5 lut 2017

"Karuzela" Agnieszka Lis


   Jako młodzi, zakochani ludzie, często z zapałem i chęcią obiecujemy coś, co po latach z beztroską łamiemy. Mówimy najpiękniejsze słowa, podarowujemy siebie samych, nie oczekując niczego w zamian. Zmieniamy swoje życia, dostosowujemy swoje tempo do tempa tej drugiej osoby. Poświęcamy się, chociaż dopiero po latach zauważmy, że faktycznie było to wyrzeczenie się własnych praw, marzeń i ambicji.

   Renata i Mateusz nie byli udanym małżeństwem. Mieli wprawdzie piękny dom, trójkę uroczych dzieciaków, dosyć pieniędzy, aby móc wygodnie żyć, ale nie mieli kompletnie czasu na to, żeby dostrzec to, co dostali od życia. On był ciągle w pracy, w delegacji lub w ramionach kochanki. Ona wiecznie zabiegana, opiekowała się domem, dziećmi i starała się podtrzymywać to, co lata temu nazywano patetycznie mocą domowego ogniska. Renata całą siebie poświęciła dla rodziny, która tak naprawdę nie istniała. Albo istniała w nieco innej postaci, niż sobie wyobrażała, bo jej mąż w cieniu trzymał za rękę mglistą postać kochanki, która nie miała dzieci, wielu spraw na głowie i miała czas być tylko dla niego.

   Pewnego dnia zauważyła u siebie siniaka. Jednego, później drugiego. Z dnia na dzień zaczęła robić się coraz słabsza i słabsza… opieka nad dziećmi stawała się nagle czynnością nie do pokonania, zwykłe zrobienie śniadania zabierało tyle sił, ile wejście na szczyt porządnej góry. Mąż się złościł, bo musiał częściej bywać w domu i jej pomagać, co oczywiście było mu nie na rękę. Po badaniach nad Renatą zawisł wyrok – białaczka w zaawansowanym stadium. W tym samym momencie dowiedziała się o zdradzie męża. I nie mogła rzucać talerzami, nie mogła zrobić mu awantury, nie mogła go spoliczkować, bo nie miała nawet na to siły. Utknęła w szpitalu, walcząc z paskudną chorobą.

   W takich książkach zazwyczaj autorzy starają się zbilansować poziom złych emocji, za pomocą śmiechu, rodzinnego ciepła, miłości, wzruszających momentów; robią wszystko, aby powieść nie była zbyt ciężkostrawna w odbiorze, żeby nie była zbyt gorzka. Agnieszka Lis, autorka „Karuzeli” postąpiła inaczej. Brak jest w tej książce chociażby odrobiny pozytywnych uczuć. Ona przytłacza. Każde słowo wlewa się w krwioobieg czytelnika, powoli zatruwając cały organizm. Ale wiecie co? To dobrze. Bo autorka dobrze wie, że życie nie wygląda tak, jak w książkach Picoult czy Chamberlain. Diagnoza nowotworu nie jest równoznaczna z tym, że nagle cała rodzina się odmieni i będą kochali się tak, jak nigdy przedtem.

   Złe wspomnienia nagle się nie wymarzą, mąż nie cofnie się w czasie i postanowi nie kochać się z inną kobietą. Dzieci nie zmienią się w dorosłych, samodzielnych i odważnych ludzi a stara matka nie przestanie lamentować nad łóżkiem chorego dziecka, pogorszając jego nastrój. Życie z chorobą jest po prawdzie jeszcze gorsze niż przedtem.

   Sam styl pisania jest bardzo prosty. To trochę tak, jakbym czytała notatnik osoby, która obserwowała to wszystko z pewnej odległości. Niemy obecny świadek całej historii. Świadek, który może nie do końca potrafi zainteresować swoim przekazem, ale to nieistotne, bo naiwny czytelnik wierzy, że na końcu wszystko będzie dobrze i czyta dalej, byleby się tylko o tym przekonać. Bo ludzie w gruncie rzeczy wierzą w to głupie, szczęśliwe zakończenie; nauczyło nas tego Hollywood, nauczyły nas tego amerykańskie autorki. Bo tam, nawet kiedy ktoś umiera to z szerokim uśmiechem na ustach, w otoczeniu najbliższych: po cichu i z godnością.

   W recenzjach innych osób przeczytałam, że dla nich ta książka pełna jest „przyjaźni, empatii” – ja ich tam nie znalazłam. Kiedy najlepsza przyjaciółka odwiedzała Renatę w szpitalu była bardziej zaabsorbowana swoim kryzysem w związku niż chorobą tak bliskiej sobie osobie. Mąż zachowywał się trochę jak służbista, matka natomiast narzekała wiecznie, że Renata nie ma ochoty jeść jej zup i że trudno jej poradzić sobie z opieką nad trójką wnuków. Sąsiadka ze szpitalnej sali ciągle ganiła Renatę w śląskiej gwarze a pielęgniarki nie okazywały tyle ciepła i współczucia, co siostra Bożenka z „Na dobre i na złe.”

   To wszystko było takie… ludzkie. Prawdziwe. Bez otoczki, bez patetyczności. I chyba to właśnie jest największy plus „Karuzeli”. Jej realizm. Ukazanie ludzi od tej strony, której czasami się wstydzą, której nie chcą pokazać. Bo kto przyznałby się publicznie do tego, że choroba żony jest mu niewygodna? Bo rak zmienił jego życie i musi więcej czasu spędzać w domu, przy dzieciach, do czego nie jest przyzwyczajony?

   Jeżeli chcecie przeczytać książkę, w której brak jest całej tej otoczki, jeżeli chcecie poznać smutne, ale prawdziwe oblicze ludzi, to polecam „Karuzelę”. Nie obiecuję lekkiej i odprężającej książki – ona was przybije, przygnębi. Ale może i coś w was zmieni. A może nie. Jednak uważam, że warto poznawać i takie historie – smutne, ciężkie, prawdziwe. Jak życie. 


81 komentarzy:

  1. Nie zawsze mam ochotę na taką tematykę, ale myślę, że powinniśmy czytać nie tylko książki lekkie i przyjemne :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam do końca przekonana czy jest to lektura dla mnie, ale Twoja recenzja jednak mnie przekonała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiła mnie ta książka chociaż nie jest w moim typie książkowym. ;-)
    Interesująca, bo taka prawdziwa i nie przesadzona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czasami tej prawdziwości właśnie nam trzeba :)

      Usuń
  4. Ja jednak chyba podziękuje. W książkach szukam odskoczni od codzienności - albo mega szczęśliwej miłości, albo bardzo wciągającego kryminału. Takie książki nie są dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czasami potrzebuję prawdziwej książki a nie fikcji :)

      Usuń
  5. A ja jestem odmiennego zdania, chce książek z Happy endem lub ogólnie mniej prawdziwych. W życiu, wiem, że najcześciej jest tak jak w tej książce, baaa dużo gorzej. Ale wybieram, żeby o tym nie czytać. Kiedyś i owszem, pochłaniam i takie książki, ale z wiekem mi się to zmieniło. Nie twierdzę, że takich książek być nie powinno, bo powinny, ale z czerwonym znaczkiem uwaga pokazuje prawdziwe życie. Ja nie tego szukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy co kto chce :) ja szukam w książkach prawdziwości, męczy mnie niekiedy ta otoczka "happy endu" na siłę :)

      Usuń
  6. Nie dla mnie na ten moment. Smutna, uderzająca rzeczywistość chyba by mnie przytłoczyła. Potrzebuję czegoś z dreszczykiem emocji teraz... Zdecydowanie! Pozdrowionka niedzielne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dreszczykiem to polecam najnowszą książkę pana Bednarka :)

      Usuń
  7. Masz rację, największą siłą tej książki jest jej realizm. Na mnie zrobiła ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, ale czuję się bardzo zachęcona do sięgnięcia po tę pozycję. Na pewno się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka leci na moją listę ;) Brzmi naprawdę interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na tę chwilę podziękuję.. nie teraz...

    OdpowiedzUsuń
  11. No i narobiłaś mi chętki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I dobrze, potrzebujemy książek, które ukazują świat takim jakim jest, a nie "pełen wróżek, różowych jednorożców" etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ileż można czytać o szczęśliwym zakończeniu?

      Usuń
  13. przybije, i przygnębi. Co prawda jestem przybita, ale kurcze, i tak bym sięgnęła.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Realizm w książce Agnieszki Lis jest porażający. Smutna historia.

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo fajna recenzja :)

    przyznam szczerze, że tego typu książki nie mają na mnie dobrego wpływu, jestem za bardzo wrażliwa, zaczynam za dużo myśleć... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za bardzo wrażliwa, ale z tą książką dałam sobie psychicznie radę i to bardzo dobrze :)

      Usuń
  16. Myślę, że właśnie my lubimy czytamy książki, bo zazwyczaj dobrze się kończą. Kiedy natomiast pojawia się jakiś niewygodny, realistyczny temat, wolimy taką książkę omijać szerokim łukiem. A to wielki błąd moim zdaniem! "Powidoki" to film, który też nie dawał nadziei i był mega smutny, ale przynajmniej prawdziwy. Jeżeli książka wpadnie w moje ręce, chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak "Wołyń", którego wiele osób się bało, bo przygnębiał. Ale właśnie to, co smuci, najczęściej uczy bardzo wartościowych prawd.

      Usuń
  17. Książka wydaje się być ciekawa, ale nie wiem czy chcę zobaczyć świat od tej rzeczywistej strony również w książkach :) Bo to one zawsze były tą pozytywną odskocznią od codzienności :)
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie mam ją na liście ;) choć nigdy nie czytałam nic spod ręki Agnieszki Lis

    OdpowiedzUsuń
  19. brzmi jednak bardzo smutnie i przytłaczająco, tzn to bardzo dobrze że w świecie w którym otaczają nas filmy i książki zakończone happy end'em ktoś odważa się wyjść i zaproponować bardziej życiowe podjeście, ale chyba jednak nie sięgnę, a przynajmniej nie teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w lecie, jak jest więcej słońca i endorfin :) wtedy te książki tak nie "bolą" :)

      Usuń
  20. Nawet zamierzałam jej szukać, ale piszesz, że nie ma w niej ani jednej dobrej emocji, więc podziękuję, bo szukam ostatnio książek pocieszających. I tak mam problemów po uszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż :) nie trafiłam w Twój dobry czas w życiu :)

      Usuń
  21. Książka na pewno nie dla mnie. Po takiej historii miałabym depresję przez tydzień, więc lepiej będę trzymać się od niej z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nawet nie miałam złych nastrojów po tej książce :) było mi smutno zaraz po jej skończeniu, ale szybko przeszło :)

      Usuń
    2. Podziwiam i zazdroszczę :) Ja niestety nie jestem odporna na takie tematy, więc nie będę się sama wpędzać w przygnębienie.

      Usuń
  22. chyba nie dla mnie... za dużo się ostatnio smucę

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka potrzebna, ale ja nie zamierzam po nią sięgać. Ostatnio staram się nakierowywać na pozytywne myślenie i mam wystarczająco problemów, żeby dołować się jeszcze książkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem zrecenzuję coś wesołego, obiecuję :)

      Usuń
  24. Ja już miałam w swojej rodzinie podobne sytuacje, więc nie potrzebna mi książka, by wiedzieć co się czuje w takich momentach. Mimo to, niektórym swoim koleżanką bym ją poleciła, bo nie bardzo im wychodziło zrozumienie mojej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czasem warto taką książkę przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz czytałam jakąś książkę, ale bardzo dobra recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Możliwe, że kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  28. ciekawa fabuła ;) chętnie bym poczytała

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejku naprawdę mam zaleglosci w książkach a w Polsce jest tyle ciekawych pozycji Ta tez wydaje się fajna Ja czasem lubie ciężkie książki i nie zawsze wybieram te lekkie latwe i przyjemne Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  30. chyba nie dla mnie. nie chcę zapaść w depresję po przeczytaniu książki, robię to raczej dla przyjemności :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Poczułam się przytłoczona samą recenzją już. :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Jak dobrze, że ktoś wreszcie pokazał chorobę taką, jaka jest - brzydką, bez uśmiechów i nagłych odmian wszystkich wokół. Realnie, bez upiększania. Chętnie przeczytam tę książkę, ale za jakiś czas. Na razie nie mam nastroju na takie tytuły, ale będę o nim pamiętała.

    OdpowiedzUsuń
  33. Idealna na lekko smutniejszy moment w życiu:)
    Mój blog ♥

    OdpowiedzUsuń
  34. Książka bardzo ciekawa i jakby dla mnie, bo mnie już dawno znudziły dobre, słodkie zakończenia. A jednak obecnie nie sięgnę po nią, bo czuję, że zawładnęłaby moim życiem i zniszczyła pozytywne spojrzenie na świat, które próbuję w sobie wypracować ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Czasami ciężka książka jest o wiele lepsza, od stadardowych opowieści. ;) Zainteresowałaś mnie tą książką

    OdpowiedzUsuń
  36. Brzmi naprawdę interesująco. :)

    OdpowiedzUsuń
  37. teraz nie mam ochoty na taka tematyke ale moze kiedys.;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Z zainteresowaniem sięgnę po książkę, może jeszcze nie teraz, jednak będę ją miała na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Same przytłaczające emocje? Toż to depresji można dostać. Nie wiem, na razie nie mam ochoty na nic przytłaczającego ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Urzekłaś mnie swoją recenzją. Musze przyznać, że brak pozytywnych emocji bardzo mnie intryguje. Zaopatrzę się w swój egzemplarz!

    OdpowiedzUsuń
  41. Oj nie, ja od dawna uciekam od smutnych książek. Jakoś natłok życiowych problemów każe mi mieć się na wodzy :) na pewno jednak tytuł godny uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ta książka trafić ma do mnie w ramach Book Tour. Po Twojej recenzji mam jeszcze większą ochotę ją przeczytać, niż dotychczas. Myślę jednak, że jej lekturę będę musiała przeplatać sobie jakąś lekką książką, bo nie zniosę jej ciężkości.

    OdpowiedzUsuń
  43. Myślę, że to coś dla mnie. Lubię realizm w książkach - od czasu do czasu;p

    OdpowiedzUsuń
  44. zaciekawił mnie ten tytuł mimo, że sama nigdy nie chciałabym czegoś takiego przeżywać w swoim życiu

    OdpowiedzUsuń
  45. Książka musi być ciekawa, jednak stronię od takich klimatów, bo nie chcę źle myśleć o ludziach, nawet tych wymyślonych.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na KONKURS!^^

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja raczej wolę cięższe książki, więc może się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. Czytałam już o "karuzeli" i chcę po nią sięgnąć :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  48. Bardzo zaciekawiła mnie tak opowieść, zwłaszcza że jak piszesz nie ma w niej zbędnej otoczki tylko realizm :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Mam mieszane uczucia, natykam się na tę książkę co chwilę, ale chyba wolę teraz coś lżejszego. Zawsze tak mam, albo pod rząd czytam lekkie czytadła, albo mocniejsze pozycję. Muszę je jakoś przeplatać :):)

    OdpowiedzUsuń
  50. Karuzela na mnie już czeka....

    OdpowiedzUsuń