19 paź 2015

"Ukłony dla żony" Katarzyna Gubała. Rzecz o małżeństwach.


   Kiedy otrzymałam propozycję recenzji książki „Ukłony dla żony” autorstwa Katarzyny Gubały, byłam trochę zbita z pantałyku, bo żoną to nie jestem w żadnej mierze, przynajmniej obecnie.
   Później jednak pomyślałam, że kiedyś być może los się do mnie uśmiechnie i na mym serdecznym palcu zaświeci ładna i zgrabna obrączka, a wtedy wypadałoby co nieco wiedzieć z czym się taki stan rzeczy wiąże.

   Świadoma (swych praw i obowiązków) stanu rzeczy, wiem, że prozie życia daleko jest od komedii romantycznych, gdzie młody mąż przez pierwszy rok trwania małżeństwa, codziennie przynosi młodej żonie bukiet stokrotek i całuje ją delikatnie w pięknie pomalowane usteczka. Wiem też, że świeżo upieczona małżonka nie podnosi brudnych gaci męża z westchnieniem pełnym miłości i niedowierzania, jaki to jej misiu jest wariat, że woli zostawić majtki na środku sypialni niż w koszu z brudną bielizną.

   Cóż, wiem więc wiele. Czy w takim razie ta książka nauczyła mnie czegoś więcej?

   A no nauczyła mnie tego, że kobiety, niekoniecznie zamężne, po prostu wszystkie, uwielbiają dodawać sobie pracy i tego nie zauważają! Autorka otworzyła mi oczy na to tak szeroko, że teraz widzę to na każdym kroku i okropnie mnie to irytuje.
   Weźmy prosty przykład – mamy wyrzucić śmieci. Zadanie proste, nieskomplikowane. Jednak jest jeden szkopuł – worek nie jest do końca pełny. Dla nas to idealna okazja, żeby coś nieplanowo posprzątać i niepotrzebne rzeczy dorzucić do worka na śmieci. Bierzemy się więc za sprzątanie szuflady z bibelotami a tam... kurczę, znajdujemy zapomniany rachunek, wciśnięty byle jak. I co robimy? Otwieramy teczkę z rachunkami i wkładamy go we właściwe miejsce. A przy okazji to i przejrzymy całość i wyrzucimy te rachunki, które były zapłacone pięć lat temu. Tym sposobem mamy kuchnię z wywleczonym na środek koszem na śmieci, szufladę w nieporządku większym niż był i stertę papierów przez oczami. A potem narzekamy, że nie mamy czasu na odpoczynek!
   A facet? Jak ma wyrzucić śmieci to wstanie, wyrzuci i wróci na swój ulubiony fotel oglądać telewizję. A my na niego burczymy, że nic w domu nie robi. Otóż muszę przyznać z bólem serca – mężczyźni robią porządki lepiej, bo trzymają się planu. I mają jeszcze czas na odpoczynek.

Musiałam zostać MacGyverem swojego małżeństwa. Z gumki recepturki, taśmy klejącej i dwóch tic taców musiałam stworzyć małżeństwo doskonałe.”

   Inna sprawa – nasze kobiece fantazje. Każda z nas je ma, prawda? Pielęgnujemy je w naszych główkach, śnimy o nich w nocy a za dnia... irytujemy się, bo się nie spełniają. Ale jak mają się spełnić, kiedy ani słowem nie wspomnimy o nich naszemu mężczyźnie? Nic dziwnego, że potem biedni nie wiedzą o co chodzi, kiedy chodzimy obruszone brakiem jakiejkolwiek inicjatywy z ich strony i szukają pocieszenia w objęciach piwa. Lub, co gorsza, pani, która nie boi się mówić, czego chce.

   Nie mam pojęcia, dlaczego ta książka nosi tytuł „Ukłony dla żony”. Dla mnie to humorystyczna opowiastka o tym, jacy to mężczyźni są spokojni. Ileż oni naszych emocjonalnych sztormów muszą przetrwać! Oczywiście i my lekko nie mamy, wystarczy raz jeszcze wspomnieć o owych brudnych gaciach i codziennym pytaniu „czy widziałaś moje skarpetki?!” (a skarpetki od piętnastu lat leżą w tej samej szufladzie).

   Cały galimatias polega na tym, żeby pamiętać w całym tym rozgardiaszu, że żyjemy z osobą, którą sobie wybraliśmy. I mimo że przed ołtarzem nikt nie obiecywał, że w domu ciągle będzie porządek a koty nie będą wisiały na zasłonach, to przecież nikt nam na siłę obcej osoby w nasze życie nie wepchnął (chyba, że jesteś księżniczką, której męża wybrali rodzice. Wtedy cóż, możesz się wściekać.) Mimo krzyków, fochów, obrazy majestatu i burczenia na siebie, należy pamiętać, że w całym rozrachunku chodzi o to, żeby kłaść się spać obok osoby, którą się po prostu kocha. I tyle.

  „Ukłony dla żony” to nie poradnik, w żadnym wypadku. To książka o miłości małżeńskiej, to wszystko to, co dzieje się po zakończeniu „i żyli długo i szczęśliwie”, kiedy emocje już opadły i trzeba było zacząć płacić rachunki. Historia związku nie-idealnego, takiego jak miliony innych. I lekarstwo na wszelkie niesnaski – pamięć o tym, że osoba wkurzająca nas swoim lenistwem to ta sama osoba, która kiedyś powodowała, że kolana nam miękły a w brzuchu latał cały rój motyli. 

   To książka dla mężatek z długoletnim stażem, które zatraciły się w mdłej codzienności; dla tych świeżo poślubionych, które zaczynają dostrzegać, że po ślubie wiele się zmienia; dla zaręczonych, co by były świadome niedalekiej przyszłości i dla panienek, które wypatrują męża na horyzoncie.
   To też idealna pozycja dla mężczyzn, dzięki której łatwiej zrozumieją swoje kobiety. 

   Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu



72 komentarze:

  1. Czuję się zachęcona:) To coś zdecydowanie dla mnie. Jestem żoną i również na własne życzenie dokładam sobie pracy;)
    Będę się rozglądać za tą pozycją:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawe muszę koniecznie przeczytac te ksiazke ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja to boje się przeczytać taka książkę. Z moim szczęściem do facetów to nigdy chyba nie wyjdę za mąż :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to juz dawno zauwazylam, ze my kobiety uwielbiamy dokladac sobie wciaz nowej pracy, a pozniej padamy na nos umeczone i nie mamy juz sily ogladac nawet telewizji, a mezczyzni mimo, ze tez pracuja zawsze znajda czas na telewizje i swoje ulubione pogramy.
    Rozbawials mnie bardzo ta swoja rezenzja, szczegolnie pytaniem o skarpetki. Nie wiem dlaczego mezczyznie nie potrafia ego zapamietac, ze skarpetki wciaz leza w tej samej szafce, tak samo spodnie i koszule. Moj maz po 32 latach wciaz sie o to pyta...

    Ciekawa ksiazka, z humorem i warto po nia siegnac:)

    Pozdrawiam serdecznie, Agatko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oho, książka chyba jeszcze nie dla mnie. :D Jednak Twoja recenzja - jak zawsze - na bardzo wysokim i cieekaaawym poziomie! :o)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twoje recenzje! :D a choć u mnie też na palcu nie błyszczy jeszcze złoty krążek, to i tak poczytam- a co, trzeba się przygotować! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, nigdy nie wiadomo kto i kiedy nas poprosi o rękę :D

      Usuń
  7. ja będę żoną już za niecały rok ( o matko, już?! przecież tak niedawno co dopiero się oświadczał! ), ale z tego co czytam, to więcej ze mnie mężczyzny niż kobiety, bo jak mam niepełny worek na śmieci, to nie szukam czegoś, czym mogłabym go dopełnić, tylko zostawiać aż zrobi się to samo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Twój mąż przyszły to szczęściarz :) Czekam na foty w sukni ślubnej, kochana :P

      Usuń
    2. codziennie mu to powtarzam :P
      na pewno jakieś zdjęcia z imprezy pojawią się na blogu, ale cierpliwości, bo to dopiero pod koniec przyszłego roku :P

      Usuń
  8. Wolę sięgać po książki z działu fantastyki, ale Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca. Może jak już kiedyś zostanę czyjąś żoną to sięgnę po tę książkę. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, trzymam za słowo :) i zapraszam częściej :)

      Usuń
  9. Usmialam sie czytajac o tym misiu wariacie :D Swietna recenzja dawno nie czytalam tak dobrej i zaintrygowalas mnie zebym nabyla ta ksiazke :D Lubie takie luzne zabawne ksiazki :D

    Versjada

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajna i lekka lektura, myślę, że byłabym zadowolona z takiej książki na jesienny wieczór. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa pozycja, ale raczej nie dla mnie, chociaż żoną za jakiś czas będę:P

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie po ślubie w zasadzie oprócz nowego nazwiska, nic się na szczęście nie zmieniło. Ale książkę chętnie bym przeczytałam, pewnie odnalazłabym w niej ciekawe treści.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hihi z chęcią bym przeczytała tą książkę :-) i chyba bym znalazła wiele wątków mi bliskich :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialny przykład z tymi śmieciami! Muszę koniecznie przeczytać tę książkę! Chociaż zanim będę żoną, o ile wgl kiedyś będę, minie jeszcze sporo czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale już teraz możesz zaoszczędzić sobie sprzątania :)

      Usuń
  15. Chyba nie do końca moja tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podoba mi się podsumowanie ;p Że to nie poradnik tylko po prostu historia o tej prawdziwej miłości ;p I dopiero to zdanie zachęciło mnie do przeczytania tej książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, samą końcówką dałam radę przyciągnąć Twoją uwagę :)

      Usuń
  17. No tak. Nie jestem już młodą żoną co tłumaczy, dlaczego dawno nie dostałam stokrotek. :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznam, że już tytuł bardzo mnie zaintrygował. Twoja pełna poczucia humoru recenzja zdecydowanie mnie zachęciła do tego, aby sięgnąć kiedyś po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. boże faktycznie.. żoną nie jestem, ale pracy to i chyba sobie dodaje :O
    Muszę ją przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  20. Koniecznie w wolnej chwili musze przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Książka musi być bardzo ciekawa, nigdy nie czytałam tego typu książek. Chociaż przyznam, że u mnie w związku jest zupełnie inaczej niż wynika z twojej recenzji :P

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja już 9 lat jestem mężatką:) Coś w tym jest, że my kobiety dodajemy sobie roboty w domu a facet nawet nie pomyśli, by wyprać firanki czy zasłony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po co, skoro jeszcze coś przez nie widać? :D

      Usuń
  23. Nie dla mnie obecnie takie książki :]

    OdpowiedzUsuń
  24. haha chcę ją czytnąć koniecznie:D i o tych gaciach nieupranych poczytać xd

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, to prawda, w pewnym momencie może przyjść codzienność - miłość nadal jest miłością, ale mąż, jak każdy, ma wady. Trzeba mieć tego świadomość, bo te love story z filmów to z deczka śmieszne są czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Cieszę się, że tu zajrzałam!
    Podziwiam sposób, w jaki zaprezentowałaś relację damsko-męską, na bazie tej lektury.
    Przypomniałam sobie epizod z wynoszeniem śmieci. Kiedyś poprosiłam Pana, żeby wyniósł worek - odpowiedział dobrze... Zajęta własnymi sprawami, nie zauważyłam, co było potem - po kilku godzinach zobaczyłam worek leżący przy drzwiach
    w przedpokoju. Teraz mam zakodowane, że "dobrze", oznacza "poczekaj"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja będę się cieszyła, jeśli będziesz zaglądać tutaj częściej :)

      Usuń
  27. Jeśli to nie forma poradnika to tym bardziej mnie przekonuje :) A tematyka jak najbardziej warta zgłębiania wiedzy!

    Pozdrawiam, Papierowa

    OdpowiedzUsuń
  28. Może być zabawnie przy czytaniu tej książki:) Już się uśmiecham po przeczytaniu recenzji:)

    OdpowiedzUsuń
  29. O tą pozycje to muszę mieć w swoim zbiorze <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Już ją sobie zapisuje :) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja tak mam z tym sprzątaniem! Potrafię przez pół dnia robić porządek w jednej szufladzie właśnie według schematu, o którym piszesz. I żeby było śmieszniej, to dopiero teraz dowiedziałam się, że robię to nie tak :-D Koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Akurat planuje zrobić sobie komin na drutach, a uwielbiam czytać w trakcie robienia na drutach, więc będzie jak znalazł. Pozdrawiam kochana!

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja nie jestem nawet mężatką, nie mówiąc o takiej z długim stażem, więc na razie książka mi się nie przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  33. tytul zachęca mnie do przeczytania :)
    zapraszam na glosowanie w konkursie, na blogu wszystko opisane :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie przekonuje mnie to tłumaczenie, czemu mężczyźni szukają pocieszenia w ramionach innej pani. Wiem, że to w uproszczeniu, ale taki tok myślenia prowadzi do bardzo złych wniosków. Ale może nie kumam, bo po prostu nie jestem w grupie docelowej tej książki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Z przyjemnością kupię i przeczytam. Lubię taki rodzaj książek. Babka pisze dla innych babek o małżeństwie. Już sie nie moge doczekać! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. kurde, jeszcze jej nie przeczytałam, a mam tak samo. jak chociaz z tymi marzeniami i fantazjami w glowie o ktorych nie mowimy mężczyznom.
    Ciekawa lekturka napewno :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Kurczę, z tym dodawaniem pracy masz racje. Trzeba w takim razie z tym walczyć xD

    OdpowiedzUsuń
  38. Zachęcona recenzją postaram się znaleźć czas na czytanie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  39. recenzja wydaje się przekonująca. czuję się gotowa aby przeczytać tą książkę! buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Na razie nie jest to książka dla mnie, ale kiedyś - kto wie? :)

    OdpowiedzUsuń
  41. ja nie przepadam za takimi poradnikami, chociaz jak bedzie w bibliotece to moze sie skusze, ale kupic bym nie kupia :)/K

    Dwie Perspektywy Blog

    OdpowiedzUsuń
  42. Jako panienka szukająca na horyzoncie męża, może się i skuszę na książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja dostałam kiedyś poradnik jak dobrze żyć z teściową ;) Żonę sobie daruję jednak na razie, skoro nawet chłopaka nie ma:)
    https://sweetcruel.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  44. To książka dla mnie. :-) Czuję, że przez te opowiastki o spokoju mężczyzn i dodawaniu sobie pracy przez kobiety wiele się nauczę. :-) Swoją drogą, szkoda, że faceci nie przynoszą nam bukietów stokrotek codziennie...

    OdpowiedzUsuń
  45. Twoja recenzja spowodowała, że zapragnęłam przeczytać tą książkę. Świetnie piszesz, więc widzę, że wpadnę tu jeszcze nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Muszę ją kupić mężowi ;) święta się zbliżają więc będzie idealny prezent

    OdpowiedzUsuń
  47. trafiłaś w samo sedno z tym sprzątaniem. Zaczyna się od śmieci, a kończy na wielu innych rzeczach. To zdecydowanie moja skłonność do robienia sobie dodatkowych prac i porządków. Świetnie zapowiada się ta książka.

    OdpowiedzUsuń