7 paź 2015

"Okupacja od kuchni" - ciężki kawałek chleba.


   Mogę założyć się, że większość z was jadła dzisiaj śniadanie – mniej lub bardziej pożywne i kaloryczne, ale jadła. Może była to świeża kajzerka z makiem z żółtym topionym serem i pomidorem a może parówki ugotowane na prędko w porannym pospiechu. Być może gościła dzisiaj u was owsianka, która nie jest taka zła wbrew obiegowej opinii lub popularnie ostatnio musli.
Wyobraźcie sobie, że nie mielibyście możliwości zjedzenia śniadania. Ani obiadu. O kolacji nie wspominając. I tak przez długie dni, tygodnie, miesiące. Lata. Nie mielibyście czym nakarmić swoich dzieci, bo jedzenia po prostu by nie było. Brzmi niewiarygodnie? Dziwne, bo miało to miejsce w rzeczywistości ledwo 76 lat temu.

   Kiedy mówi się o II wojnie światowej, to wspomina się przede wszystkim wszystkie bitwy. W szkole każą nam uczyć się na pamięć wszystkich najważniejszych dat, które miały wpływ na jej przebieg. Czasami mimochodem wspomina się o partyzantach czyli o cywilach, którzy też postanowili walczyć z okupantem. O ludności cywilnej jednak historia milczy, jeśli nie liczyć żydowskiego getta, gdzie była bieda i ludzie umierali na ulicach z głodu. Można wyciągnąć więc z tego wniosek, że zwykłym ludziom, mieszkańcom miast, którzy nie byli ani żydowskiego pochodzenia ani nie walczyli, żyło się całkiem znośnie. Niestety nie zawsze wyciągane wnioski są prawdziwe i zgodne z prawdą.

  Przyszła do mnie niedawno książka o wdzięcznym tytule „Okupacja od kuchni”. Zdawać by się mogło, że będzie to zabawna, satyryczna powieść o tym, jak ludzie radzili sobie w czasach wojny i jadali to, co dzisiaj wydaje się być niejadalne. Zupa z kminku, kotlety z kapusty – ot, książka opisująca niedzisiejsze rarytasy.

  Jednak już po przeczytaniu pierwszego rozdziału okazuje się, że wcale nie jest to pozycja „łatwa, lekka i przyjemna”, ale powieść tak prawdziwa, że aż poruszająca do głębi. Autorka, Aleksandra Zaprutko-Janicka, pisząc „Okupację od kuchni” korzystała z pamiętników i dzienników pisanych w czasie okupacji i ich fragmenty zamieściła u siebie. Niekiedy są to wspomnienia dzieci, które jadły ołówki, żeby móc poczuć przyjemność żucia i żeby „nie szorowało ich w żołądku”, zapiski dorosłych, którzy z obrzydzeniem pisząc o chlebie, który Niemcy serwowali Polakom – twardy, miałki, rozsypujący się przy każdym dotknięciu.

   Dlaczego morzyli cywilów? Czemu zamiast 2400 kalorii, które według Ligii Narodów, powinien jeść dorosły, niepracujący człowiek, ludziom żywność kartkowa dostarczała średnio 600 kalorii? Powód jest banalnie prosty – Hans Frank, Generalny Gubernator, doskonale wiedział, że ludzie głodni to ludzie siedzący cicho, nie mający siły do wyjścia na ulice. Głodząc ich, kupował sobie spokój i ciszę. A żeby uspokoić Zachód „rzucał” raz na jakiś czas gratisowe towary, jak na przykład słodycze dla dzieci i zatrudniał aryjskich fotografów, którzy ten moment uwieczniali na kliszy i posyłali w świat. Tym prostym sposobem okupanci jawili się jako 'dobre dusze', które chętnie pomagają ludności cywilnej.

   Jeden z rozdziałów poświęcony jest szabrownikom, którzy niekiedy za cenę własnego życia przewozili jedzenie ze wsi do miast, żeby nakarmić swoich najbliższych. Oczywiście nadwyżki sprzedawali i to za duże pieniądze, by dorobić do podstawowej pensji w tamtych czasach, która wynosiła 300 złotych i która zwykle wystarczała tylko na podstawowe opłaty.

   Po przeczytaniu tej pozycji nasunął mi się wniosek, że wojna ma jeden pozytywny aspekt – zrównuje ludzi i uczy ich pokory. Szlachcianka, która przed wojną czytywała w oryginale francuskie dramaty i wyszywała najpiękniejsze chusty, musiała nagle poprosić swoją służącą, by ta nauczyła ją rozpalać w piecu bądź pomogła jej ugotować zupę składającą się praktycznie z niczego. Dawny pan na włościach musiał się pokorzyć, by jego parobek podzielił się z nim swoimi uprawami i pokazał mu jak należy rąbać drewno, by móc ogrzać swoją rodzinę w zimowe noce.

   Wiem, że wiele z was gotuje, piecze i tworzy kulinarne dzieła z prostych składników – do dzisiaj was podziwiam w tych waszych kucharskich czarach. Na końcu tej powieści znajduje się „okupacyjna książka kucharska” i być może niektóre z was podejmą się przygotowania potrawy w niej opisanej. Dla zachęty przepis na zupę ziemniaczaną z koprem:

„Ziemniaki obrać i pokroić w drobną kostkę. Pęczek świeżego kopru drobno posiekać. Ziemniaki z koprem ugotować do miękkości, nie odcedzać. Na patelni przygotować zasmażkę z mąki i tłuszczu i zagęścić nią zupę. Całość przyprawić do smaku.”

   Czym jest „Okupacja od kuchni”? Zaradnością kobiet, które mimo biedy potrafiły wykarmić swoją rodzinę. Odwagą mężczyzn, którzy ryzykowali życiem, by zdobyć trochę mąki i smalcu. Poświęceniem rodziców, którzy sami odejmowali sobie od ust, by dzieci chodziły najedzone. Uwierzcie – po przeczytaniu tej książki postny chleb będzie smakował wam tak, jak nigdy w życiu.

Za egzemplarz książki dziękuję portalowi 


   Po raz drugi dziękuję już wam za wszystkie wasze głosy, moje red bulle! A resztę wzywam do pospolitego ruszenia, co by głosy już oddane się nie zmarnowały! Klik, żeby zagłosować znajduje się ciągle w tym samym miejscu, czyli na bocznym pasku po prawej stronie u samej góry. 
   Dzięki wam już czuję się zwycięzcą! 

68 komentarzy:

  1. Twoja rezenzja wzruszyla mnie do lez. Umiesz pisac, dziewczyno i to tak wzruszajaco, ze plyna mi lzy, kiedy to pisze. Znam to dobrze z opowiesci mojej mamy, dziadka i innych czlonkow rodziny, ale chetnie przeczytalabym te ksiazke i jej przepisy. Taka zupa, o ktorej piszesz byla wielka uczta!
    Sadze, ze to postne jedzenie jest o wiele zdrowsze niz to, ktorym my sie obecnie raczymy. Przede wszystkim dlatego, ze bylo kiedys bylo mniej skladnikow, a teraz dokladamy wszystko, aby bylo jeszcze lepsze i smaczniejsze... dodajemy i vegety i buliony i kostki i nie wiadomo jeszcze co, przy czym nasz zolodek nie moze potem tego strawic! Dobrze, ze zaprzestalam dodawac kupnej vegaty i robie ja sama.
    Bardzo podba mi sie Twoje podsumowanie, ze wojna miala jeden pozytywna aspekt: wszyscy sie zrownuja i ucza pokory! Dodam, ze bala to tez lekcja wzajemnego szacunku!!

    Pozdrawaim Cie serdecznie, Agatko:)




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, naprawdę... miło słyszeć, że to, co tworzę się podoba, że wywołuje jakieś emocje :)

      Usuń
  2. Mnie zawsze interesowały te sprawy, o których się nie mówi/uczy na lekcjach. Wszelkiego typu właśnie sprawy kuchenno-sanitarne na przestrzeni wieków. Ale ten konkretny tytuł, który opisujesz wydaje się przygniatający i przygnębiający, jednak pouczający. Może ludzie zaczęliby doceniać o co mają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, po tej książce doceniam każdą rzecz, jaką mam w lodówce.

      Usuń
  3. świetna pozycja! kurczę, bardzo mnie zaciekawiła..
    czytałam kiedyś jedną pozycję (zabij nie pamiętam tytuły), ale akurat o czasach wojny, gdzie ziemniaki kradło się po ciemku prosto z pola, a i to był tylko czasami jeden posiłek..
    Ta książka zapewne i mnie by sie podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, ciężkie czasy, to na pewno. I ciężki kawałek chleba, tak jak napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  5. przeczytałam pierwszy akapit i zrobiłam się głodna :P przez Ciebie muszę teraz iść zrobić sobie coś do zjedzenia, bo nie wytrzymam zaraz :P

    a teraz na poważnie, bo książka, którą dziś nam pokazałaś tego też wymaga- ludzi, którzy przeszli przez to piekło, bo inaczej tego nazwać się nie da, trzeba naprawdę podziwiać i szanować, właśnie za tą zaradność, poświęcenie i odwagę, o których napisałaś w podsumowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wojna to zbyt wygórowana cena, nawet za zrównanie klas społecznych. W dzisiejszych czasach ciężko sobie wyobrazić ogrom cierpień przez jakie przeszli ludzie w tamtych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak, ale też w tych najmroczniejszych rzeczach można czasami dostrzec coś dobrego :)

      Usuń
  7. Książka wpasowuje się w tematykę którą lubię. Nie słyszałam wcześniej o tej pozycji ale bardzo chętnie ją przeczytam jeśli trafi w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie muszę ją przeczytać, słyszałam już o niej :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obecnie nie mam ochoty na takie lektury. Ale ostatecznie, nie mówię nie. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialna tematyka! Ta książka własnie wpada na moją listę książek do przeczytania. :)

    A co do głosowania - mam nadzieję, że mój głos się nie zmarnuje, więc dalej - głosujcie ludzie!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciężka tematyka, ale w sumie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo chciałabym przeczytać tą książkę. Mam nadzieję, że niebawem mi się uda :)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie lubię wzruszających książek i filmów,bo zawszę ryczę:P,taka zemnie beksa:P:(

    OdpowiedzUsuń
  14. To na pewno nie jest łatwa książka, ale warto ją przeczytać. Zapisałam sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się ją przeczytać :)

      Usuń
  15. Niestety tego typu książki nie są tymi, po które sięgam. Nie lubię historii, choć te o I czy II WŚ mogłabym przeczytać gdyby nie to, że ciężko byłoby mi się emocjonalnie ogarnąć po takich książkach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nawet nie wiedziałam o istnieniu tej książki... po Twojej recenzji wiem, że muszę ją gdzieś upolować.

    OdpowiedzUsuń
  17. ...a dlaczego jeszcze nikt nie napisał książki o niemieckiej opozycji przeciwko nazizmowi? Taką bardzo chętnie bym przeczytała - ile można sklecać książek/filmów o tym samym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy ta książka 'jest o tym samym', bo jak dla mnie to coś nowego ;)

      Usuń
  18. Dobrze, że piszesz o takich książkach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moi dziadkowie i rodzice opowiadali, że głód i niedożywienie panowały również i przed wojną i po wojnie, co najmniej do lat 60-tych. Mówię o wsi, bo miasta nie znam. Teraz narzekamy na czasy, ale mięso w warzywa to współczesne rarytasy.

    OdpowiedzUsuń
  20. chcę to przeczytać! koniecznie! klimat świetny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałam się, że Cię zainteresuję :)

      Usuń
  21. Agatko recenzja świetna, zachęciłaś mnie do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniała książka. Właśnie ją kończę i uważam, że więcej takich tytułów powinno pojawić się na polskim rynku, żeby uświadomić nam jak ciężko było w czasie wojny zwykłym obywatelom.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tematyka nietopowa, ale czyni zazwyczaj książki ciekawymi. Bardzo chętnie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze to, co warte przeczytanie jest topowe :)

      Usuń
  24. Ech... tak było. Dziadek opowiadał mi, jakich sztuk musiał dokonywać, by rodzina w wojnę miała coś do jedzenia...
    Co do tych ołówków - moja kotka pożera czasem tekturę. I tak się zastanawiam, czy to nie nawyk z czasów, kiedy wywalono ją na ulicę i była bezdomna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że to przez to... ale po prostu lubi tekturę :)

      Usuń
  25. Myślę, że to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy wyrzucają jedzenie, ale też i dla tych którzy nie mieli okazji doświadczyć na własnej skórze czym jest wojna i głód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam nadzieję, że tego nie doświadczymy, chociaż patrząc na to, co się dzieje...

      Usuń
  26. Jestem baardzo zaintrygowana po tej recenzji. Szczególnie, że lubię poruszanie spraw "od środka", perspektywy różnych ludzi, emocje… Lista książek do przeczytania ostatnio baaardzo mi się wydłuża. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ale ciekawa pozycja, z pewnością po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo ciężka tematyka, ale warto poznać historię naszego kraju z trochę innej strony.

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo mi się podoba Twój blog:) Kocham książki i będę tu pewnie częstym gościem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, zapraszam :) progi skromne, ale goście zawsze są mile widziani :)

      Usuń
  30. Przyznam się szczerze, że pierwszy raz widzę tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Książka warta przeczytania i jak najbardziej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  32. I takie ksiązki nam pokazują jak trzeba szanować jedzenie, nie każdy miało go tyle ile my mamy teraz

    OdpowiedzUsuń
  33. Uwielbiam takie pozycje, które okazują współczesnemu człowiekowi prawdziwie trudny świat. I zawsze jest mi strasznie głupio, że siedzę teraz na fotelu, jest m ciepło, mam na kolanach laptop, wróciłam z manicure, myślę o tym co jutro ubiorę do pracy i szukam kogoś kto wyjdzie wieczorem na kebab.
    I tak dochodzę do wniosku, że z jednej strony mam za dobrze, a z drugiej, że moje życie jest płytkie

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam tę książkę i jestem jej bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Koniecznie muszę kupić te książkę. Okupacja, II wojna światowa to historia rodzinna z która jestem mocno związana, a to dzięki prababci, która doskonale pamiętała i pierwszą i drugą wojnę, a przy tym była niezrównaną kucharką - potrafiła dosłownie z niczego zrobić obiad dla całej rodziny. Dziś pozostały mi po niej 3 książki -Biblia w skórzanej oprawie i dwa przedwojenne podręczniki gotowania za "szkoły dla dobrych Panien" - babcia ją ukończyła i to jest najcenniejsza rodzinna pamiątka (swoją drogą, kopalnia wiedzy jeśli idzie o tradycyjne przepisy).

    OdpowiedzUsuń
  36. Historia jest na pewno warta przeczytania, jednak odpuszczę, głównie dlatego, że nie przepadam za historiami wojennymi, a w książkach szukam oderwania od rzeczywistości i raczej radości ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Pięknie to napisałaś Agatko. Człowiek nie zastanawia się nad takimi rzeczami, ma pełną lodówkę jedzenia i myśli, że to jest standard. Ta książka z pewnością uczy pokory.

    OdpowiedzUsuń
  38. Bardzo mnie ta książka interesowała, mam na czytniku, też przyśpieszę czytanie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  39. Coś wiem na ten temat - dziadek mi dużo opowiadał.

    OdpowiedzUsuń
  40. Upatrzyłam ostatnio sobie tę książkę (chyba na Znaku), po Twojej recenzji tym bardziej muszę ją mieć, chętnie pochłaniam wszystko co dotyczy II wojny światowej :-)

    OdpowiedzUsuń