7 sty 2017

Ślubne zabobony z całego świata


   Wiecie, organizacja ślubu to wspaniałe przedsięwzięcie, nie tylko dlatego, że szykuję się do najważniejszego dnia w moim życiu, ale również dlatego, że co i rusz uczę się czegoś nowego. A później mogę przekazać te światłe wiadomości Wam, więc teraz z chęcią zaprezentuję coś, czego ostatnio się nasłuchałam za wszystkie czasy – ślubne zabobony.

   Na początek coś z Polski; świadkami na ślubie nie powinna być para, bo to przyniesie im pecha i pewnie nie będą razem – patrzcie, jak genialnie. Jeśli jest ktoś, kogo po cichu nienawidzicie, to po prostu poproście ich na waszych świadków a potem uśmiechajcie się do nich błogo – zabobon sprawę załatwi i się rozstaną szybciej, niż przestaną grać wasze weselne dzwony.

   Im więcej szkła stłucze się w trakcie ślubu, tym szczęśliwsze będzie życie pary młodej – nic prostszego, będę tłukła każdą pustą butelkę po wódce. Trzeba w końcu szczęściu jakoś pomóc.

   W Szwecji istnieje przesąd, że kobiety, które na wesele przyszły ubrane w czerwone sukienki, mogą być posądzone o spędzenie nocy z Panem Młody – zapamiętam to sobie i będę miała oczy szeroko otwarte. Czerwona sukienka będzie stanowczo zakazana, a co!

   We Włoszech podczas wesela Młoda Para je wspólnie z jednego talerza zupę a następnie miód – za zupami nie przepadam, z kolei mój PM chyba nie łączyłby miodu z alkoholem. Także nie będziemy mieli życia pełnego rozkoszy.

   W Brazylii świeżo poślubiona żona rzuca figurką św. Antoniego – patrona zaślubin. Panna, która tę figurkę złapie, stanie wkrótce na ślubnym kobiercu – trochę niebezpiecznie, biorąc pod uwagę jej ciężar. Z moim wymierzeniem i szczęściem, to któraś z koleżanek miałaby rozkwaszony nos. Ale jeśli miałaby na sobie czerwoną sukienkę, to się należało krowie jednej.

   Fińskim rytuałem jest sauna dzień przed ślubem – ta, jasne. Żeby wszystkie syfy mi powyskakiwały na buzi na drugi dzień. Dzięki bardzo, Finlandio!

   W Danii podczas wesela Pan Młody zdejmuje skarpetkę, robi w niej dziurę a potem daje ją Pani Młodej. W ten sposób przekonuje ją do swojej wierności, bo żadna kobieta nie będzie chciała faceta z dziurawą skarpetą – to już wiem, dlaczego mój narzeczony ma wiecznie skarpetki z dziurą! On mnie chce zapewnić o wierności! Kochany!

   W Irlandii moc poślubną spędza się w towarzystwie kury przywiązanej do łóżka – znając moją miłość do zwierząt wszelakich to ja bym próbowała odwiązać kurę a potem szukałabym dla niej jedzenia. I po namiętności.

   We Francji Panna Młoda idzie pod figurkę Matki Boskiej, by pożegnać się z dziewictwem i zapewnić sobie wierność męża – u nas na Podkarpaciu też jest zwyczaj modlitwy pod figurką Matki Boskiej. Na szczęście o wierność nie muszę się martwić, bo wiecie – skarpetki.



Jutro wybieramy się oglądać obrączki, więc może kilka przesądów i o nich?

   Gładkie obrączki oznaczają spokojne życie, rzeźbione zaś – przeciwności losu w małżeństwie – i już narzeczonego na wierzchu, bo jemu się marzą gładkie a mi rzeźbione. Kruca fix.
   Obrączka wykonana ze złota żółtego oznacza wierność, złota białego – miłość, platyny – przyjaźń, a tytanu – trwałość związku małżeńskiego – my stawiamy na białe złoto, więc co jak co będziemy się kochać. A wierność, to wiecie – skarpetki.

   Ważny jest rozmiar obrączki. Za ciasta może oznaczać dominację jednego z partnerów, za luźna wróży szybki rozpad małżeństwa – jak się jest w ciąży to się tyje i wtedy obrączka jest za ciasna. Ha! Szach – mat, mogę wtedy dominować do woli i nikt mi nic nie powie.

   W małżeństwie będzie rządził pan młody tylko wtedy, gdy wsunie pani młodej obrączkę do samego końca palca – kochanie, także tego, no wiesz.

To już kiedyś pisałam, ale napiszę raz jeszcze, bo bardzo mi się podoba. Masajska przysięga ślubna:

"Niech się wykrwawię, niech mnie piorun roztrzaska, niech mnie zeżre krokodyl, niech ogłuchnę i oślepnę, niech stanę się żebrakiem, jeśli oszukam lub opuszczę żonę"

51 komentarzy:

  1. Nie znałam większości z tych zabobonów:) niektóre bardzo ciekawe:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy trochę pogrzebać po Internecie :)

      Usuń
  2. Hah bardzo ciekawy wpis! Te zabobony wywołały dużo uśmiechu na mojej twarzy :P Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziurawe skarpetki mnie najbardziej rozbawily :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zapomnij dopisać o zakazie czerwonych sukni do zaproszenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaproszenia już są, więc przepadło :)

      Usuń
  5. Haha bardzo śmieszne te zabobony skarpetki najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzisz, Twój narzeczony to nawet, żeby Cię o swojej wierności zapewnić - skarpetki dziurawe nosi. Patrz, jak się poświęca, o! :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany robi wszystko, żeby zapewnić mi spokój ducha :)

      Usuń
  7. mnie nie grozi bo za mąż nie wyjdę

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozwalają mnie takie rzeczy :D Aczkolwiek jeżeli potraktować je jako element kultury ludowej są interesujące, gorzej jeżeli ktoś w to wierzy i potem naprawdę każe ci tłuc butelki na weselu! Mam dziwne wrażenie, ze w wielu przypadkach tak jest....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Śląsku na pewno tłucze się butelki dzień przed ślubem :) Tyle wiem :)

      Usuń
  9. od dzisiaj przestaję wyrzucać dziurawe skarpetki :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że większości nie znam, ale ciekawie się je czytało :)
    Zawsze o coś więcej człowiek jest mądrzejszy...
    JustynaPolskaFashion&MakeupArtist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ma się czym pochwalić przy niedzielnym obiedzie :)

      Usuń
  11. Ooo mój Luby miał ostatnio dziurawe skarpetki więc mogę spać spokojnie :) a znam 2 takie przypadki, że pary, które były świadkami się rozstali. Bo kto razem świadkuje ten sam nie ślubuję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też stawiam na białe złoto !
    Ciekawe zabobony! uśmiałam się stokrotnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy znajdziemy dzisiaj te odpowiednie :)

      Usuń
  13. Masajska przysięga ślubna zdecydowanie rządzi! O wielu z tych zabobonów słyszę poraz pierwszy, to bardzo wartościowy wpis. Z przyjemnością Zaobserwuje bloga i juz nadrabiam poprzednie posty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna jest, prawda :)
      A dziękuje i zapraszam częściej :)

      Usuń
  14. Ja w sumie znałam tylko ten zabobon z Polski, ale jak na razie to tylko zabobon - mój brat z wtedy jeszcze swoją dziewczyną byli świadkami na weselu przyjaciół, po roku wzięli ślub, a na ich ślubie świadkami była kuzynka mojej bratowej ze swoim chłopakiem, którzy... rok później również się pobrali :D

    Pozdrawiam i bardzo przepraszam, że tak długo mnie tutaj nie było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to oni tworzą nowy przesąd :D

      Usuń
  15. u mnie było kilka osób w czerwonych sukienkach, chyba powinnam je teraz rozstrzelać :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie słyszałam o tych zabobonach - ciekawych rzeczy dowiaduję się od Ciebie ;) W Polsce panna młoda rzuca swoim welonem lub wiązanką ślubną a w Brazylii figurką.. no nie wiem, czy chciałabym aby ktoś we mnie rzucał sw. Antonim... rozkwaszony nos to chyba jedno z możliwych "powikłań:, do tego dochodza wybite zęby, podbite oko, siniaki... Ciekawe, czy kobity też tak się rwą do łapania tej figurki jak w Polsce do łapania wiązanki ślubnej ;P

    Zastanawiam się po co ta kura w Irlnadii??? Po jajka na jajeczncię, gdyby państwo młodzi po upiojnej nocy zgłodnieli - w końcu ćwiczenia to wysiłek ;P Ja kurę też bym odwiązała - gzież tak się nad nią znęcać...

    O obrączkach również nie słyszałam.... Musze popatrzeć jakiego koloru jest obrączka mojego brata - siostra na pewno ma złotą.. brat chyba białe złoto, ale nie mam pewności :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawe te przesądy, a przysięga super! ;) Obserwuje :*

    OdpowiedzUsuń
  18. fińska sauna mnie rozbawiła, ale irlandzka kura mnie położyła na łopatki xD cóż za tradycja/zabobon!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie miałam pojęcia o tych ślubnych zwyczajach za granicą.
    Przynajmniej wiesz, na jakie obrączki zwrócić uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurczę, ja tu niedługo na wesele idę i mam czerwoną sukienkę... Chyba trzeba kupić nową, bo mnie jeszcze Panna Młoda zamorduje za niewinność. xD

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawi mnie ten przesąd z Irlandii, to naprawdę musi być czaderska noc, jeśli kura jest przywiązana do łóżka. Rozumiem panna młoda, jakiś fetysz i zabawy... Ale kura ?.... KURA ?

    OdpowiedzUsuń
  22. Moim zdaniem przysięga jest najlepsza, aż żałuję, że nie kazałam mężowi jej powiedzieć w czasie ślubu ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. I te skarpetki! xD Już wiem na co mam patrzeć gdyby jakiś szaleniec chciał się ze mną chajtnąć!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekawe te zabobony ;) a propo pierwszego zabobonu...u nas na ślubie była właśnie para świadków i po roku od naszego ślubu się rozwiodła :O

    OdpowiedzUsuń
  25. Co jak co, ale ta kura to mnie zagięła xD

    OdpowiedzUsuń
  26. Towarzystwo kury może być przeżyciem samym w sobie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobrze, że nie mieszkamy w Szwecji, bo ja akurat na wesele mojego brata wybieram się w czerwonej sukience. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Widzisz jakie skarpetki potrafią być romantyczne? A my złośliwe narzekamy, że je wszędzie rozrzucają, a oni tak pokazują swoją wierność! XD

    OdpowiedzUsuń
  29. Moje obrączki są gładkie, totalnie klasyczne i do tego zrobione z własnego złota :D A noc poślubna z kurą w łóżku brzmi kusząco ;P

    OdpowiedzUsuń
  30. W przesądy nie wierzę, a co do przysięgi to bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny tekst! Nie wierzę w przesądy,ale lubię czytać takie rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Na Twoim miejscu zażyczyłabym sobie przysięgi Masajskiej od narzeczonego. :D Hm... a na ślubie mojej siostry, na którym byłam świadkową - miałam czerwoną sukienkę. Na szczęście nie miała przy sobie rzeczonej figurki, żeby mnie nią w głowę pieprznąć. :D W dodatku już wiem... czemu mąż świecił do niedawna po domu dziurawymi skarpetami, ale.. kurczę... po moich uwagach już ma całe. Chyba powinnam je porwać. :D

    OdpowiedzUsuń