24 lis 2015

Dlaczego dziewczyny czytają romanse a chłopcy oglądają mecze piłki nożnej – czyli pokłońmy się stereotypom mówiąc o miłości. Coś na kształt felietonu.

 
   Test napisany w formie ironicznej i sarkastycznej, za wszelakie obrażenia i oburzenia społeczne autorka nie odpowiada.

   Przyjęło się, że kobiety lubią zaczytywać się w romansach. A o czym romanse są, wie każdy –zazwyczaj na początku, bo pod koniec byłoby dziwnie, poznajemy zwykle główną bohaterkę, która uważa się za brzydką babę, której nic w życiu nie czeka. Pół strony później przegląda się ona w lustrze bądź sklepowej witrynie i tajemniczy narrator wyjawia, że jest ona tak naprawdę piękna jak marzenie, ma cudne włosy i w ogóle to każdy się za nią ogląda na ulicy.
Czemu się przyjęło, że główne bohaterki romansów uważają się za brzydkie, to nie wiem. Wiem za to tyle, że jeżeli nie zmienię nastawienia, że wyglądam dobrze i ludzi nie straszę, to nie mam co liczyć na historię jak z harlequina.
   Wracając do romansu – gdy już się okaże, że brzydka główna bohaterka wcale brzydka nie jest, przychodzi czas na poznanie Tego Jedynego. Miłość wybucha fajerwerkami a łuna ich uczucia rozświetla pół globu, gołębie gruchają a bezdomni szczerzą zęby w szerokim uśmiechu, bo oto na ich oczach odnalazły się dwie połówki jabłka, bez GMO.
   Ale niestety, później zazwyczaj, kochankowie się rozstają. Zwykle chodzi o jakiś banał, niezrozumienie, które powoduje, że ona płacze przeraźliwie a on próbuje się tłumaczyć, chociaż ona przez swój lament i tak niczego nie słyszy. Później on odchodzi na jej prośbę a ona jeszcze rzewniej płacze, bo teraz znowu jest sama i znowu stała się szarą myszą.
   Mijają dni, tygodnie lub lata, w zależności od wyobraźni autorki i kochankowie, rozdzieleni kobiecą frustracją, dumą i łzami, spotykają się nagle przypadkowo na środku ulicy, tłumaczą sobie wszystkie nieporozumienia i znowu powtarza się scena z bezdomnym i gołębiami. I tak właśnie kończy się większość romansów – no, niektóre są jeszcze ukraszone zakończeniem mówiącym o liczbie ich dzieci (każde śliczne i mądre!) i szczęśliwym pożyciu małżeńskim. Istna sielanka.

   Chłopcy natomiast lubują się w meczach piłki nożnej. Jak zaczyna się Liga Mistrzów bądź nie daj Boże eliminacje jakieś, to kobieta może spokojnie chodzić naga po ulicach, nikt jej nawet nie zaczepi, bo każdy mężczyzna będzie wpatrzony w ekran telewizora. Z meczami piłki nożnej tak już jest, że nie mogą się one obejść bez obecności piwa. Nie ma piwa – nie ma meczu. Że też panowie jeszcze nie wpadli na to, że ich picie piwa przynosi pecha polskiej reprezentacji, to ja nie wiem; może gdyby soczek jabłkowy sączyli, to byśmy coś ugrali?
   Mecz. Jak każdy wie, nawet kobieta, mecz zaczyna się kilka dni przed meczem, kiedy to obstawia się wyniki; a samo obstawianie jest prawie tak ważne jak gra, bo każdy mężczyzna wierzy w to, że jego wynik sprawdzi się w rzeczywistości i chyba jeszcze świat nie zna przypadku, by któryś z nich obstawił, że Polska przegra.
   Kiedy już zacznie się część zasadnicza meczu, czyli gra, mężczyźni, zastygają przed telewizorem i nieznana nikomu siła trzyma ich tam przez 105 minut, z piętnastominutową przerwą przeznaczoną na siku i doniesienie piwa. Czy ich drużyna strzeli gola, wygra, przegra, strzeli samobója – nieważne, liczy się to, że trzydzieści lat temu wygrali i z tego trzeba być dumnym. A te niewielkie porażki (od kilkunastu lat) są niewarte wspominki przecież.

   Dlaczego panie tak łakną romansów a panowie futbolowych emocji? Cóż, mam na ten temat pewną teorię... dobra, nie mam. Pewnie tutaj mogłabym zacytować słowa swojej koleżanki „moje życie jest jak orzeszek. Do tej pory nie wiem dlaczego.” Teorii nie mam, ale widzę wyraźnie, niczym w szklanej kuli, że te romanse i mecze dają nam nadzieję na to, że kiedyś odbijemy się od dna i że osiągniemy szczyty swoich możliwości. Że przybiegnie do nas piękny kary koń z księciem na grzbiecie a za nim podjedzie limuzyna z teczkami pełnymi dolarów, które tajemniczy ktoś przepisał nam w spadku. Bozia da nam zdrowie, Budda spokój ducha a Latający Potwór Spaghetti świetną figurę. I gdyby nie ta wiara, że coś w końcu się w naszym życiu wydarzy, że warto jest na coś czekać, to biedna byłaby ludzka egzystencja.
   Kobiety czytają romanse, bo wierzą, że tak jak tam miłość, tak w życiu może pojawić się nagle świetna praca lub osoba, która okaże się tą najważniejszą. Mężczyźni oglądają mecze, bo chcą wierzyć, że ich życie może zmienić się na lepsze w jednej sekundzie, tak jak ma to miejsce w meczu, gdy nasi strzelają gola.

   A jak się to ma do miłości? Czy kobiety naprawdę oczekują księcia w ulizanych włosach, który będzie nosił bryczesy i sygnet na palcu prawej dłoni? Raczej każda z nas czeka na twojego Marka Darcy'ego (Bridget Jones), na Niebieskiego (Nigdy w życiu), na swojego Charlesa (Cztery wesela i pogrzeb), na takiego faceta, który będzie się starał i który będzie sprawiał, że będziemy czuły się przy nim bezpieczne, jedyne. Kobietom marzy się taki facet, który będzie ostoją pewności, który codziennie będzie sprawiał, że wszelkie niepewności rozpłyną się w powietrzu.
A mężczyźni? Czy naprawdę chcieliby mieć za żonę króliczka Playboy'a, który kicałby im po domu i zapamiętale wycierał kurze? Zdaje mi się, że bardziej kochaliby nadmierne kilogramy, humory i frustracje kobiety, która potrafiłaby sprawić, że zaczęliby się uśmiechać, nawet kiedy nasi przegrywają mecz. Taką, która przesoli zupę, ale będzie to najlepsza zupa na świecie, bo zrobiona specjalnie dla niego.

   Także więc kochani! Oglądajcie mecze, czytajcie romanse, wierzcie w to, że jutro będzie ładniejsze. Pal licho, że jutro może rzucać żabami i słońce zobaczymy ponownie dopiero na wiosnę; bez ładnej pogody też może udać się skraść jedną miłą chwilę. Ci z was, którzy szukają miłości bez GMO (wszak zdrowsza) być może podczas świątecznych zakupów spotkają kogoś, kto doprowadzi was do Tego Kogoś (za łatwo by było, gdybyście od razu spotkali miłość, tak pięknie to tylko w filmach jest). Jeśli w życiu się wam nie układa, to się nie martwcie – nie tylko wam! Tysiącom się nie układa, ale ich utyskiwania nic nie dają. A jakby wyszli z domu i się uśmiechnęli, to kto wie, może załapaliby się do „Trudnych spraw” a później ich życie nabrałoby rozpędu?

   Cyc do przodu, nawet, jeśli go brak (wizualizacja jest najważniejsza!) i banan na twarz – jeśli macie brzydkie zęby, to banan to zasłoni, spokojnie. Romans w dłoń, mecz w oko i wiara w umysł. Że jutro naprawdę może być lepiej.  


A jak się topić, to razem i z klasą. 

100 komentarzy:

  1. Pewnie że będzie lepiej :)) Trzeba tylko w to uwierzyć i ... może przeczytać kolejną powieść romantyczną i obejrzeć mecz? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z meczami jest o tyle dobrze, że są praktycznie codziennie :)

      Usuń
  2. Nie miałabym nic przeciwko większej ilości takich tekstów na blogu ^^
    "Bozia da nam zdrowie, Budda spokój ducha a Latający Potwór Spaghetti świetną figurę." a to zdanie sobie zapiszę, bo jest absolutnie genialne! Powinnaś zastrzec do niego prawa ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak ten się przyjmie :D
      Hah, pomyślę nad tym :D

      Usuń
  3. oj a ja jakoś za romansami nie przepadam :D więc uwielbiam łamać stereotypy, ale serio to dziwne, że kobiety w książkach to prawie zawsze szare myszki, w których zachodzi przemiana i stają się gwiazdami, nie czuję fenomenu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to jakiś tajemniczy spisek pisarzy, żeby z tych bohaterek robić szare myszy :)

      Usuń
  4. Na pewno nie należę do stereotypów, bo nie lubię romansideł. Wolę za to kryminały i dobry mecz siatkówki :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siatkówką i ja nie pogardzę :) a romansidło czasami lubię przeczytać :)

      Usuń
  5. Nie lubię romansów głównie przez te błahe powody rozstania. Zazwyczaj to jakieś nieporozumienie, totalna głupota, ale bohaterowie rozstają się na połowę książki i nie przyjdzie im do głowy porozmawiać i wszystko wyjaśnić. A jak już gadają to i tak w ten sposób, żeby się nie porozumieć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wiem o co Ci chodzi :) też mnie to często irytuje, że ci bohaterowie to taka ciemna masa :D

      Usuń
  6. Nie przepadam za meczami, a romanse czasem czytuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja nigdy nie lubiłam romansów ani tym bardziej komedii romantycznych;p meczy niestety też nie lubię xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Cytat z orzeszkiem jest naaajlepszy! :D dużo w nim prawdy.. :)
    Zszokuje Cię-ani mi romanse w głowie, ani mecze piłki nożnej.. :D Ale coś w tym jest, zresztą bardzo często traktuje się zarówno mężczyzn jak i kobiety typowymi stereotypami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę koleżance, że świetny cytat wymyśliła po pijaku :)

      Usuń
  9. na szczęście mój wybranek meczy nie ogląda, w ogóle sport go nie jara, chyba że to całe KSW, ale tylko jak w mordobiciu będzie uczestniczył ktoś godzien jego uwagi, czyli jeden czy dwóch osobników:P za to o samochodach mógłby bez końca:P

    przyznaję bez bicia, że romanse zdarza mi się czytać, choć wszystkie są na jedno kopyto, ale sięgam po nie tylko po "cięższej" lekturze, po której mój mózg aż prosi o coś tak prostego i banalnego jak romans ;)

    ps. dostałam wczoraj książkę, dziękuję bardzo :):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mów, że ogląda Formułę 1? Bo ja tego nie mogę znieść po prostu, jak te samochody jeżdżą w kółko :D

      Usuń
    2. nie, nie ogląda :P on chyba też tego nie jest w stanie ogarnąć :P

      Usuń
  10. Strasznie mi się podoba końcówka posta, bardzo motywująco! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Och ja czasem lubię przeczytać romans. Tak wieczorem, do poduszki, na lepszy sen ;) Biedny wtedy mój mąż kiedy po zakończeniu czytania wzdycham i pytam "kiedy w końcu zrobisz coś romantycznego" ;) Oczywiście wiele nie oczekuję bo i tak ten mój mąż oglądający mecze prawie codziennie jest najwspanialszy :) Twój tekst jest świetny. Na pewno skłaniający do myślenia bo przyznam szczerze, że nigdy tak nie przeanalizowałam tego dlaczego ja właściwie czytam te romanse mimo, że wszystkie prawie takie same są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, nawet nie wiesz jak mnie cieszy jak ktoś chwali to, co naskrobałam :) I też tak mam, że zawsze jak przeczytam coś o miłości to patrzę na swojego i myślę "dlaczego on konno nie jeździ?!" :D

      Usuń
  12. Ciekawy tekst ;) Powiem tak, ja lubię i mecze i romansidła. Natomiast nie każda "baba" w romansidle uważa się za brzydką, nie raz czytałam i takie, które czuły się pięknościami, także są wyjątki od normy hehe... Swojego księciunia już mam i na szczęście nie ma On ani włosów ulizanych, ani bryczesów ani żadnego sygnetu, nawet obrączka go irytuje a gdzie tu sygnet ;p Kiedyś zdarzało mi się czytać więcej romansideł, teraz sięgam po różności...ale chyba trzeba w końcu wybrać jakieś luźne czytadełko ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja trafiam na te wypaczone romanse :) hm, tak teraz się zastanawiam, to mój Łukasz nie wyglądałby tak źle w bryczesach - muszę go namówić :D

      Usuń
  13. Jeszcze kilka miesięcy temu ten felieton uznałabym za przyjemny i wesoły i poszła dalej. Wtedy byłam szczęśliwa. Obecnie moje życie wywróciło się do góry nogami a moje Szczęście odeszło. Widzę świat na czarno a smutek towarzyszy mi w każdej sekundzie.
    Dlatego dziękuję Ci Agatko za ten tekst. Jakoś tak troszkę podniósł mnie na duchu. Może powinnam wierzyć, że szczęście (pewnie w innej postaci) do mnie jeszcze wróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie wiem dokładnie, co się wydarzyło, ale ja jestem z tych, co głupio wierzą, że wszystko - nawet to, co najgorsze - jest po coś.
      Na pewno szczęście do Ciebie wróci a jak nie, to skopię je po dupie :)

      Usuń
    2. Trzymam Cie za słowo i odezwę za jakiś czas, kiedy będę potrzebować Twojej pomocy :P:P

      Usuń
    3. To ja na wszelki wypadek zacznę ćwiczyć mocne kopnięcia :D

      Usuń
  14. Bardzo fajny post :))
    W sumie to nie lubię romansideł - wolę bardziej kryminały. Ale mój mąż mecze bardzo lubi, ale nie ogląda ich. Tylko czyta relacje na żywo w internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, nie musi się stresować przez półtorej godziny :D

      Usuń
  15. Nie lubię meczy, romanse lubię czytać ale kocham najbardziej kryminały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli lubisz sobie o morderstwach poczytać :) to tak jak ja : D

      Usuń
  16. za romasidłami nie przepadam, ale meczyk to lubię pooglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja tam wolę horrory niż romanse :P Co prawda piłki nożnej nie oglądam, ale raczej nie jestem typem marzącej o księciu na białym koniu no bo c'mon przecież tacy nie istnieją, lepiej poczytać o jakichś morderstwach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O morderstwach też lubię poczytać, zależy od nastroju :) a ostatnio czytam tylko thrillery i mi się za romansem zatęskło :D

      Usuń
  18. Jak przeczytałam początek, to od razu się zczaiłam, że jestem idealną kandydatką na bohaterkę romansu :D Niby ładna, ale ciągle coś w sobie doszukuję niefajnego. Niby mam tego księcia, ale go męczę tymi "wiesz, musimy się rozstać, bo to bez sensu, bo dziś spadł śnieg, a miało być słońce, więc w zaistniałej sytuacji, wiesz, rozumiesz przecież, że nie widzę dla nas przyszłości, bo jutro też może padać śnieg"
    I tylko on nie jest literacki i mnie łapie za nogi, sprowadza na ziemie i spokojnie mówi: "Poczekam aż się zastanowisz i Ci przejdzie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, aż mi się słodko zrobiło, jak to przeczytałam :) to może ja o Tobie książkę napiszę? :)

      Usuń
  19. hihi ostatnie zdania mnie rozbawiły :) Zazwyczaj nie czytam romansów nawet takich filmów nie oglądam. Zawsze stawiam na horrory :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr, horrory lubię, ale się ich boję :)

      Usuń
  20. Ja lubię czasami dobrą obyczajówkę, ale mecze też uwielbiam i to zdecydowanie bardziej niż jeden z moich kolegów;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajny post :) Końcówka cudowna - piękne słowa.

    OdpowiedzUsuń
  22. O kurcze, naprawdę świetny i przemyślany tekst ;) Myślę, ze kobiety czytają romanse własnie po to, ze marzą o takiej miłości jak w książkach i chcą sobie przynajmniej pomarzyć. A co do facetów... nie wypowiadam się, bo często ich zachowanie jest dla mnie niezrozumiałe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwnym zachowaniu facetów planuję zrobić niedługo post, ale muszę pozbierać materiały :)

      Usuń
  23. Świetny felieton - i ile tu prawdy! ;) Z chęcią poczytam więcej takich. ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, szkoda tylko, że gazety się do mnie nie dobijają, żebym dla nich pisała :)

      Usuń
  24. Świetny wpis! Z chęcią przeczytam kolejne :D

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja uwielbiam i romanse i mecze :D
    Też często zastygam przede telewizorem na te 105 minut z przerwą na siku i rzadko piwem, wole soczek jabłkowy :D
    A Twoja 'teoria' całkiem spoko xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i jesteś przykładem na to, że bez alkoholu też można :)

      Usuń
  26. Haha, bardzo udany tekst, uwielbiam Twój styl pisania:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ze mnie chyba jest jakaś dziwna kobieta. Nienawidzę romansów, a mecze uwielbiam oglądać ze swoim chłopakiem. ;)
    Pozdrawiam!
    http://geekbsf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja rzeczywiście lubię romansy a za meczami nie przepadam. Typowo, stereotypowo.

    OdpowiedzUsuń
  29. ja nie lubie typowych romansow, wole czytam te mroczniejsze ksiazki. Od czasu do czasu lubie cos romantycznego ale nie lubie gdy glowny bohater uzala sie nad soba/Karolina

    Dwie Perspektywy Blog

    OdpowiedzUsuń
  30. Po przeczytaniu tego tekstu, a nawet w trakcie czytania, wrócił do mnie obraz sprzed paru lat, w związku z moim ostatnim chłopakiem. Ponieważ jestem bardzo dominującą osobowością, w każdym z moich poważniejszych związków lubiłam sobie pofacetować. I moi chłopacy nie mieli z tym problemów. Jedynie ówczesny partner patrzył na nas krzywym okiem, uważając, że to niemęskie. Dlaczego dajesz jej sobą rządzić? Dlaczego ona cię karmi? Dlaczego to znowu ona planuje, co będziecie robić? Ale nam było dobrze, a tylko o to chodzi. Do puenty dodałabym "wal świat, baw się dobrze".

    P.S. A w kwestii doskonałości wizualnych, nie oszukujmy się, że w domu jesteśmy obwieszeni biżuterią i chodzimy w szpilkach. Każdy człowiek wie, że nie ma nic wygodniejszego niż rozciągnięty dres i ciepłe kapciuchy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, no wiesz co! Ja dopiero szpilki zdjęłam, bo skończyłam okna myć :D

      Usuń
  31. Tekst czyta się z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Faceci sa z marsa ,a kobiety z wenus ;) Ważne żeby robić to co się lubi,chociaż znam kobiety biegające na mecze i panów czytających romanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pana czytającego romanse to jeszcze nie widziałam :)

      Usuń
  33. Genialny tekst :D I wypisz wymaluj jakbym czytała o sobie i Ciachu :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Fajne te Twoje refleksyjne posty. Oby więcej ich u Ciebie było :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja nie przepadam za romansami, po co się oszukiwać, że istnieją idealni mężczyźni :)

    OdpowiedzUsuń
  36. No cóż, stereotypy nie przez przypadek są stereotypami - prawda leży zwykle gdzie indziej. Nie przepadam za literackimi romansami, mecze za to - lubię bardzo :-)
    P.S. "Rzucać żabami" - czy to aluzja do filmu "Magnolia", w którym z nieba spada deszcz... żab?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, u mnie w domu się tak mówi, że "rzuca żabami", jak jest brzydka pogoda :)

      Usuń
  37. Nie bardzo przepadam za romansami, ale zdarza sie, że przeczytam. Kryminały, sensacja- to mnie bardziej kręci :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Oj nie lubię romansideł , bardzo. Ale znam osoby co tylko. Po co im to pytam takie skrzywienie - ano marzyć sobie chcą. Niech marzą.

    OdpowiedzUsuń
  39. A co powiesz o facecie, który nie lubi piłki nożnej :-P

    OdpowiedzUsuń
  40. Hah, bardzo fajny artykuł. :D W sumie, jeśli wierzyć w przesądy, to nie jestem normalną dziewczyną, ba! Byłabym nawet czymś "między" płciami. :D Kocham oglądać piłkę nożną, ale nie pogardzę dobrą książką przeplataną motywem romansidła. :D

    OdpowiedzUsuń
  41. A ja lubię i romansidła i mecze piłki nożnej. Trochę ze mnie taki babochlop? haha :D

    OdpowiedzUsuń
  42. Stereotypy stereotypami, ale ja tam meczy nie lubię ;D Za to ciekawy romans zawsze i wszędzie!

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie przepadam za romansami, są zbyt przewidywalne, nudne, tak jak napisałaś niemal zawsze powielany jest w nich jeden schemat. Ja wolę być zaskakiwana, z aurą tajemniczości, zagadką. Wole zdecydowanie kryminały, w których jak nawet pojawia się wątek romansowy to jest przedstawiany bardziej realnie a nie cukierkowo jak w harlequinach.

    OdpowiedzUsuń
  44. Wiarę w to, że możemy być szczęśliwi trzeba mieć zawsze. Ja jestem z natury romantyczką ale romansów staram się unikać :) (meczów z resztą też ;) )

    OdpowiedzUsuń
  45. czytam romansidła, nie lubię kryminałów, mecze tez czasem z mężem pooglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie lubię romansideł, to nie dla mnie. Lubię kryminały, mecze piłki nożnej - mój mąż też fanem nie jest, ale za to oboje siatkówkę uwielbiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Ja tam zawsze kochałam mecze i piłkę, i dobry horror. A romanse jak z bajki mnie śmieszą :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie! A jak jeszcze zbliża się reprezentacja w siatkówce, to o matuchno! Przeżywam na miesiąc przed, a na tydzień to już tylko tym żyję! :D

      A co do samego tekstu świetny! Mówił Ci ktoś, że masz naprawdę świetny styl? Bardzo przyjemnie to wszystko się czyta! Pozdrawiam :)

      Usuń
  48. Ja czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce i zainteresuje, o! :D

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja jestem romantyczką i lubię romantyczne powieści tylko takie z dobrym zakończeniem, może dlatego ze u mnie mi takiego brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  50. Świetny wpis;) Ja chyba nie jestem typowa, bo nie czytam romansów za to lubię oglądać mecze, ojciec mnie zaraził, ale piwka to tego nie potrzebuję :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  51. Proszę więcej takich przemyśleń na kształt felietonu :) A temat dość trafny :)

    OdpowiedzUsuń
  52. na co dzień właśnie o to chodzi, by trochę sobie posłodzić rzeczywistość, czy to romansem, meczem, rozmową, czymkolwiek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja takich typowych romansów raczej nie czytuję. Chociaż się zdarza ;). Meczów natomiast nie trawię i nic, ani nikt nie nakłoni mnie do ich oglądania ;).

    OdpowiedzUsuń
  54. E tam, stereotypy, ja nie lubię się z ckliwymi romansami :D. I widzę, że nie jestem osamotniona xD.
    Soczek jabłkowy... Chyba cydr :P.
    Rzaby love <3.
    Bardzo fajny tekst, od razu mam banana na twarzy ;).
    Ja wciąż czekam aż w moim ogródku wyląduje Doktor. Ewentualnie aż z książki nagle wyskoczy Aragorn ^^.
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  55. Ciekawy tekst :)
    Faktycznie, wiara i nadzieja to podstawa ludzkiej egzystencji, lubimy mieć cel, lubimy mieć przykłady, że i nasze życie może zmienić się tak, jak w powieści, albo w jednej sekundzie jak w meczu, kiedy pada gol i nagle sprawy diametralnie się zmieniają.

    OdpowiedzUsuń
  56. Kochana świetny wpis :) Rzeczywiście książki jakie czytam są oparte na romansach:)
    Cytat na końcu mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  57. No i pasujemy trochę do tego stereotypu bo mecze nudzą nas niesamowicie :P Ale przynajmniej staramy się zrozumieć podekscytowanie mężczyzn :D Ah gdyby tak piękny romans przydarzył się w życiu.... albo nie.... te dziwne nieporozumienia, płacz i zgrzytanie zębów w dalszej części historii nas przeraża xD

    OdpowiedzUsuń
  58. ja uwielbiam romansidła, ale niestety nie wszystkie się kończą tak pięknie. niekiedy jeden z bohaterów umiera..... a mecze, uwielbiam oglądać, choć jestem kobietą :D

    OdpowiedzUsuń
  59. A ja tak nie stereotypowo romansów nie lubię, już bliżej mi do oglądania meczów ;p

    OdpowiedzUsuń