, w którym uczestniczy 50 par, i wszystkie dotrwają do ślubu, to coś jest nie tak, bo trudno wierzyć, że te 50 par stworzy związki na cale życie. Zadaniem nauk jest odsiać te pary, które do małżeństwa nie dorosły, a przynajmniej nie w tych kombinacjach.

    OdpowiedzUsuń
  57. A tam narzekają Ci nieszczęśliwi - są małżeństwa szczęśliwe :) Da się - tak! Trzeba chcieć, pracować nad tym... Ale da się trzeba mieć chęci.

    OdpowiedzUsuń
  58. ale świetny i śmieszny tekst :D już nie mogę się doczekać swoich własnych nauk :D

    OdpowiedzUsuń
  59. Mam takie zaległosci, że nie widziałam wczesniej tego tekstu :) Doskonały, przypimniałaś mi o naszych naukach. To był koszmar i manipulacja, a pani od nauk miała kilkoro dzieci, wszystkie pobożne, niemal nawiedzone. Pani wierzyła natomiast, że Bóg na dzieci, a potem da też na te dzieci. Oczywiście kalendarzyk to najlepsza, jedyna metoda :)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za dalsze przygotowania :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Dlatego nie lubię instytucji kościoła i takie brednie mnie wkurzają i nie zmuszę się nigdy do takich nauk czy ślubu kościelnego. A co jak ja, bez hormonów mogę mieć poważne problemy? To z pewnością wina mojego faceta :P powinien mi zabronić i pozwolić umierać z bólu z guzami na jajniku :P Ba... I tak pewnie mnie by wyklęto bo mam tylko jeden a biorę dalej hormony by normalnie funkcjonować. No i ta... Facet jest górą, ma robić co mu się żywnie podoba a Ty siedź kuro domowa i rób! Wrrr! co za kościół!

    OdpowiedzUsuń