2 lis 2015

Teatr, sztuka, światła, reflektory! - czyli byłam w teatrze i się zachwyciłam.


   Mimo że lat mam już 23, nie mieszkam w miejscu oddalonym zbytnio od cywilizacji, ba, studiuję w dość dużym mieście i to już od 4 lat, to z teatrem jakoś nigdy mi nie było po drodze.
Oczywiście chadzało się do przybytku sztuki w latach szkolnych, ale wtedy bardziej liczyło się jedzenie po kryjomu paluszków i szturchanie tych siedzących z przodu, aniżeli faktyczne oglądanie tego, co działo się na scenie. Ponadto raz wzięli nas na „Anię z Zielonego Wzgórza”, której szczerym uczuciem nienawiści nie trawię i się jakoś od sztuki odsunęłam.
Jednak los dał, że w ubiegły piątek razem z koleżanką miałyśmy okazję wybrać się na spektakl. Wieczorową porą, do Teatru imienia Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, wydarzenie było dość mocno rozreklamowane, więc nie byle jaka to była gratka. Wystroiłyśmy się jak szpaki na Wigilię przy paśniku i poszłyśmy na spotkanie z Sztuką przez wielkie S.

   Pierwszy szok – ludzie są w jeansach. I flanelowych koszulach. Ok, kilkoro z nich może i było ubranych dość elegancko jak my, ale większość przyszła jakby z ulicy. W dodatku z plecakami. No cóż, może tak się teraz tam chodzi, niemniej szok przeżyłam, bo w telewizji zawsze pokazują, że w takie miejsca trzeba się ubrać ładnie. Zostawmy jednak ten temat i przejdźmy dalej.

   Teatr. Miejsce piękne, artystyczne, wszędzie wielkie plakaty, które w niczym nie przypominają tych kinowych, ale oko cieszą. Temperatura powyżej stopni 25, co tylko mnie, stworzenie iście ciepłolubne cieszyło, reszta się pociła.
Weszłyśmy do środka, zgrabnie omijając obiektyw kamery telewizyjnej (a była i telewizja, takie to było wydarzenie!) i zasiadłyśmy w sali. Pierwszy dzwonek, drugi dzwonek, trzeci i się zaczęło. Wyszedł pan w długim brązowym płaszczu i rozluźniał publiczność. Interakcja z widownią na plus. Koleżanka cieszyła się, że siedzimy z tyłu, bo nie chciała w interakcje żadne wchodzić. Po chwili się zaczęło. Historia bardzo prosta... o dziewczynce, którą na stercie śmieci zjadł lew.

"Kiedy się ginie w katastrofie samolotu, to przecież umiera się w niebie."

   Próżno byłoby próbować opowiedzieć to, co widziały moje oczy. A widziały same cuda. Przez większość czasu siedziałam z niekulturalnie rozdziawioną buzią i w głowie miałam tylko: 'Boziu, jakie to ładne jest”, co najmniej jakbym widziała małego szczeniaczka. Głęboka scena, dym, bębny, muzyka – już sam początek był niecodzienny. Sztuka była trudna, nie do końca oczywista i klarowna, ale o to w tym wszystkim chodziło. Na scenie sami młodzi aktorzy, wątpię, czy któryś z nich miał więcej jak 27 lat. Grali sceny wstydliwe, głupie, poważne, tragiczne – a wszystko z obłędnym wdziękiem.
   Pokazywali oni w krótkich scenach opowieści, które łączyły się ze sobą w dziwny, niekontrolowany sposób a miały jedno tylko przesłanie: "Inni mają gorzej." Nie obyło się bez scen z podtekstem erotycznym, bez scen brutalnych, jak morderstwo czy gwałt, nie zabrakło też scen dość obrzydliwych. A jednak ta cała brzydota, ten dosadny język, to wszystko było naprawdę piękne.

   I znowu – interakcja. Niektóre sceny wymagały od nich podejścia do widowni i mówienia wprost do niej. Opowiadania głupich historyjek małej grupie widzów, bo gdyby próbować słuchać ich wszystkich to powstawał tylko szum. Miało się wtedy wrażenie, że przez chwilę aktor jest tylko nasz, że gra tylko dla nas.

   Bywały i sceny śmieszne, jak podskakujący na scenie pan, z rękami uniesionymi ku górze i wołający „Jestem Paszczakiem, jestem Paszczakiem!”. Tego nie zapomnę chyba do końca życia! Podobnie jak tekstu mojej przyjaciółki, z którą tego dnia randkowałam, która podczas pięknej sceny, kiedy to w równym rzędzie z przodu stały lampiony z Maryją (chyba) a w tle aktorzy klęczeli w okręgu i modli się na głos a na środku siedział mężczyzna i się smarował czymś błotopodobnym a cała scena zaczęła się kręcić i dym krążył w około nich – ja w pełnym zachwycie i zdumieniu, ze łzami prawie że w oczach słyszę przy uchu - „Prawie jak szopka u Braciszków!”. 

Dla wyjaśnienia – w jednym z kościołów w naszym mieście, u tak zwanych Braciszków, co roku wystawia się ruchomą szopkę dla dzieci – taką przeogromną. Była już kiedy ja byłam mała i jest nadal i nadal zachwyca.


    Całe przedstawienie trwało 160 minut i było mi mało. Chętnie posiedziałabym tam dłużej, ponapawała się tą atmosferą i innością. To o wiele lepsze niż oglądanie filmów w kinie, nawet jeśli są w HD, 3D a nawet i 8D. W teatrze ma się do czynienia z prawdziwymi, żywymi ludźmi, którzy grają na żywo. Nie powtarzają jednej sceny po kilkanaście razy, nie mają możliwości zrobienia efektów specjalnych jak w hollywoodzkich produkcjach a jednak wymiatają.
   I zdecydowanie są niedoceniani. Brad Pitt, Matt Demon, Demi Moore i inni bogaci, znani i wiecznie pięknie mogą nisko pochylać głowy przed tymi, którzy grają na scenie. Bo to jest dopiero Sztuka, zagrać na żywo, idealnie, za pierwszym razem. Bez kaskaderów, bez reżysera krzyczącego co chwilę „cięcie!”, bez poprawek i bez graficznego poprawiania obrazu.

   Teatr żyje. Ta scena naprawdę oddycha. I być może głupio to brzmi, bo przed piątkiem sama bym tak uważała. Ale byłam. Zobaczyłam. Poczułam ten klimat. I chcę tam wracać. Do teatru, gdzie gra się naprawdę.


   Jeśli będziecie mieli możliwość obejrzenia sztuki „Lew na ulicy” to polecam serdecznie i gorąco. 

58 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam oglądać w teatrze spektakle komediowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam na komedii jeszcze, ale teraz to wszystko ponadrabiam :D

      Usuń
  2. Super! Musiało być naprawdę inspirująco! W teatrze byłyśmy kilka razy ale nie zawsze odpowiadał nam spektakl. Ten wydaje się być w naszym guście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też chętnie bym szła do teatru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To następnym razem wezmę Cię ze sobą :P

      Usuń
  4. Uwielbiam teatr, niestety rzadko bywam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny biletów niestety są takie, jakie są :(

      Usuń
  5. Jak ja Cię doskonale rozumiem! Teatr w przeciwieństwie do kina to przeżycie, wydarzenie, emocje i oczywiście najważniejsze jest tu i teraz, każdy spektakl jest niepowtarzalny :>
    A w temacie strojów, ja ostatnio miałam dokładnie odwrotnie, od razu z zajęć wpadliśmy grupą do teatru i tacy mocno nierozgarnięci wpadliśmy na eleganckie panie i panów w garniturach. Może nie było morderczego wzroku z ich strony, ale momentalnie się skurczyliśmy do rozmiaru mrówek, tak tylko żeby nas nikt nie widział ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! I kino może się schować :)
      Hah, to może ja byłam w tym eleganckim stroju :D chociaż nie, ci co byli w koszulach jak ja byłam, to raczej na mnie patrzyli jakbym się niepotrzebnie stroiła :D

      Usuń
  6. Uwielbiam teatr. Sama grałam w teatrze amatorskim ponad 3 lata. Był taki czas, że bywałam w teatrze bardzo często. Ciesze się, że Ci się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego to o Tobie nie wiedziałam :) może wrócisz do grania? :)

      Usuń
  7. Ja staram się być ze 2-3 razy w roku w teatrze, choć przyznam, że nie jest to najtańsza rozrywka... Widzę, że miło spędziłaś czas, a to najważniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie, ale nie ma się co dziwić, w końcu aktorzy sporo się napracują :)

      Usuń
  8. Ja już dawno nie byłam w teatrze. Czas się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam o tej sztuce. W teatrze bywam od czasu do czasu, raz nawet przerabiałam tai, że byłam częścią inscenizacji. Polecam, niezapomniane wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja grywałam tylko w szkolnych przedstawieniach :)

      Usuń
  10. Ja w teatrze ostatni raz byłam w szkole podstawowej. Ale usprawiedliwiam się, że do najbliższego mam 84 km.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz na jakiś czas możesz się wybrać :)

      Usuń
  11. Lubię teatr, choć niestety jakoś rzadko w nim bywam, przyznaję, że znacznie częściej wybieram kino, choć masz rację scena żyje:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam 2 i w teatrze nigdy nie byłam..ale mam w planach wyjazd do teatru muzycznego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zimę chciałabym się wybrać na musical jakiś :)

      Usuń
  13. ja kochaaam teatr! <3 mogłabym tam być co weekend, jednak.. no bilety też swój kosztują.. :D
    Ale teatr jest mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kosztują, nie ma się co oszukiwać :(

      Usuń
  14. Swego czasu chodziłam do teatru raz na miesiąc (głównie na komedie:)), ale niestety teraz trudno mi przewidzieć wolny weekend, a tak na ostatnią chwilę to nigdy nie ma biletów :( Co do strojenia się, to ja tam wolę iść do teatru elegancko ubrana i trochę drażni mnie, że ludzie przychodzą w jeansach i flanelowych koszulach :P
    Zgadzam się też, że aktorzy teatralni są często niedocenieni. Tyle się mówi i pisze o celebrytach i innych sezonowych gwiazdkach, ale moim zdaniem podziw należy się właśnie aktorom w teatrze, którzy tak potrafią czarować, że widz nie chce, żeby spektakl kiedykolwiek się skończył :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja w teatrze dawno nie byłam....

    OdpowiedzUsuń
  16. Powiem ci kochana, że do teatru chodzę bardzo rzadko. Nawet do kina chodzę raz na kilka miesięcy. Dlaczego sama nie wiem bo lubię sztuki teatralne. Może to brak czasu. Muszę się zorganizować :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Musze chyba i ja się wybrać, dawno już nie byłam

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama kiedyś grałam i wiem, że teatr to magia :) jeśli będziesz miała możliwość, to zobacz sobie "Mayday" - polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam w teatrze rok temu, na "Zemście"- uwielbiam! chodziłabym częściej, ale mój narzeczony jakiś taki jest... nie kulturalny :P

      Usuń
    2. Musisz to w nim zmienić :P najlepiej przed ślubem, bo potem ponoć już się nie da :D

      Usuń
    3. mój to akurat oporny egzemplarz i już przed ślubem nie chce się zmieniać :P

      Usuń
  20. Dawno nie byłam w teatrze :). A chętnie bym się wybrała na taką sztukę.

    OdpowiedzUsuń
  21. W czwartek pierwszy raz od bardzo dawien dawna wybieram się do teatru, mam nadzieję, że będzie mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety w tym roku w teatrze nie byłam, ale za to w operze :) I za tydzień jestem wolontariuszką na festiwalu filmowym, więc trochę się ukulturalniam w końcu, bo wcześniej to aż wstyd, że omijałam takie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja założyłam sobie, że odwiedzę teatr w ciągu roku przynajmniej dwa razy. I kicha. :( Spektakle, które mnie interesują są w Warszawie - a mi jakoś tam nie po drodze. :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Też muszę się kiedyś wybrać. :) magiczne przezycie napewno ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. bardzo ciekawe to ostatnie zdjecie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. W teatrze ostatni raz byłam jakieś 20 lat temu(mam 28), więc nie wiele z tego pamiętam. Jedynie co to, że trochę mi się nudziło i nie bardzo wiedziałam, dlaczego Ci ludzie skaczą po tej scenie. Lubie czytać książki, oglądać stare dobre filmy, ale do teatru mnie nie ciągnie. Może kiedyś spróbuję iść, tak z ciekawości, ale nie wiem czy prędko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po 20 latach będziesz miała inne spojrzenie na skaczących po scenie ludziach :)

      Usuń
  27. Też chciałabym poczuć ten klimat! :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kocham teatr <3
    Kiedyś chodziłam do teatru często, a teraz niestety bardzo rzadko ; ostatnio ponad rok temu...
    Najbardziej lubię sztuki komediowe.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja w teatrze byłam tylko raz, jak byłam w przedszkolu, więc to się nie liczy;) Ale mam w planach kiedyś się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  30. W teatrze nie byłam... WIEKI> Aż wstyd się przyznać. Ale taką sztukę obejrzałabym z zapartym tchem :) całuski!

    OdpowiedzUsuń