9 sty 2017

Schizofreniczna recenzja.


  Dzisiejsza recenzja będzie inna. Przede wszystkim krótka. Dlaczego, zapytacie? Bo czuję się jak schizofrenik, który ma dwa zdania, co do recenzowanej książki. Z jednej strony rozumiem jej nowatorstwo i wykraczanie poza bariery ogólnie przyjęte i dlatego ją lubię. Z drugiej jednak, razi mnie jej polityczny wydźwięk. To może najpierw skupmy się na dobrych stronach.

 Jaki powinien być metalowiec? Cóż, prawdopodobnie przystojny, niebezpieczny i pociągający – a przynajmniej w moich wyobrażeniach tak wygląda godny metalowiec. A jakie powinien być kot? Przyjemny, mruczący, przytulający się do człowieka i futrzasty. A jaka powinna być babcia? Kochająca, piekąca pyszne pierniczki i gotująca najlepszy rosół w świecie.

   Cóż. W tej książce jest zgoła inaczej. Bo metalowiec będzie fajtłapą z nadwagą, kot o imieniu Wikary posiadać będzie zdolność mówienia a babcia Euzebia ciągle będzie malować usta czarną szminką i będzie najstarszą metal girl w historii świata.
   Moi drodzy. Przedstawiam Wam „Orgazmokalipsę.”

   Podchodziłam do tej książki jak pies do jeża. I na początku faktycznie lekko się pokułam, bo bezpośredni styl nieco mnie zaskoczył i zniesmaczył. Jednak – zgodnie z powiedzeniem – z czasem człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja i zaczęłam czerpać radość z czytania o przygodach tej nietypowej trójcy. A przygód mieli co niemiara.

   Jest to dla mnie polski zamiennik wspaniałego, wielkiego i niezastąpionego Terry’ego Pratchetta. Oczywiście, zamiennik trochę mniej doskonały, ale wierzę, że z czasem autor się „wyrobi”. Jeżeli czytaliście chociaż jedną z książek Pratchetta – a jeśli nie czytaliście w ogóle, to lepiej to zmieńcie, bo warto poznać tak dobry kawał literatury – to wiecie, że pisał on nietypowo, nieszablonowo a jego postać Śmierci przejdzie do kanonów najwspanialszych postaci książkowych. Krzysztof T. Dąbrowski z pewnością uczył się na mistrzu i przemienił się w „Pratchetta z polskiego podwórka”.
Te kilka opowiadań, łączy jedno – cięty, czasami trudny humor, na który należy się odpowiednio nastawić. 

I tutaj wkrada się moja druga osobowość, nastawiona nieco negatywnie.

   Liczne wycieczki polityczne mogą niekiedy zrażać, szczególnie, że występujące tam nazwiska – Gaczyński, Dusk i Drodzka – nie zostawiają zbyt wiele miejsca wyobraźni. Z reguły staram się o polityce i religii nie rozmawiać, ale kiedy ktoś podtyka mi pod sam  nos Duska i Gaczyńskiego, to trudno jest o tym nie wspomnieć. Poza tym, bardzo dużo jest w książce mateczki Rosji, państwa wielkiego, mocarnego i wiecznie upitego. 

„- Ratunku! Wysysają krew w premiera! – krzyknął ktoś.
- Nie, to premier wysysa krew z rodaków – perorował Gaczyński.”

   Jeżeli lubicie mocny, skojarzeniowy, polityczny humor, to ta książka jest jak najbardziej dla was. Ponadto, występuje tam pradawna magia, wampiry rodem z dawnej Rosji, koksy z siłowni i wszystko, czego tylko może sobie wymarzyć fan nietuzinkowych książek. Więc jeżeli lubicie politycznego Pratchetta, nie krępujcie się. Czytajcie. 

   PS – Z radością informuję, że ukończyliśmy nauki w poradni przedślubnej. Na ostatnim spotkaniu dowiedziałam się, że komórki do in vitro pobiera się poprzez masturbację i o ile w kwestii mężczyzn się z tym zgodzę, o tyle co do kobiet mam pewne wątpliwości. Ale ksiądz powiedział, że media są przekupione i nie mówią nam prawdy, także ten… uważajcie na swoje komórki, moje drogie!
   I nie wiem czy pisać post o całych tych naukach, czy lepiej temat przemilczeć. Ale chyba lepiej siedzieć cicho, prawda? 

18 komentarzy:

  1. Co do nauk przedmałżeńskich to ja z wielką chęcią przeczytam u Ciebie post na ten temat :)
    Natomiast książka mnie nie pociąga, choćby ze względu na te liczne wtrącenia polityczne.
    Pozdrawiam cieplutko w te mroźne dni! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się tego postu boję :D Bo będzie dość krytyczny :)
      I ja pozdrawiam Ciebie! Byle do wiosny :)

      Usuń
  2. To książka nie dla mnie.
    A jeśli chodzi o nauki, to my na szczęście trafiliśmy na spoko prowadzącego i nie wspominamy ich źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy i prowadzącego i księdza :)

      Usuń
  3. O nie, to nie jest publikacja dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Cóż. W tej książce jest zgoła inaczej. Bo metalowiec będzie fajtłapą z nadwagą, kot o imieniu Wikary posiadać będzie zdolność mówienia a babcia Euzebia ciągle będzie malować usta czarną szminką i będzie najstarszą metal girl w historii świata." w tym momencie książka mnie zainteresowała, ale te dalsze nawiązanie do polityki... nie, nie nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm... to chyba jedna z tych pozycji, koło których nie da się przejść obojętnie :D ciekawe aluzje polityczne, a metalbabcia wymiata ;D przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  6. cytatem o wysysaniu krwi z premiera trafiłaś w samo sedno tego, co się dzieje w naszym państwie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Te nauki to Ty lepiej przemilcz. ;D Ja ostatnio miałam "wizytę duszpasterską", kolędę znaczy się i z kolędą miało to tylko wspólnego tyle, że ksiądz wziął pieniądze, a tak to pełne przesłuchanie, kto, co, gdzie, jak, z kim, jak długo? Dawno nie byłam tak bardzo zirytowana. Nawet nie pytaj...

    A co do książki, to kurczę, czytałam kiedyś jej recenzję i tam nic o tej polityce nie było wspomniane, więc tak z pozytywnym nastawieniem podeszłam do tytułu, ale jak teraz widzę, że polityka, to ani trochę tego czytać nie chcę. Za bardzo tych polityków wszystkich nie lubię (i z prawa i z lewa i ze środka - i tak wszędzie ten sam motłoch ;/), że chociaż w książkach chcę mieć od nich wolne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O politycznych akcentach nie wiedziałam. I tak nie jestem tym tytułem zainteresowana, więc nawet one mnie nie skusza :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też bardzo chętnie poczytałabym o tych naukach :D
    Co do książki to nigdy wcześniej o niej nie słyszałam i jakoś mnie do siebie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka nie dla mnie a co do nauk to dla mnie na nie jeszcze za wcześnie, ale z chęcią przeczytam taki post :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy napisałaś, że to może być taka polska wersja Pratchetta, to już się nastawiłam na czytanie, ale potem wstawka o polityce kompletnie mnie zniesmaczyła. Niestety, nie mam do tego politycznego światka cierpliwości i jeszcze miałabym o nich w książkach czytać. O nie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dziękujemy za recenzję! :)
    Warto jednak zauważyć, że polityczne wstawki pojawiają się tylko w jednym z siedmiu opowiadań w zbiorze. Pozostałe opowiadania są natomiast zupełnie niezwiązane z polityką. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaciekawiłaś mnie, muszę zobaczyć i sięgnąć :) pozdrawiam Tomek z w świecie książek

    OdpowiedzUsuń
  14. No nie wiem czy skusiłabym się na tą książkę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Co do nauk przedmałżeńskich... lepiej siedź cicho. :D Gaczyński i Dusk bardzo mnie rozbawili, podobnie jak cytowany przez Ciebie fragment. Po przeczytaniu ryknęłam głośnym śmiechem. A Pratcheta jeszcze nie czytałam. Wstyd, co? ;)

    OdpowiedzUsuń