11 sty 2018

Wesela w 1818, 1918 i 2018. Czyli co się zmieniło, a co pozostało?


   Myślałam, że tematyka weselna jest już dla mnie zamknięta. Męża mam, obrączka na palcu się błyszczy i szczerze mówiąc, po własnym weselu dość miałam tematyki ślubnej, bo byłam przytłoczona tymi wszystkimi przygotowaniami. Jednak wczoraj zrodził się w mojej głowie pomysł na dość ciekawy post i postanowiłam, że pal licho zasady i własne obietnice, raz jeszcze wrócę do ślubów. Może mi to wybaczycie, jeżeli też czujecie już przesyt!

   Pomyślałam, żeby sprawdzić, jak wesela wyglądały kiedyś – za czasów naszych mam, babć, i prababć. Posiłkuję się szczególnie opowieściami z mojego rodzinnego domu, czyli pewnie większość tradycji będzie związanych z Podkarpaciem.

   Zacznijmy od mniejszego kalibru, a więc jak to było za czasów naszych mam? Pewnie większość z was jest świadoma, że jeszcze kilkanaście lat temu nie było tak miło jak dzisiaj, że „za jednym zamachem” można wziąć ślub kościelny i cywilny. Konkordat wtedy nie istniał i dlatego pary, które chciały być małżeństwem w oczach Boga i urzędów musiały brać… dwa śluby. Załatwiano to różnie – albo tego samego dnia lub w dwóch różnych terminach, przy czym bardziej wystawny był ślub kościelny. Cywilny zazwyczaj brało się jedynie w obecności świadków.

   Tutaj wtrącenie – i ciekawi mnie, czy i u was tak było. Swój ślub brałam dość wcześnie, bo o godzinie 13, co niektórzy mi wypominali, że jak to ze wszystkim zdążę na tak wczesną godzinę (zdążyłam.) Jednak w porównaniu z mamą i babcią moją trzynasta po południu może się schować ze wstydu. Mama brała ślub o 8 rano, a babcia o 6 (!). Ponoć w latach 50-siątych na wsiach to była zwyczajowa pora, później wracano do domu i przygotowywano wszystko na przyjazd gości. Na waszych terenach też tak było, czy to po prostu dziwna wieś? 

   W czasach międzywojennych, na wsiach, do ślubu jeździło się pięknie udekorowanymi wozami. Pełno było na nich bibuł, kwiatów i kolorowych wstążeczek. Moja babcia opowiadała mi, jak w tamtych czasach ślub brała jej sąsiadka, śliczna, aczkolwiek znana ze swojej wredności Katarzyna. Jej wybranek był z kolei człowiekiem niezwykle spokojnym i sympatycznym; taka lekka fajtłapa „do rany przyłóż”. W dniu wesela, kiedy panna młoda była już uszykowana, przyjechali grajkowie a dzieci z sąsiedztwa (w tym moja mała wtedy babcia) czekały, żeby zobaczyć, jak przyszli małżonkowie wsiadają na przystrojony wóz i jadą w stronę kościoła, ktoś zadał niezwykle trafne pytanie: „-a gdzie jest pan młody?”.

   W całym rozgardiaszu nie zauważono, że oblubieniec nie przybył; Kaśka biegała wzburzona, rodzice próbowali ją uspokoić, a grajkowie, nie wiedząc co robić, zaczęli częstować się mocniejszymi trunkami. W końcu wysłano ojca młodej do miasta (rzecz miała miejsce na wsi oddalonej od niego o 3 kilometry), który po dwóch godzinach wrócił ze zgubą. Wiecie, gdzie był? U fryzjera, bo przecież musiał dobrze wyglądać na własnym ślubie!

   Myślicie, że zapraszanie gości było kiedyś tak proste jak dzisiaj? A skąd! Młodzi osobiście zapraszali tylko starszych gości i tych z najbliższej rodziny, a towarzyszyli im w tym muzycy i smaczne przystawki. Wiecie, tym sposobem okazywali im szacunek. Gości pozostałych zapraszali drużbowie – to akurat wygodne, nie musieć wszędzie zachodzić.

   Wtedy przed ślubem, podczas przygotowań panny młodej miało miejsce uroczyste, gromadne rozplatanie warkocza (a my dzisiaj od samego rana układamy wymyślne fryzury!) co miało symbolizować to, że młoda od tego dnia nie należy już do grona dziewcząt. Zaszczyt rozplatania warkocza przypadał zwykle najstarszemu bratu panny albo staroście weselnemu. Chociaż przyjmuje się, że w niektórych regionach rolę tę przejmowały druhny.

   Z czasów naszych prababek z kolei zupełnie inaczej wyglądała przysięga składana w kościele. Gdybym żyła kilka wieków wcześniej, wtedy powiedziałabym: „Ja, Agata, biorę Ciebie, Łukaszu za mojego własnego męża i ślubuję tobie chować wiarę małżeństwa świętego, aż do mej śmierci. Tako mi Pan Bóg dopomóż, Panno Maria i wszyscy święci.” Podoba mi się szczególnie ten fragment „za mojego własnego męża”, brzmi to co najmniej tak, jakbym miała możliwość wziąć go za męża koleżanki. Od dzisiaj zacznę mówić do męża „mój własny mężu”, epicko to brzmi.

   Oczepiny, tak jak i współcześnie, miały miejsce tuż po północy, ale na tym podobieństwo się kończy. Młodą mężatkę sadzano na środku sali, zdejmowano jej wianek, ścinano zapuszczane od maleńkości włosy i zakładano na głowę czepiec, który był symbolem mężatek. W tradycji przyjęło się, że młoda ma się przed tym bronić, uciekać i chować się przed drużbami, których zadaniem było „sprowadzenie” młodej na miejsce. W sumie się nie dziwię, też bym uciekała, gdyby chciano mi ściąć włosy.

   Nieco niezręcznie robiło się po oczepinach, kiedy miały miejsce pokładziny. Wszyscy biesiadnicy ze śpiewem na ustach, odprowadzali młodych do sypialni, żeby ci skonsumowali swoje małżeństwo. A my, współczesne młódki zrobiłyśmy się takie nieśmiałe, że pewnie spłonęłybyśmy ze wstydu, gdyby nasza ciotka, babcia i sąsiadka starowinka odprowadzałyby nas na naszą noc poślubną!

   Jak widzicie, co stulecie, to obyczaj. Nie zdziwię się, jak moje wnuczki nie będą miały pojęcia czym są oczepiny a do ślubu będą leciały odrzutowcem, bo taka będzie moda. A to, jak wszystko szybko się zmienia utwierdza mnie tylko w jednym- nic oprócz przysięgi, oprócz obietnicy miłości i wierności, nie jest ważne. Wszystko inne i tak przeminie. To jedno, mam nadzieję, zostanie.  


74 komentarze:

  1. Nigdy nie byłam fanką tradycyjnych ślubów i całej tej szopki. Jeżeli kiedyś będę brała ślub to na pewno będzie mu daleko do tradycyjnego obrządku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja drugi raz bym wesela nie wyprawiała :D

      Usuń
    2. a ja bym swoje wyprawiła jeszcze raz :D

      Usuń
    3. Przyszłabym jako gość honorowy :D

      Usuń
  2. To fakt, moi rodzice też brali dwa śluby - cywilny i kościelny. Ale nawet im to pomogło, bo zrobili dzięki temu dwa wesela: po cywilnym typowo studencką imprezę w swoim malutkim, wynajmowanym pokoju, a po kościelnym porządne, tradycyjne wesele dla rodziny :D To pierwsze jakoś lepiej wspominają... Z kolei babcia nie wspomina swojego wesela wcale, ale też w moim regionie nie było zbyt dużo tradycji. Po wojnie napłynęło tu wiele ludności z innych stron i wszystko się tak wymieszało, że np. w domu mojej babci zachowywano bardzo mało tradycji. A babcia w ogóle była sceptycznie nastawiona do wydawania pieniędzy ,,dla zwyczaju" i jakoś przeszło to dalej w rodzinę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli brak konkordatu ich cieszył :D
      Moja babcia nie miała wesela, tylko przyjęcie dla bliskich, bo kilka tygodni wcześniej zmarła jej babcia i nie chciała urządzać hucznej zabawy :)

      Usuń
  3. Jestem ekspertem, ale od jeszcze wcześniejszych czasów ;) specjalizowałam się na studiach w zwyczajach weselnych szlachty polskiej i królów polskich w XVI - XVIII wieku. Dzisiejsze wesela nie ma ją zbyt wiele wspólnego z tamtymi, No, może oprócz alkoholu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak świetnie! :)
      No alkohol to zawsze był i będzie na Polskich weselach :)

      Usuń
  4. Oglądałam jakiś czas temu film, który pokazywał tradycję weselną o której napisałaś. Ja ślub miałam o 12:00, a już przed 10:00 byłam gotowa i czekałam na Pana Młodego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to też wcześnie :) jak zareagowali bliscy? :)

      Usuń
    2. U mnie to normalna godzina (Śląsk).

      Usuń
  5. moi rodzice brali dwa śluby, jeden o 8, drugi o 19, rozrzut spory :) A dziadkowie na Syberii, bez wesela, w pełnej konspiracji, prababcia chleb upiekła i ot, całe wesele.
    Agata, teraz jestem tutaj ;) Już bez blokady;)
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co robili między ślubami? :) przyjęcie, czy po prostu czekali? :)
      I mają co wspominać z tą Syberią :)
      W końcu będę mogła cię poczytać! :)

      Usuń
  6. Niektóre dawne tradycje warto zachować, niektóre nie mają racji bytu, ale zawsze mnie interesuje jak wszystko wyglądało dawniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak kiedyś będę mieć wesele, to pewnie huczne :D bo moja rodzinka uwielbia się odwiedzać. Byłoby szumu co nie miara :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jakby to w dawnych czasach było, to taki przystrojony wóz na pewno :D

      Usuń
    2. Huczne, czyli takie powyżej 300 gości? :D

      Usuń
    3. Boję się myśleć ile :D. Ale na pewno bardzo wesołe :).

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy post :) Rzeczywiście brałaś ślub wcześnie, ja będę miała 16.30 i już trochę się obawiam czy zdążę ze wszystkim :P O ślubie z samego rana, nigdy nie słyszałam, to dopiero szokujące! Dawne tradycje niespecjalnie mi się podobają i cieszę się, że już minęły, zwłaszcza ścinanie włosów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja o 16.30 byłam już po obiedzie :) Powiem Ci, że zdążyłam nawet siedzieć i się nudzić, więc pewnie do tej 16 bym nie wytrzymała :)

      Usuń
    2. Pewnie, wszystko zależy też od regionu i przyzwyczajeń :) A z ciekawości zapytam, wesele trwało całą noc u Ciebie?

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy wpis, z przyjemnością przeczytałam o tych zwuczajach :-)
    Ja brałam ślub o 17 :00, bawiono się 2 dni, ale kiedy to było ach kiedy :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas bawiono się o 6 rano :) drugi dzień bym nie wytrzymała :D

      Usuń
  10. W mojej rodzinie nie brano ślubu rano, nawet babcia brała późnym popołudniem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moi rodzice brali dwa śluby ale nie wiem w jakich godzinach ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem w szoku odnośnie niektórych faktów :)
    blog | instagram

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziwna ta wieś :D
    Pan Młody od fryzjera mnie rozłożył i przypomniał opowieść mamy o jej zaręczynach: tata przyszedł na obiad, na którym miał się oświadczyć. Zjadł. Pogadał z przyszłymi teściami, kawę wypił. I zbiera się do wyjścia, a mama musiała się o pierścionek i zaręczyny upominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się biedny zestresował, to jak miał o pierścionku pamiętać? :D

      Usuń
  14. Aż ciężko uwierzyć, że kiedyś śluby brało się tak wcześnie rano:) ja miałam o 14 i ledwo się wyrobiłam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja na spokojnie się wyrobiłam :) a wstałam coś o 7 :)

      Usuń
  15. O 6 rano??? Masakra:p
    Mnie teściowa opowiadała o zwyczajach, które panowały jakieś 30 lat temu. Jak sąsiadki schodziły się na kilka dni przed ślubem i gotowały, piekły, urządzały bramy. No i o epickim weselu na trzy dni przy trzydziestostopniowym mrozie i śniegu po pas u sąsiadów, które okolica wspomina do dziś :p
    Ale z tymi pokładzinami to był hardcore, dobrze, że to już przeszłość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy zdecydowałabym się na zimowy ślub :D

      Usuń
  16. Bardzo ciekawy post, nie miałam pojęcia jak to się kiedyś odbywało. Szczerze,to nigdy się tym nie interesowalami nie pytałam moich najbliższych o szczegóły. Wiedza poszerzona, dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto popytać, nasi bliscy są kopalnią wiedzy z przeszłości :)

      Usuń
  17. Moi rodzice też brali dwa śluby - cywilny i kościelny. Dużo ciekawego się dowiedziałam z Twojego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja trochę liczę, że te oczepiny to jednak keidyś wypadną ze ślubnego repertuaru bo nie mogę znieść tych wszystkich dziwnych zabaw w których mało kto w ogóle chce brać udział - chyba że nawalony jak szpadel wujek. Ślub jeszcze przede mną ale wiem że takich zabaw sobie oszczędzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, mój mąż uwielbia te oczepinowe zabawy :D Ale nawalony jak szpadel nie jest :D

      Usuń
  19. Bardzo ciekawy wpis! Ja z chęcią powtórzyłabym raz jeszcze ten najwaspanialszy dzień >3

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja babcia też opowiadała mi o takich weselach z przeszłości. Orszak weselny szedł z domu do kościoła, a potem wszyscy goście szli na jakąś potańcówkę (bez jedzenia), bo jedzenie było najpierw w domu. Mam wrażenie, że w przeszłości wszystko to było jakieś takie bardziej uroczyste i głośne. I wymagało chyba jeszcze więcej przygotowań. Np. moja babcia sama szyła sobie welon i robiła bukiet z bibuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz coraz częściej organizację wesel powierza się obcym osobom - a szkoda, bo takie coś każdy powinien chociaż raz przeżyć :)

      Usuń
  21. Bardzoo bardzooo ciekawie się zrobiło.
    Mój ślub i wesele miło wspominam. Zastanawialiśmy się czy 13 to dobra godzina ale spokojnie się ze wszystkim wyrobiliśmy.
    Przysięga nie przeminie raczej nigdy.
    Teraz raczej mało kto bierze ślub.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też zdecydowaliście się na tą godzinę? :) myślałam, że teraz to już rzadkość :)

      Usuń
  22. Ślub o godzinie 6:00 rano???
    O nie to nie dla mnie😉
    A ten fragment o "własnym mężu"rozbawił mnie do łez 😁😉
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajny pomysł na post, przyjemnie się to czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Great Post dear!

    Would you like to support each other by follow on GFC, and G+?
    Let me know and I will follow back asap~

    Love, Erika Seol

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny post, zmiany są kolosalne :) Chodzę praktycznie co roku, a nawet kilka razy w roku od dłuższego czasu i widać zmiany w przedziale 10 lat.. a tu mowa o różnicy znacznie większej :)
    Zapraszam do siebie :)
    https://migliorevita.blogspot.com/2018/01/nowy-rok-na-sportowo-od-zaful.html

    OdpowiedzUsuń
  26. lovey post dear love this to read...
    https://clicknorder.pk online shopping in lahore

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałaś doskonały pomysł z tym wpisem. Osobiście lubię takie opowieści i z przyjemnością przeczytałam Twój tekst:)
    Podpytałam z ciekawości moich rodziców, o której brali swój ślub, a raczej swoje śluby;) ale wyszło, że w podobnych godzinach co ja;) Weselicho było w domu, a nie w jakichś tam lokalach, poza tym chyba wiele się nie zmieniło;)
    Określenie "mój własny mąż" bardzo mi się spodobało;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dzięki mnie dowiedziałaś się czegoś więcej o swoich rodzicach :) Oj, wtedy to wesela były co najwyżej w remizach, a to i tak rzadko :)

      Usuń
    2. Do tej pory faktycznie jakoś mnie nie natchnęło by ich o to wypytywać;)
      Remiza wydaje się wspaniałym rozwiązaniem:P a tylu ludzi kręcących się po całym domu - na chwilę obecną nie potrafię sobie tego wyobrazić??;) Do tego pijących ludzi;) Rodzice opowiadali, że chcieli się ukryć chwilowo na strychu i... przeszkodzili niechcący jednej parze w....;)

      Usuń
  28. Ślub o 8 rano? Wow! No dobre, tego nie słyszałam, u nas chyba jednak raczek tradycyjnie mama czy babcia miała...bo jakby było inaczej pewnie bym o tym wiedziała

    OdpowiedzUsuń
  29. Pamiętam te podwójne śluby. Pamiętam jeden na jakim byłam - cywilny w urzędzie, a potem w gronie bliższej rodziny ,,uczta" w domu. Za to kościelny był już wystawniejszy.
    Naprawdę aż tak wcześnie? :o Az z ciekawości spytam rodzicielki i babci, o której one miały swoją uroczystość.
    Fryzura rzecz ważna, a co! Przecież spóźnić się można, ale koniecznością jest odpowiedni wygląd.

    http://screatlieve.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi nigdy nie było dane być na takich podwójnych ślubach :)

      Usuń
  30. Czuję przesyt, ale wybaczę. Jestem ciekawa Twojego punktu widzenia :)

    U mnie nikt nie brał o tak wczesnej godzinie ślubu (albo nie znam wszystkich historii).
    Też brałam ślub o 13 i nikt nie widział w tym nic dziwnego. Niemniej ja jestem trochę dziwna i nie przygotowywałam się jakoś szczególnie długo. Sukienkę kupiłam w przeddzień ślubu. A w ogóle to nie lubię tradycyjnych ślubów, ale to inna bajka.
    Bajka vs nieokrzesany, wiecznie zbuntowany charakter :P

    Mięliśmy mało gości, choć ja planowałam jeszcze mniej... Braliśmy tylko cywilny i uważałam, że wesele byłoby nie na miejscu (inna sprawa, że nie lubię weselisk), ale teściowa wzięła sprawy w swoje ręce - byliśmy akurat za granicą - i okazało się, że skromne przyjęcie rozrosło się... znacznie bardziej od spodziewanych planów.
    Zapraszaliśmy osobiście tych, których mogliśmy. Rodzina emigrancka dostała zaproszenia inną drogą, co było wygodne :P

    Nici by wyszły z tego warkocza, miałam na ślubie zbyt krótkie włosy :P

    Ja czasami używałam w dialogach zwrotu "mój prywatny mąż" :D

    Krąży plotka, że w średniowieczu weselnicy nawet rozbierali młodą parę,
    z a n o s z ą c ich do sypialni... ale nie wiem czy to prawda.

    Osobiście uważam, że ślub nie jest ważny. Jak dwoje ludzi chce być razem, to będzie i nie potrzebny im do tego żaden papier.
    Ale bywa, że ten papier jest potrzebny do czegoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukienka dzień przed ślubem? Odważnie, ja pewnie bym osiwiała z nerwów!
      My mieliśmy około 90 gości na weselu i to było akurat, jak dla mnie :) Na szczęście sami mogliśmy wszystko planować, w przeciwnym razie miałabym pewnie z trzystu gości na weselu :D

      Usuń
    2. Ja nie taka nerwowa znowu ;) Bez makijażu i fryzjera poszłam. Czułam się indywidualna i wyróżniona pośród upacykowanych dam :P

      Usuń
  31. No to rzeczywiście dosyć wcześniej brałaś ślub. Ja swój pamiętam, że miałam na 16.00 :-) Brałam na szczęście ślub konkordatowy.

    OdpowiedzUsuń
  32. Cudowna puenta.Zgadzam się,że wierność i miłość w rezultacie są najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Pewne tradycje można spróbować wskrzesić, inne nadają się tylko do zapisania dla potomnych. :)

    Ano Lidl, nie chciałem robić promocji takiej na granicy różnych sytuacji. :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zrobiłam kryptoreklamę za Ciebie :D

      Usuń
  34. Bardzo ciekawy post ☺ Jak widać, iż w dawnych czasach wesele trochę inaczej wyglądało niż obecnie ☺

    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja to nawet nie pamiętam, o której godzinie brałam ślub... Całe szczęście, że to w gruncie rzeczy mało istotne :p Podoba mi się ta dawna przysięga, ma w sobie to "coś" :-)
    Jakbyś mnie szukała, to teraz jestem tutaj wonderlandrecenzje.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie jestem fanką tradycyjnych wesel, dlatego sama nawet nie będę go urządzać. Planujemy jedynie obiad dla najbliższej rodziny, jakoś nie podoba mi się idea takiego przedstawienia dla dalekich krewnych :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wybralas zdjecia ze świetnych filmów ☺

    OdpowiedzUsuń
  38. Motyw z warkoczem był cudowny. Co do godzin ślubu... moja mama miała go o 15 a babcia tez w podobnych godzinach popołudniowych.
    Ciekawe jak to kiedyś będzie wyglądać... pozdrawiam :)

    Ciotkastiv.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  39. Moja kuzynka wyszła z domu w dżinsach. Wróciła z obrączką, nikt nie wiedział co zamierza zrobić. Jakie wesele takie życie powiqadają :) Po iluś tam latach był rozwód. Chociaż nie ma reguł, rozwodzą się, też ci którzy robią chuczne wesela.

    OdpowiedzUsuń
  40. wow 6 rano na ślub:D bladym świtem tak trochę;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Fajnie poczytać o starych zwyczajach :) Ślub o 6 rano, ja bym wtedy jeszcze była nieprzytomna :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mega ciekawy post :) Ale pierwsze słysze, żeby ślub brać o 8 czy 6 rano :D

    Pozdrawiam - http://izabiela.pl/

    OdpowiedzUsuń
  43. Najbardziej mnie te dwa śluby przerażają :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Wszystko się zmienia ;) Heh, mi póki co na szczęście nie grozi przegrzebywanie tradycji i obyczajów :d

    OdpowiedzUsuń
  45. Ja mam tylko ślub cywilny, marzy mi sie też koscielny i wesele, ale bardziej podobają mi sie te staroswieckie zwyczaje

    OdpowiedzUsuń