19 sie 2016

Eksperymentalna recenzja - "Co nas kręci, co nas podnieca"


   Na wstępie muszę się wam przyznać do grzechu – nigdy nie oglądałam żadnego filmu Woody'ego Allena. Cóż... do dzisiaj. Recenzja powstawała o pierwszej w nocy, więc za chaotyczność wielkie sorry!

   Stwierdziłam, że czas w końcu poznać tego mistrza od ironii i sarkazmu, bo skoro chcę kiedyś zająć jego miejsce, to muszę wiedzieć, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Długo przeglądałam listę jego filmów i miotałam się między najnowszymi produkcjami a klasykami, bo jak wiadomo, mistrzów powinno poznawać się od początku ich drogi a nie od końca. Jednak jestem buntowniczką i wybrałam film ani nowy, ani stary – z samego środka dostępnej listy. Trafiło na „Co nas kręci, co nas podnieca.”

   Ah. Zaznaczyć muszę, że ta recenzja będzie czymś w rodzaju eksperymentu – bo nie napiszę jej po skończonym seansie, nie dam swoim neuronom odetchnąć w spokoju, Będzie pisana na bieżąco podczas oglądaniu filmu. Gotowi?
Pierwsze pięć minut i już niespodzianka – myślałam, że to w „Deadpoolu” po raz pierwszy zbudzono barierę pomiędzy bohaterami a widzami. Jak się okazało – Allen go wyprzedził i sympatyczny dziadzio-główny bohater doskonale zdawał sobie sprawę, że obserwuje go pełna kinowa sala.

 W historii właściwej Boris – główny bohater i nasz narrator – jest naukowcem, który zajmuje się teorią strun. I cóż... nie jest do końca normalny. Uważa, że świat to zło, złożone z pieniędzy, bogaczy i niebezpiecznych mikrobów a swoimi tyradami o niemoralności ludzkiej obarcza swoją żonę o 4 nad ranem, co się kobiecie nie podoba. I nic dziwnego, też miałabym obiekcje.

   Po krótkiej, aczkolwiek żarliwej kolejnej przemowie na temat ich nieidealnego związku Boris próbuje się spektakularnie zabić, rzucają się z okna. Niestety, trafia na baldachim i cóż... zaczyna całkiem nowe życie, które nie jest łatwiejsze od poprzedniego. Ale z pewnością inne. Zamieszkał w obskurnym mieszkanku, rozwiódł się z żoną, która nie chciała z nim rozmawiać o 4 nad ranem, uczył małych chłopców grać w szachy i prowadził powolne, niczym niezakłócone życie. Do momentu, gdy pod jego drzwiami znalazła się młoda dziewczyna szukająca czegokolwiek do zjedzenia (najlepiej owoców morza, chociaż sardynki z puszki też ją zadowoliły.)

   Wyprowadziła się z rodzinnego domu, od bogatych rodziców, których jedynym celem było pobożne życie z całym jego przepychem i przyjemnościami. Zamieszkała z Borysem, którego zaczęła uważać za geniusza i powoli, powolutku, słodka blondyneczka Melody zaczęła zmieniać życie starego, smutnego i cynicznego Borysa. Ale jeśli myślicie, że wszystko skończyło się banalnym happy endem to cóż... nie oglądaliście nigdy filmów Allena.

   Muszę przyznać, że dawno nie widziałam tak ciepłego, tak prawdziwego w swoim przekazie filmu. Poruszane były wszystkie możliwe kontrowersyjne kwestie – homoseksualizm, homofobia, rasizm, związki ludzi oddalonych od siebie wiekiem – a mimo to wydźwięk tych słów nie był ostry, nie trącił kontrowersją. W tym filmie brak jest wartkiej akcji; przypomina ona raczej sędziwego żółwia, który powoli zmiesza do celu a cel ten okazuje się być miejscem, gdzie woda jest piękna i przejrzysta. Tak samo jest z tym filmem – nie wiadomo dokąd zmierza, ale kiedy już tam dotrze, widzi się klarowną mądrość i prawdę w całym przekazie.

   Nie wiem jak sytuacja wygląda w pozostałych filmach, ale „Co nas kręci, co nas podnieca” to grotesk w najlepszych swoim wydaniu. To film, w którym nie fabuła jest najważniejsza i bardzo dobrze – bo w tym wypadku liczy się to, co pomiędzy. Nie chodzi o wielkie uczucia, o miłość, o pretensje, czy o złości; chodzi o ludzkie życie, które toczy się pomiędzy tymi zdarzeniami. Allenowi rozchodzi się o codzienność, o której ciągle zapominamy, skupieni jedynie na wielkich momentach naszego życia. I może to jest jedna z tych prawd, które powinniśmy wynieść z kina – celebrujmy naszą codzienność. Kawę wypitą co rano, pranie nastawiona na 40 stopni, deszcz uderzający w szyby i kłótnie przy zapałce o niezapłacony rachunek za prąd. Bo jeśli nie będziemy się cieszyć normalnością, to czym mamy się cieszyć?


„Świat się kręci? Czemu my byśmy nie mieli?”

53 komentarze:

  1. Pamiętam jak zaraz po tym jak wyszedł na DVD zaczęłam go oglądać. Oglądnęłam początek, coś mnie wytrąciło i nie skończyłam do dzisiaj ;) Muszę się za niego wziąć. Tym bardziej, że byłam na jego ostatnim filmie w kinie i się znów wkręciłam w ten klimat jego filmów :)
    Pozdrowionka cieplutkie, miłego weekendu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dawno nie widziałam kina z tego gatunku, zawsze cieszy mnie kawa pita rano bez pośpiechu.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tym filmie nie słyszałam, wydaje się jednak intrygujący. Przyznam szczerze że raczej nie mój typ ale jakoś mam wielką ochote obejrzeć :) Też nie oglądałam żadnego jego filmu

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie oglądałam tego filmu, ale o nim słyszałam ;)
    Pozdrawiam!
    zubrzycanka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam i bardzo mi się podobał. Woody Allen nie zawiódł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy co pokaże w pozostałych filmach :)

      Usuń
  6. tak myślę i myślę i ja chyba też nigdy nie obejrzałam żadnego filmu Woodyego Allena...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego filmu na pewno nie oglądałam, ale może jeszcze to zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego nie widziałam. ,,O północy w Paryżu'' widziałam i powiem,że sam klimat mnie tak zachwycił...Nie fabuła,a klimat (lata 20. 30. i takie tam). Mam zamiar trochę z tym panem jeszcze posiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam za filmami Allena, ale tego nie widziałam, więc nie powinnam się wypowiadać :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Próbowałam kiedyś to oglądać, ale jakoś mi nie podeszło. Może zrobię drugie podejście...

    OdpowiedzUsuń
  11. Filmy Allena są głębokie, to wybitny reżyser :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba też nie oglądałam żadnego z jego filmów. Albo po prostu o tym nie wiem. :P
    Eksperymentalna recenzja wyszła Ci całkiem nieźle. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Recenzja świetna, ale filmów jego i tak nie obejrzę, może nie ta epoka, nie ten czas...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze nie oglądałam tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pierwszy rzut oka nie w moim guście ale kto tam wie ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. mnie mimo wszystko filmy Allena nie korcą

    OdpowiedzUsuń
  17. Filmy Allena to totalnie nie moja bajka, ale eksperyment widzę udany. ;D Też czasami próbuję pisać na bieżąco jakieś uwagi w notesie, ale wtedy zbyt często muszę wstrzymywać film, bo non stop coś zapisuję. XD

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeszcze go nie widziałam, ale czuje się zachęcona. Ja nie lubię początków Allena, za to nowości od paru ładnych lat wpasowują się w moje gusta. Czy to on się zmienia na lepsze, czy ja dojrzewam do jego twórczości? Nie wiem, ale lubię coraz bardziej 😉

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie oglądałam akurat tego filmu, ale wydaje się ciekawy ;)

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem beznadziejną fanką Allena. On może kręcić filmy o niczym ot czarna plansza ja i tak będę zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tego filmu jeszcze nie oglądałam, ale filmy Allena naprawdę sobie cenię. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak ja nie lubię tego reżysera i jego filmów...

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie oglądałam, ale się skurzę, muszę przyznać, że tytuł mnie odrzucał ^^
    Ja polecam "O północy w Paryżu", co prawda do głębszych przemyśleń nie zachęca, ale ma super klimat ;>

    OdpowiedzUsuń
  24. Obejrzałam jeden lub dwa ale jakoś coś nie w nich nie pasowało. Może kiedyś się nawrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też się muszę przyznać, że nie oglądałam żadnego filmu Woody Allena. No, ale dziadek przełamujący barierę niczym Deadpool... dlaczego nie :o? Lubię takie powolne filmy.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
  26. Mnie jakoś takie filmy nie kręcą :D

    OdpowiedzUsuń
  27. jakos nigdy nie ogladalam fimow tego pana i nie zamierzam :P pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja Woody'ego Allena również "nie poznałam". Jakoś nie przekonałam się jeszcze do jego twórczości.
    >FOXYDIET

    OdpowiedzUsuń
  29. Podczas oglądania filmu? Wolałabym na filmie się skupić, odłożyć laptop i spokojnie oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetny pomysł z recenzją podczas oglądania - w końcu najlepsze teksty się wtedy zapamiętuje :)

    OdpowiedzUsuń
  31. O proszę, Ty to mnie potrafisz zaskoczyć ;) W życiu nie wpadłabym na taką recenzję! A na film się skuszę, a co mi tam, jak dobry to później będę żałować, że nie widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ciekawy pomysł z pisaniem recenzji w trakcie oglądania filmu. :) 'Co nas kręci, co nas podnieca' to pierwszy film Allena, jaki obejrzałam i początek mojej ogromnej do niego miłości. Jutro idę na randkę ze 'Śmietanką towarzyską'. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie widziałaś filmów Allena? To nadrabiaj, bo dużo tam pyszności :D "Co nas kręci co nas podnieca" bardzo mi się podobał, z innych polecam bardzo: "Annie Hall", "O północy w Paryżu", "Vicky Christina Barcelona", "Wszystko gra". Na pewno nie polecam "Magii w blasku księżyca" :P
    I w ogóle bardzo trafna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja z tych co Lubią Allena. Oj, kochana musisz koniecznie nadrobić jego filmy;), chociaż i w mój gust nie wszystkie się wpasowały, ale jednak większość pozytywnie wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Tytuł mi znany, ale nie oglądałam filmów Allena. Z Twojej recenzji wnioskuję, że film warty obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  36. Zdaje mi się, że też nie widziałam żadnego filmu Allena. Chociaż ja akurat jestem z tych, co to nie orientują się jaki film jest którego reżysera.
    A co do tego filmu to mam trochę dylemat, bo z jednej strony lubię groteskę, a z drugiej generalnie brzmi dla mnie dość głupawo i nie wiem, czy by mnie nie wkurzał.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie znam tego filmu, ale skoro go polecasz, to wezmę go pod uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  38. wyjdę na totalnego trolla, ale jakoś nigdy nie wybieram filmów ze względu na reżysera, czy aktora :D
    Ale ten zapowiada się fajnie, muszę sobie obejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Oglądałam, nie był zły, taki pokręcony trochę :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja chyba też nie znam żadnego filmu Woody'ego Allena. Może warto obejrzeć i zapoznać się z jego twórczością. Po Twojej recenzji czuję się, że to dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo lubię filmy Allena, wlaśnie za to coś, co przyciąga. Niby wydają się takie jak wiele innych, a jednak nie xD.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie słyszałyśmy o tym filmie i chyba też nie widziałyśmy żadnego Woodyego Allena :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Lubię pytać o wrażenia ludzi, którzy pierwszy raz stykają się z jakimś znanym autorem. Bo rzadko się zdarzają i fajnie jest poczytać wrażenia kogoś, kto ogląda film dla samego filmu, a nie porównuje z pozostałymi.
    I bardzo dobrze się czyta tę eksperymentalną recenzję. Przekonałaby mnie do poszukania filmu, gdybym go wcześniej nie obejrzała.

    OdpowiedzUsuń
  44. Mam w planach obejrzeć ten film. Z filmów Allena najbardziej chyba podobał mi się "Match Point" (polska wersja: Wszystko gra).

    OdpowiedzUsuń
  45. Bardzo lubię filmy Allena, ale ten jakoś nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  46. Agata, z każdym kolejnym filmem W. Allena uwielbiałam Go coraz bardziej. Obejrzałam wszystkie Jego filmy i nie wszystkie są utrzymane w tym klimacie co "Co na kręci, co nas podnieca?", są też smutniejsze/ poważniejsze. Ale zawsze bardzo dobre! Tym razem dla odmiany polecam Ci Jego film "Blue Jasmin". I fakt, polecam obejrzeć po kolei ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. A ja jestem tak zacofana jeśli chodzi o filmy, że to aż wstyd się przyznać, jednak na ten z przyjemnością wyskubałabym trochę wolnego czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Przez pierwsze kilka filmów, ubóstwiałam Woody'ego Allen'a. Potem jednak każdy obejrzany film (i nowy i stary) bardzo mnie rozczarowywał. Ten sam schemat fabuły i taki sam typ neurotycznego bohatera, który jest w taki sam sposób grany przez różnych aktorów. Jak dla mnie Allen przez tyle lat stoi w miejscu, jeśli chodzi o twórczość - nie bardzo się rozwija.

    OdpowiedzUsuń