9 sty 2018

Nie bójmy się fantastyki, czyli "Belgariada" D. Eddings. I powiększyła się nam rodzina!


   Zacznę od tego, że czytelniczką fantastyki jestem trudną. Przez całe moje ćwierćwiecze przeczytałam sporo książek o czarodziejach, skrzatach, krasnoludach i wróżkach i dotąd pokochałam jedynie trzy serie – ku rozpaczy męża, który fantastykę uwielbia i chciałby dzielić ze mną tę pasję – Harry’ego Pottera, Artemisa Fowl i Belgariadę. Która, co warto zaznaczyć, jest moim odkryciem roku 2017.

   Garion wiedzie spokojne, dość skromne dzieciństwo pod okiem ciotki Pol, która jest może nieco oschła i surowa, ale bezwzględnie kocha chłopca całym sercem. Czas spędza na zabawach z rówieśnikami i rozmowach z wędrownym bajarzem, który od czasu do czasu odwiedza ich miasteczko. Pewnego dnia Garion wyrusza ze starcem w podróż, która całkowicie odmieni nie tylko jego życie, ale i los wszystkich ludzi. I bogów.

   Świat, w którym przyszło żyć Garionowi został całkowicie wymyślony przez autora, Davida Eddings’a w 1982 roku i muszę przyznać, że mi osobiście przypadł do gustu o wiele bardziej niż świat Tolkienowski- fani Tolkiena i Froda, nie palcie mnie na stosie!

   Wszystko, całe dzieje Belgariady zaczęły się w zamierzchłych czasach, gdy świat był jeszcze młody i rządziło nim siedmiu bogów, który nie ukrywali się – jak dzisiaj – przed ludźmi. Każdy z nich, z wyjątkiem Aldura, miał swój lud, który go wielbił i miłował. Aldur zaś, odepchnięty od ludzi, przygarnął zbłąkanego chłopca i pokazał mu wszystkie tajemnice Woli i Słowa, nadając mu imię Belgarath i tworząc z niego czarodzieja. Niedługo później najpiękniejszy z bogów, Torak, zapragnął dla siebie jeszcze większego uwielbiania i wywołał straszną wojnę, która zbudziła góry i wzburzyła morza. Bogowie odeszli w cień, wiedząc, że ich starcie zniszczyłoby świat i podarowali w ręce ludzkiego mężczyzny Klejnot, który zapobiegał władaniu Toraka. Po śmierci ów dzielnego człowieka, kamień miał pozostawać w rękach jego potomków, zapewniają ludzkości pokój. Jednak kilka dziejów później, gdy Garion zaczął dorastać wszystko się zmieniło.

„Świat, jak słyszałem, jest właśnie taki. Mijają stulecia, gdy nic się nie dzieje, a potem w ciągu kilku krótkich lat zdarza się coś tak straszliwie ważnego, że świat już nigdy nie jest taki sam jak przedtem.”

   Chłopiec nagle dowiedział się, że świat jest całkiem inny, niż mu się wydawało, że rana od miecza prawie zawsze jest zabójcza, że maga istnieje naprawdę i że są ludzie, których znało się od maleńkości wcale nie są tymi, za których się ich uważało.
   „Belgariada” jest fantastyczna przede wszystkim dzięki stylowi pisania Eddingsa; dawno już nie czytałam książki napisanej tak płynnie, tak magicznie. Zazwyczaj i najlepszym zdarzają się gorsze, bardziej nudne fragmenty w książkach, ale nie Eddingsowi. Możecie mi uwierzyć – ponad 1300 stron przeczytałam w ciągu tygodnia, a później byłam tak zniesmaczona swoim warsztatem literackim, że nie odważyłam się napisać recenzji. Jeżeli w tym momencie przestraszyliście się ilości stron, to spokojnie – po prostu Prószyński zdecydował się wydać razem pięć tomów całej sagi, którą można oczywiście czytać po kolei. Chociaż sądzę, że jeżeli zaczniecie czytać, to trudno będzie się wam oderwać.

   Cudowna jest postać samego Belgaratha, którego niektórzy porównują z Gandalfem i Dumbledorem- chociaż tylko jeden powstał przed nim. Ja osobiście się z tym nie zgadzam, Gandalf był bardziej stateczny, poważny, Belgarath natomiast był nieco ekscentryczny i diabelnie ironiczny, co mnie w 100% do niego przekonało. Miło było również obserwować Gariona, który – tu muszę przyznać szczerze – w przeciwieństwie do Pottera zachowywał się jak normalny nastolatek, a nie jak wybraniec. Początkowo był pogubiony i zdesperowany, reagował na wiele spraw złością, ale w miarę nabierania doświadczenia i lat na karku, we wspaniały sposób zmienił się w fajnego, dzielnego mężczyznę. I chyba to najbardziej mi się w „Belgariadzie” spodobało – mimo, że jest to fantastyka, ludzie są po prostu ludźmi i mają takie słabości, jakie znamy z życia codziennego.

   Nie brak tam i powiewu miłości, chociaż trudno byłoby nazwać oziębłą i wspaniałą jednocześnie Pol namiętną… jej odrzucanie, a raczej jawne ignorowanie przejawów miłości przystojnego rycerza było tak urocze, że mogłabym przeczytać o nich osobną książkę. Femme fatale w świecie fantastyki, wyborne!

   Jest to również książka bardzo dojrzała i niesie za sobą wiele cennych, mądrych rad, które są przemycane w taki sposób, że nie rażą mnie w oczy. Nie ma wielkich, przejmujących mów – to w zwykłych rozmowach między bohaterami pojawiają się te słowa, które najbardziej trafiają w czytelnika.

„Wszyscy żyjemy tyle, ile potrzeba. Ja akurat mam do zrobienia coś, co zajmuje bardzo dużo czasu.”

   Walka bogów, walka ludzi, walka dobra ze złem, moralności z kłamstwem – w „Belgariadzie” okazuje się, że nie wszystkie bitwy da się pokonać za sprawą miecza i odpowiednich czarów. Czasami, aby pokonać wroga, trzeba najpierw pokonać samego siebie. „Belgariada” to seria dla tych, którzy nie są z fantastyką za pan brat na co dzień, ale którzy lubią poznawać coś innego, zatopić się w świecie, który powstał tylko i wyłącznie w czyjejś głowie. A jest to świat pełen ironii, sarkazmu, magii i przygody – i nawet ja mogłabym w nim żyć!

   PS - Chciałabym przedstawić Wam nowego członka naszej rodziny. Winnie (tak, jak Winnie the Pooh.) Żeby nie było wątpliwości - to kobieta jest (nawet widać po oczach, no), ale że moja rodzicielka wymyślała imię, to można się pomylić. 1,3 kilograma szczęścia. 


63 komentarze:

  1. Dobra fantastyka wg mnie, nie jest słodka. Wynika to z tego, iż (przeważnie) czasem, w którym osadza się historię magii i miecza, jest mroczne średniowiecze. Moje zdanie jest bardzo subiektywne, więc możesz się nie zgodzić.
    Do klasy tego gatunku podpięłabym "Wiedźmina", serię siedmiu książek, które nie mają nic wspólnego z polskim filmem (tylko imiona się zgadzały).
    "Achaja", wielotomowa saga i zdecydowanie nie dla dzieci.

    Potter moim zdaniem to nie jest fantasy.

    Nie jestem fanką Tolkiena, chociaż czytałam, bo chciałam poznać. Na adaptacjach kinowych wielokrotnie zasnęłam. Ale to jest właśnie fantastyka.
    Z dzieł tego autora przemówiła do mnie tylko jedna książka: "Silmarillion". Tą polecam z czystym sumieniem.

    Hmmm... kocham diabelnie ironicznych ekscentryków XD

    Bardzo lubię Twoje recenzje, bo można z Tobą fajnie podyskutować. Widziałam już mnóstwo blogów zajmujących się książkami, ale na żadnym nie zostałam dłużej, mając wrażenie, że czytam jakąś stronę recenzencką, a nie prywatną, wiarygodną opinię, na czym zależy mi, kiedy tworzę sobie listę książek, jakie chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek - wielkie dzięki za ostatni akapit! :)
      Dla mnie, osoby która jest w tym gatunku bardzo wybredna, wszystko, co lekko magiczne to fantasy, więc u mnie Potter się tam zalicza :) "Achaję" mam na półce (egzemplarz mężowski), może kiedyś coś mnie podkusi i się za nią zabiorę. Pod ręką w każdym razie ją mam :)
      Tolkiena próbowałam czytać trzykrotnie, niestety nie polubiliśmy się za bardzo; bywa, nie każdy pisać poprzez swoje dzieło trafi do wszystkich czytelników.
      Ironiczni ekscentrycy - cudo, żałuję, że nie znam żadnego w realnym świecie :)

      Usuń
    2. Napisałam króciutką recenzję "Achai" na samym dole notatki, która jest o serialach co prawda, ale możesz przewinąć na sam dół: http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/11/seriale-wciagaja-i-uzalezniaja-czyli.html

      W realnym też nie znam, ale w fikcyjnym jest ich sporo.
      Choćby sam Scherlock Holmes.
      Dr. House.
      Toni Stark.

      Usuń
  2. Zupełnie nie mój gatunek tym razem.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja za fantastyką nie przepadam i sięgam po nią tylko jak juz nie mam nic ciekawszego pod ręką;)
    a psinka przesłodka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wasz nowy członek rodziny jest przesłodki!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja wręcz przeciwnie, kocham fantastykę :D Książka wydaje się być ciekawa, ale to 1300 stron mnie przeraża... jak ja bym wstawała do pracy, to ja nie wiem. O jeju, jaka słodycz! U mnie pojawił nowy członek rodziny w październiku, miał 2 kg i niecałe 2 miesiące, jak do mnie trafił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1300 stron, ale w pięciu tomach ;) to jakby połączyć Pottera, też wtedy wydaje się mega gruby :)
      Ooo, nasza ma 7 tygodni :)

      Usuń
  6. Chętnie bym spróbowała :). W tym roku zamierzam sporo czasu poświęcić fantastyce. Nabyłam już w tym celu trzy serie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną Sally Green, do tego "Trylogia Klątwy". Czyli początek takie YA raczej :D. Trzeciej nie zdradzę na razie ;).

      Usuń
  7. Fantastyka i ja nie idzie w parze: chyba tylko Harry Potter mi pasował.

    Nowy członek rodziny: śliczny mały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi jedynie te trzy wymienione książki :) Artemisa polecam! :)

      Usuń
  8. Jakoś tak z fantastyki to mi mnie najbardziej Lem interesował :-)
    Śliczne maleństwo, ale dlaczego nie kot ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się śmieję, że Koty mają psa :D
      A pies, bo mieszkamy w bloku i zawsze uważałam, że kot musi pochodzić własnymi ścieżkami i do tego mu potrzebne podwórko :)

      Usuń
  9. Muszę przyznać, że dawno już nie czytałam fantastyki, więc zapiszę sobie tytuł i będę go mieć na uwadze. ;) Winnie jest naprawdę słodki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybacz ale Winnie mnie do tego stopnia zauroczył, że chyba nic sensownego o fantastyce nie napiszę. :) Super mega słodki zwierzak moim zdaniem z niego.

    :) No to jeśli w takim stylu pracy nie miałaś problemów to moim zdaniem wszystko gra.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niej :) Imię męskie, ale to kobieta :D Moja mama nazywała, stąd rozbieżność :)

      Usuń
  11. Fantastykę tego typu, taką średniowieczno-magiczną kiedyś czytałam na potęgę - zresztą do tej pory jestem trochę zauroczona Tolkienem (chociaż teraz dostrzegam w nim całkiem inne rzeczy niż kiedy czytałam go jako nastolatka). Niestety, nie da się ukryć, że jako gatunek już się przeżyła. Powieść opartą na tym schemacie może ratować tylko świetny styl autora albo jakaś niestandardowa stylizacja. Chociaż - moim zdaniem - i tak będzie to już tylko reanimacja trupa. Dlatego gigantów gatunku dalej czytam, dyskutuje o nich na konwentach itp., ale po kolejne już pokolenia naśladowców nie sięgam. Zwłaszcza jeżeli bohaterem jest nastolatek - jestem zbyt ,,na świeżo" z tym okresem życia, żeby bez nerwów czytać o wybrykach kolejnego młodego człowieka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Belgariada" to nie taka świeżynka, książka ma już ponad 30 lat :) Ja właśnie nastolatków akceptuje tylko w fantastyce, w obyczajówkach ich nie znoszę! :)

      Usuń
  12. Bardzo lubie fantastykę. A piesełek słodziutki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej jaki słodki! A fantastykę uwielbiam, ale o tej książce nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja córka uwielbia fantastykę. Musze jej polecić tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka chyba niestety nie dla mnie. A nowy członek rodziny jest przesłodki :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety z fantastyką nie po drodze...
    Fantastyczny nowy członek rodziny! Waży tyle samo ile obecnie moje maleństwo w brzuszku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję dzidziutka! :) Wiadomo już czy syn czy córa? :)

      Usuń
  17. Zapisuję i jak tylko znajdę czas to poczytam! Bo uwielbiam fantastykę, ale jeśli nie czytam czegoś sprawdzonego i poleconego to bywa to zwykle wielce rozczarowujące ;<

    Winnie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz to koniecznie daj znać, jak Ci się podobało :)

      Usuń
  18. Po opisie pomyślałam, ze może być ciekawe, ale te 1300 stron zniechęca. Moje uwielbienie dla fantastyki ma jednak granice i nawet ironiczny Belgarath mnie nie przekonuje xD
    A co do fantastyki z ludzkimi charakterami, to polecam "Wojny alchemiczne", albo lżejszą "Szamankę od umarlaków".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tam, te 1300 stron to pięć tomów, więc... dużo serii gdyby pozbierać do "kupy" miałoby ponad tysiąc stronic :)

      Usuń
  19. jejku, ja do Ciebie przyjadę i będę przytulać całą wieczność tą słodką psinkę. Mogę? zaproś mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam Cię oficjalnie! :) Tylko przywieź coś dobrego, bo Ty w kuchni szalejesz, w przeciwieństwie do mnie :)

      Usuń
  20. A ja czytam fantastykę od czasu do czasu. Lubię ten gatunek.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja uwielbiam fantastykę, ale narazie przenioslam się na Sparksa i erotyki. Mój mąż w ogóle nie czyta. Macie slodkiego członka rodziny. Pozdrawiam :)

    marysseprobuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za połączenie - delikatny Sparks i erotyki :D

      Usuń
  22. Ale śliczny piesek😍😘
    Nie przepadam za fantastyką ☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  23. Co tam książka, psiak skradł całą moją uwagę :) Piękna jest!

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam fantastykę! A ten tytuł zapisuję sobie - muszę to przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale masz cudownego pieska, jest przeuroczy:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Miłośniczką fantastyki niestety nie jestem. Winnie jest cudna! <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Macie prześlicznego nowego członka rodziny! Boskie oczka! A co do książki i fantastyki mam mieszane uczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Love your post dear ♥ Your blog is amazing !
    If you want you can check out my blog.I write about fashion,beauty and lifestyle.Maybe we can follow each other and be great blogger friends !

    http://herecomesajla.blogspot.ba/

    OdpowiedzUsuń
  29. Choć za fantastyką nie przepadam to kusi mnie ilość stron. Koooocham książki długie i treściwe. Niestety jednego wieczora potrafię pożreć 500 stron, więc większość jest dla mnie za krótka.

    OdpowiedzUsuń
  30. To spojrzenie ze zdjęcia roztopi każde serduszko <3 Ja fantastykę lubię, choć ostatnio rzadziej po nią sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Winnie to słodziak.... śliczna jest (wiedziałąm, ze to ona) Nie sposób się nie zakochać i nie pokochać xD

    A książka zdecydowanie nei dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie przepadam za fantasy. Harry Potter i Władca Pierścienia - to jedyne utwory, które poznałam. Jednak moje dzieci najbardziej lubią powieści fantasy.
    Pozdrowienia; bardzo ciekawa recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Na wstępie mała prywata;) O ile filmy uwielbiam w takich klimatach, o tyle książki wolę zdecydowanie w innej kategorii;) Mamy ze sobą coś wspólnego, bo i u mnie mąż woli książkową fantastykę. Kiedyś nawet postanowiliśmy się wymienić wrażeniami i fascynacjami - ja wybrałam dla niego coś z kryminałów, a on dla mnie coś z fantastyki;) Jak można się domyślać, na dłuższą metę każdy pozostał przy swoim;) Napisałaś jednak recenzję tej książki w taki sposób, że z chęcią bym po nią sięgnęła. Co było dla mnie najważniejsze? Oczywiście stwierdzenie, że w książce nie ma przeciągłych momentów jest zachęcające, ale to Twój opis Belgaratha sprawił, że chciałabym "go poznać";) Tego mi często brakuje w tworzeniu postaci - nikt nie jest idealny i nawet główny bohater powinien mieć jakieś niedoskonałości;) Im bardziej ludzka jest jakaś wymyślona postać, tym bardziej jest ona dla mnie realna, a tym samym bliższa. Dla przykładu mogłabym wymienić Sebastiana Bergman, postać z książek Hjorth'a/Rosenfeldt'a - tak silnie irytujący, gburowaty i z takim stosunkiem do kobiet, że chciałoby się go strzelić w łeb;) Tak mocno go nie lubiłam, że... aż go lubiłam;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Jaki słodki piesek *.*
    Zapraszam na nowy post :)
    http://www.stylishmegg.pl/2018/01/szara-ramoneska-i-sukienka-w-kolorze.html

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja tak samo jak Ty nie potrafię się przemóc do fantastyki. To totalnie nie moje rejony :D Chyba już wyrosłam z opowieści o wróżkach, czarodziejach itd. Choć jedna trylogia bodajże, mi się spodobała :)
    Jednak ta nie wydaje się taka najgorsza :)
    Przeurocza psinka :) Takiego członka rodziny to i ja bym przygarnęła!

    OdpowiedzUsuń
  36. Zdecydowanie wpisuję na listę!

    OdpowiedzUsuń
  37. A ja lubię od czasu do czasu sięgnąć po fantastykę i oderwać się od naszej szarej codzienności!

    OdpowiedzUsuń
  38. Za fantastyką nie przepadam. Aktualnie przerabiam podręczniki a nie książki. Niestety 1300 stron byłoby dla mnie w tym momencie samobójstwem.
    Powracając do tematu, to z czystym sercem mogę polecić serię Siri Petersen "Krucze Pierścienie".
    Zgadzam się z Hexe i choć ostatnio nie mam czasu, to bardzo lubię tu zaglądać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  39. Za fantastyką przepadam średnio, ale Pottera uwielbiam (taki paradoks, wiem) ale od czasu do czasu się skuszę. Może przeczytam pierwszy tom i zobaczę co dalej

    OdpowiedzUsuń
  40. Czytałem Eddingsa w dawnych czasach, jeszcze stare kilkutomowe wydanie. Pamiętam doskonale jak ta książka wydała mi się schematyczna, choć przy tym wciągająca. Niemniej po 3 tomie miałem jego stylu serdecznie dość, czego efektem była szybka sprzedaż pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Miałam w planach przeczytać książkę jeszcze przed świętami, ale jakoś tak nie mogłam trafić z nastrojem na spotkanie z fantastyką, jednak powoli nabieram na nią większej ochoty. :)

    OdpowiedzUsuń