9 lut 2017

"Jak gdybyś tańczyła" - co oznacza bycie mamą?

   W podstawówce miałam koleżankę, która na swoją mamę mówiła „instytucja wyższa” i po wielu latach muszę przyznać jej rację; mama faktycznie jest kimś, kto stoi ponad wszystkimi. W końcu to ona wie, gdzie chowają się wszystkie zaginione skarpetki, tylko ona potrafi zapamiętać, że żółty ręcznik tak bardzo barwi białe koszulki, że absolutnie nie można ich kłaść chociażby koło siebie, bo grozi to małą katastrofą. Jest świadoma, że niekiedy nie trzeba pytać o łzy a wystarczy podsunąć pod nos kubek gorącej czekolady, żeby od razu człowiekowi zrobiło się raźniej. Doskonale wie, bo sama już to przeżyła, że kłótnia z koleżanką nie jest tożsama z końcem świata, a jeżeli nie ten chłopak, to znajdzie się inny.

   Mama. Większość kobiet chce kiedyś nimi zostać, jest gotowa poświęcić swoje siły, zdrowie i sen, żeby móc opiekować się kimś zupełnie nowym. Aż nasuwa mi się w tym miejscu cytat z innej książki o podobnej tematyce, „Pokalane poczęcia”:

„Narodziny dziecka – absolutna magia. To, co dzieje się w sercu matki, ilekroć trzyma w ramionach dziecko, które jeszcze przed kilkoma chwilami było częścią jej ciała a odtąd stawało się namacalne wszystkimi zmysłami, to absoult.”

   Jednak czasami zły los staje na bakier z marzeniami i nie pozwala zostać matką. Mami obietnicami okrągłego brzuszka, miłymi kopnięciami prosto w żebro i rozdzierającym płaczem w środku nocy a później ciągle nie udaje się począć dziecka. Co miesiąc, to samo rozczarowanie i irytujące osoby, które uparcie pytają „czy to już”?
  
   Wtedy u wielu par pojawia się myśl: adopcja. Przecież są dziewczyny, które dziecko mają a go nie chcą. W takiej sytuacji byli Molly i Aidan, dorosłe już małżeństwo, które straciło swoją córeczkę w piątym miesiącu ciąży. Po tym wydarzeniu ich szanse na biologiczne potomstwo spadły do zera, dlatego też robili wszystko, aby móc adoptować dziecko. Zgodzili się nawet na adopcję otwartą, aby ich przyszła córka czy syn, mieli kontakt ze swoją biologiczną matką.

   Jednak Aidan nie wie, że jego żona chowa przed nim tajemnicę o swojej przeszłości. Że to, co powiedziała mu na początku znajomości – że jej rodzice zmarli i została bez nikogo na świecie – są kłamstwem szytym bardzo grubymi nićmi. Bała się mu powiedzieć, że nieopodal ich rodzinnego domu, gdzie mieszkała z niepełnosprawnym, ale niezwykle kochającym i inteligentnym ojcem i wspaniałą mamą, mieszkała kobieta, która ją urodziła. Nielubiana przez całą jej rodzinę, uparcie tkwiła tak blisko swojej córki jak tylko mogła. Była świadoma, że sama jej nie wychowa, że nie ma na to ani środków, ani zdolności, jednak nie chciała pozwolić jej całkowicie odejść. Patrzyła więc, jak jej mała Molly do kogoś innego mówi „mamo”, jak kogoś innego kocha i komuś innemu daje laurki na dzień matki. A później… Później wydarzyło się coś strasznego i Molly wyjechała, pozostawiając za sobą całą przeszłość. Wszystko co znała i wszystkich, których kochała.

   „Jak gdybyś tańczyła” to historia o macierzyństwie. Albo raczej o rodzicielstwie, bo przecież w obu historiach ojcowie spełniają niebagatelne role. Są może nieco na uboczu, nie w samym wirze zdarzeń, jednak równocześnie są ostoją. Gdy kobieta walczy z losem o swoje dziecko, gdy negocjuje o nie z Bogiem, mężczyzna stoi obok i po prostu jest; sam nie ma w sobie tyle zapału i tyle miłości, by poruszyć niebo i ziemię, ale zdaje się być opoką, w którą zawsze można się wtulić, gdy kolejna bitwa skończy się niepowodzeniem i ma się ochotę wywiesić białą flagę.
   Może właśnie to oznacza bycie mamą? Walczenie do upadłego, walenie w drzwi, nawet gdy te są zamknięte na klucz? Wiara, że cały ten wysiłek ma sens i że w gruncie rzeczy, nic nie jest warte zobaczenia uśmiechu własnego dziecka. 

   To kolejna już książka, która przypomina mi, że życia nie można zaplanować. Mogę snuć plany o trójce uroczych dzieci, które będą karmiły marchewką naszego wspólnego susła, ale mogę dostać w przyszłości porządnego pstryczka w nos i zostanie mi sam suseł. Ilekroć założymy sobie jakieś plany, to możemy się rozczarować - założyć to możemy rano majtki, planowanie życia już nie leży w naszej gestii. 

   Diane Chamberlain, podobnie jak Jodi Picoult przypomniała mi, że trzeba cieszyć się z tego co mamy. Każdym najmniejszym szczęściem; czy jest to wesołe merdanie psiego ogona, czy szybki buziak w policzek od ukochanego czy też rozdzierający dziecięcy krzyk, który budzi was zawsze o trzeciej w nocy. Każdy dzień trzeba przeżyć tak, jakby był darem. W sumie... przecież nim jest, prawda? 

89 komentarzy:

  1. Zapisuję tytuł bardzo mnie zaciekawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Założyć to możemy sobie rano majtki" hahaha :D Jesteś najlepsza! Coś czuję, że zapłakałabym nad tą książką, mimo wszystko wydaje się bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam :D Stosik książek do przeczytania mi się powiększa :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki to już bywa czasem los, że osoby, które bardzo pragną mieć dziecko - nie dostępują tego daru.
    Książkę bym przeczytała, ale nie wiem czy by mnie nie zdołowała...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka bardzo mnie zaciekawiła, no i znając mnie to czasu na przeczytanie nie znajdę, ale wydaje się bardzo ciekawa. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jednak mogłabyś znaleźć dla niej chwilkę? :)

      Usuń
  6. Przeczytałam dwa razy ten wpis i odnoszę wrażenie, że jest to bardzo trudna książka. Niemniej jednak z chęcią bym po nią sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taka trudna :) może trudno to opisałam :)

      Usuń
  7. To autorka, o której już kiedyś słyszałam i mam wrażenie, że jej twórczość przypadłaby mi do gustu. Trudna, poruszająca tematyka to coś, co w książkach lubię. Będę musiała rozejrzeć się za książką w bibliotece ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba największa rywalka Jodi Picoult - przynajmniej w moim sercu :)

      Usuń
    2. Skoro porównujesz ją do Picoult, to tym bardziej muszę przeczytać :D

      Usuń
    3. Są podobne, aczkolwiek nadal bardziej kocham Jodi :)

      Usuń
  8. Nie jest to tematyka w jakiej się obracam, co więcej bardzo odbiega od moich upodobań, ale zaciekawiłaś mnie swoją recenzją. Na razie odpuszczam, ale zapamiętam :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi się jeszcze do wydawania na świat potomstwa nie spieszy, dlatego raczej ją sobie na chwilę obecną odpuszczę :D

    Nominowałam Cię do LBA i będzie mi bardzo miło, jeśli odpowiesz na nie :)

    Więcej informacji tutaj: http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/2017/02/55-lba-3-i-4.html

    OdpowiedzUsuń
  10. ... zaciekawiła mnie twoja recenzja ... zapisuję tytuł :-) ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby ten tytuł nie dla mnie, nie moja tematyka, ale tak ciekawie o tej książce napisałaś, że chyba jednak dam jej szansę, jeśli tylko wpadnie mi w ręce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak trochę talentu do pisania mam :)

      Usuń
  12. Z życiem to już tak bywa,że zaplanować to można wiele, ale ma się zerową pewność,że cokolwiek się spełni. Różnie to bywa.
    Książka wydaje się być naprawdę ciekawa, z chęcią przeczytam ;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Z wielką chęcią bym przeczytała tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co ciekawe, moją uwagę w tej powieści nie zwróciła osoba matki (matek?), ale taty, który był naprawdę fantastyczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obaj ojcowie byli fantastyczni :) o ile Aidana można już nazywać ojcem :)

      Usuń
  15. Chyba przeczytam jako przyszła położna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz miała najpiękniejszą pracę na świecie? :)

      Usuń
  16. Zapisuję tytuł, chętnie przeczytam ;-)

    http://moja-prowincja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowity post. Jesteś bardzo mądra
    W Życiu trzeba nauczyć się cieszyć z tego co daje nam los. To wielka sztuka wykorzystać jego dary
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno nikt mi tego nie mówił :) dziękuję bardzo :)

      Usuń
  18. Bardzo ciekawa książka :) Uwielbiam twoje recenzje!
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawi mnie ta książka. Nie wiem dlaczego, ale już sama okładka mnie przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że jest po prostu bardzo dobra ;)

      Usuń
  20. Mam w planach tę powieść, ale jak szał na nią trochę ucichnie :) Na razie z twórczości Chamberlain znam tylko "Prawo matki" i mam nadzieję, że inne jej książki są równie dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam z trzy książki Chamberlain i jeszcze co do końca nie mam do niej wyrobionego zdania :)

      Usuń
    2. Mnie jej powieści intrygują i większość mam zamiar przeczytać, chociaż widzę, że są zbudowane według schematu: trudny temat + wątek z przeszłości połączony z teraźniejszym. Nie mówię, że to źle, ale taką zależność widać.

      Usuń
  21. też uważam, że trzeba cieszyć się tym, co mamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty to potrafisz, z tego co zaobserwowałam :)

      Usuń
  22. Zaciekawiłaś mnie :) Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Według mnie, jest to jedna z lepszych książek Chamberlain ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dawno temu miałam podejście do lektury tej autorki i niestety nie przypadła mi ona do gustu. To ciekawe, że porównujesz ją Jodi Picoult, bo tę z kolei bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  25. ooo to może być ciekawe ! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tośmy sie zgrały, dziś u mnie jej recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Chamberlain jest na moim tbr od dłuższego czasu, ta książka też dołącza do stoisiku i koszyka w księgarni

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Pięknie napisana recenzja! Zachęciłaś mnie do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dobre porównanie autorek. Obie są rewelacyjne w swoich powieściach :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Na pewno przeczytam, lubię książki tej pisarki. A faktycznie życie niesie ze sobą wiele niespodzianek

    OdpowiedzUsuń
  31. Zaciekawiłaś mnie tą książką:) chociaż przyznam, że nie lubię czytać tą książke chętnie bym przeczytała:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Diane Cahmberlain nie kojarzę, ale Jodi Picoult bardzo lubię ;) Jak kiedyś dorwę jakąś pozycję Diane to chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Chętnie bym tą książkę przeczytała, lubię taką tematykę, gdzie człowiek dochodzi do pewnych życiowych wniosków. Jodi Picoult bardzo lubię, takze myslę, ze tą autorkę też dałabym radę :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Mama to najcudowniejsza istota na świecie i nie ma znaczenia czy wiążą z nią więzy krwi czy też nie. Choć.. niestety, niektóre kobiety nie zasługują na miano matki...
    Fabuła książki bardzo mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  35. W życiu najgorsze jest to, że wielu rzeczy nie można zaplanować,bo niestety nie wszystko zależy od nas.

    OdpowiedzUsuń
  36. Z chęcią sięgnę kiedyś po tę ksiażkę

    OdpowiedzUsuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. Moja mama sama czasem zgubi skarpetkę (2 miesiące temu robiła większe pranie i do tej poru jednej nie znalazła :P), ale to najukochańsza osoba, która potrafi znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji - już sama Jej obecność i fakt, że jest pomaga :)

    Bardzo dobrze napisana recenzja a książka wydaje się być ciekawa, chociaż nie wiem, czy przypadła by mi do gustu - za Jodi Picoult nie przepadam a książka wydaje sie być podobna do tych jej autorstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Z chęcią ją przeczytam,zgadzam się w 100% z tym, że życia nie można zaplanować a los płata nam figle.

    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  40. W tamtym roku kupiłam sobie cały stos książek Diane Chamberlain i ani jednej nie ruszyłam. Ale ładnie wyglądają na półce. Ha! :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Naprawdę ładnie opisujesz książki. Aż chce się je szybko wziąć do ręki i przeczytać. Historie rodzicielskie jakoś niekoniecznie mnie pociągają, ale tę chętnie bym przygarnęła do swojej kolekcji. Już wiem, czego będę szukała, kiedy następnym razem odwiedzę bibliotekę.

    OdpowiedzUsuń
  42. Bardzo ciekawie napisałaś o tej książce, chętnie ją przeczytam jeszcze zaraz.:) To prawda, że mama jest jak instytucja:D

    http://ameliarejmi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  43. Kolejna pozycja do przeczytania! :)
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  44. Przyznam szczerze, ze ta książka mnie zaciekawiła :) w poniedziałek wybieram sie do biblioteki mam nadzieje, ze bedzie dostępna :))

    OdpowiedzUsuń
  45. Ksiązka jak najbardziej dla mnie. Lubię takie historie - one potrafią wiele nauczyć, naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Na obecny moment muszę nie jestem gotowa na kolejne spotkanie z twórczością Chamberlain, bo dwie książki, które przeczytałam bardzo mocno mnie rozczarowały. Ale po twojej recenzji wiem po co sięgnę, gdy znowu będę gotowa na tę literaturę.

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  47. Spodobała mi się powieść, przekonujący styl, wciąga w swój świat, wyraziści bohaterowie, odpowiedni kliamat. :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Z przykrością stwierdzę, że akurat mnie ta historia nie przekonuje. Może kiedyś, ale na pewno nie w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  49. Jeśli chodzi o samo planowanie nie do końca się zgodzę - aczkolwiek często jak się bardzo chce i człowiek mocno się spina to coś nie zagrywa... u mnie na szczęście było inaczej, zaplanowałam syna, potem córkę i praktycznie wszystko było tak jak trzeba ;) Wcześniej myślałam o czwórce dzieci - ale realia sprowadziły mnie na ziemię, na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Niestety nie mam jeszcze tego szczęścia być mamą! :)
    ale książka na pewno zostanie kiedyś przeczytana, jak ten czas nadejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Diane Cahmberlain nawet nie kojarzę, ale Jodi Picoult lubię i coś kiedyś czytałam ;) Jak kiedyś dorwę to chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Przecudowna i niezwykle wzruszająca recenzja! Ujęłaś mnie nią straszliwie... To prawda, że bycie mamą to walka do upadłego, nawet kiedy wydaje się, że już brakuje sił. Książka czeka na czytniku - miałam sięgnąć po nią za jakiś czas, ale chyba zrobię to szybciej, bo strasznie zaintrygowałaś mnie tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  53. Na ogół współczesną literaturę kobiecą omijam szerokim łukiem ale ta książka bardzo mnie zaciekawiła. Podobny wątek poruszała ostatnio zekranizowana powieść "Światło między oceanami" - zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Bardzo trafnie i pięknie opisałaś to, jaką rolę w tak trudnej sytuacji spełnia mężczyzna. Zdecydowanie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  54. Oj tak... życia nie można zaplanować :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Przekonuję mnie przekaz. Brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Już wiele razy się przekonałam, że życia nie można zaplanować. Nieraz nas zaskakuje w taki sposób, że się niespodziewany co się może wydarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  57. Pomimo, że to nie kryminał, to zaciekawiłaś mnie tą książką. Dodaję tytuł na listę :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Nie wiem dlaczego ale odczuwam, że może to być dość smutna historia. Jednak z miłą chęcią zapoznam się z nią...
    Pozdrawiam
    www.zaczytanawiedzma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  59. Coś czuję, że mogłaby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  60. na pewno by mi się spodobało :)

    Pozdrawiam i życzę miłego poniedziałku ! :)
    ANRU,

    OdpowiedzUsuń
  61. I mi by pewnie przypadła do gustu. Moim zdaniem biologiczna czy nie, to matka. Czasami krew i geny wcale nie są gwarantem tego, że ktoś mocno nie pokocha dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  62. Do tej pory nie czytałam żadnej powieści Chamberlain, ale myślę, że dobrze było zacząć od tej, ponieważ upewniłam się, że autorka potrafi pisać bardzo wzruszająco i jednocześnie brutalne. Poza tym świetnie gra na emocjach ;)
    Zapraszam do siebie na odrobinę nietypową recenzję:
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń