14 gru 2015

Ludzkie gadu-gadu


   Miała być recenzja, ale niech mi chłopak mój wybaczy! (bo on uparcie czeka zawsze na jakąś recenzję a ostatnio więcej u mnie niby-felietonów niż recenzji), jechałam dziś autobusem i ludzie mnie natchnęli do pisania.

   Bo w autobusie to wiecie jak jest – droga monotonna, nic się nie dzieje, drzewa za oknem nie dostarczają żadnej rozrywki, więc co wtedy robią ludzie? Ano rozmawiają... A niektórzy to tak rozmawiają, że można by o tym i książkę napisać.

   Na przykład dzisiaj; dosiadł się do mnie pewien poczciwy facet, gdzieś około trzydziestki, rudy i blady i ewidentnie samotny, bo tyle co tylko usiadł, wyciągnął telefon i zaczął dzwonić do każdego z listy kontaktów po kolei i każdemu opowiadał to samo; że w nocy nie mógł spać, to oglądał w telewizji serial z 1982 roku i że akcja tego serialu się działa w Wesołej. A jaka była fabuła serialu to tego nie wiem, bo zwykle w tym momencie rozmówcy na tyle się ogarniali, że po pierwszym szoku wymyślali wymówkę i się rozłączyli. A on niezrażony dzwonił dalej i jak wysiadałam po dwudziestu minutach wspólnej jazdy to rozpowszechniał stary serial akurat u swojej ciotki, która notabene do Wesołej daleko nie ma, co chłopina zaznaczył w pierwszym zdaniu ich rozmowy.

   Innego znowu razu pewna pani dzwoniła do kogoś i kategorycznie zażądała „Kup Golców!”. Pomyślałam sobie, kurde, albo milionerka, że ją na nich stać, albo jakaś mafia handlująca żywym towarem, ewentualnie strunami głosowymi pierwszego sortu.
Pogróżki telefoniczne to zresztą norma, nie dalej jak tydzień temu szłam z mamą z zakupów a za nami typowy dresiarz krzyczał do słuchawki, że „Ewka na Wigilię wyląduje na pogotowiu!”. Chociaż w sumie nie wolno ludzi określać po łysej czaszce i dresach, więc może on po prostu jasnowidzem był i wiedział, że w Wigilię akurat jakiejś Ewce wyrostek pęknie i trzeba będzie jechać na pogotowie. Albo ma uczulenie na karpia i rokrocznie taką wycieczkę sobie dziewczyna organizuje, kto wie?

   A propo niedomówień to przypomniała mi się scena sprzed lat, kiedy jeszcze byłam kaczęciem a nie łabędziem, i koleżanki przyszły po mnie do domu. A że mieszkałam w bloku, to wiadomo, że dzwoni się wtedy domofonem, więc odebrałam, wyszłam i nawiązała się między nami taka rozmowa:

A[ngela]: Czemu nie odebrała Twoja mama domofonu?
J[a]: Bo była w łazience,
A[ngela]: Ma okres?
J[a]: Nie.
J[ustyna]: Twoja mama jest w ciąży?
A[ngela]: Czemu?
J[ustyna]: Bo nie ma okresu.
A[ngela]: Który miesiąc?

   Ludzkiego gadania miło się słucha i zawsze miałam ambitny plan, żeby pozbierać do kupy wszystkie usłyszane w autobusie rozmowy; a jeżdżąc lat pięć na studia to się trochę nasłuchałam a i na przystankach bywało ciekawie. Na pierwszym roku studiów miałam taką Andżelikę – tatuaże miała od szyi do stóp, włosy długie, czarne i traf chciał, że jechałyśmy zawsze z jednego przystanku. Pewnego więc zimowego wieczora (a więc ciemno było) rozmawiamy sobie o wstępie do prawoznawstwa i o tym jaki ciężki to będzie egzamin, gdy zagaduje do nas pan wyglądający dość specyficznie. Ale że dalej moje nieocenianie po wyglądzie było silniejsze niż pokusa ucieczki, to potulnie czekałam co pan powie. A zapytał czy byśmy mu nie dały na wino, bo dopiero z więzienia wyszedł i by się napił. Na co moja studencka koleżanka, którą znałam dość słabo, mówi do niego: „Ja panu dam, bo ja mam chłopaka w więzieniu, to ja się z panem zintegruję.”
   Na następny dzień zagadałam do niej, ciekawa szczegółów. Otóż poszła ona na studia prawnicze, by wyciągnąć z więzienia swojego chłopaka, który siedział tam za napad jakiś. Ale tak się złożyło, że po pół roku zrezygnowała ze studiów i chyba biedaczysko ciągle odsiaduje swój wyrok.

   Gadanie, gadanie... A najlepiej się gada z przyjaciółką przy winie, albo z chłopakiem przy nalewce siedząc obok choinki. Jeszcze tylko dziesięć dni i Święta! Czas zapakować ostatnie prezenty i zacząć dekorować mieszkanie, żeby było czuć tą magię, mimo że śnieg się gdzieś w tym roku zapodział. A później będzie Wigilia i siądziemy wszyscy przy stole i będziemy gadać i gadać i gadać...

   I znowu mi te Święta się zaplątały i znowu zacznę wypatrywać pierwszych gwiazdek. Ale co mam poradzić, że mnie grudzień nastraja dość nostalgicznie? I strasznie ciekawska się robię, bo mi chłop powiedzieć nie chce co dostanę pod choinkę a sekret z tego zrobił na miarę paktu Ribbentrop- Mołotow. 
   Chłopcy to w ogóle tak mają, że lubią robić z wszystkiego tajemnicę; tata mojej koleżanki zrobił tajemnicę ze swojego nowego miejsca zamieszkania i do dzisiaj nie wiadomo gdzie przebywa. A znowu jeden mój znajomy przez rok utrzymywał przed mamą w tajemnicy, że go ze studiów wyrzucili. I w sumie to ja ich podziwiam za to, że oni potrafią nie-gadać. Niektórzy nawet potrafią milczeć cały dzień, albo burknąć ledwo z pięćdziesiąt słów. Matko kochana, jak?! Przecież trzeba się komunikować, opowiedzieć o tym co się człowiekowi śniło, jakie majtki ma na sobie i co planował zjeść na śniadanie, ale nie zjadł, bo w lodówce nie było a do sklepu daleko.
A oni to wszystko kontemplują w sobie i tłumią te wszystkie emocje i potem nic dziwnego, że w związku jakieś nieporozumienia wychodzą, bo on milczał, gdy ona pytała o jego znajomą z liceum. Jak milczał, znaczy ma coś na sumieniu; chociaż w sumie jakby się o niej rozgadał, to też by nieciekawie było, prawda?


   Stereotyp jest taki, że kobiety gadają przez cały dzień a mężczyźni raczej milczą. Ale wystarczy ich wsadzić na pół godziny do autobusu i z miejsca się rozgadają – sprawdzone przez lata użytkowania tej formy transportu!  
   Uf. Pogadałam sobie i mi lepiej. 

86 komentarzy:

  1. Jestem mężczyzną tak wynika z tego co napisałaś, nie wiem czy się zacząć martwić czy cieszyć ^^ Ale ja naprawdę niewiele mówię ;>
    A rozmowa do domofonu po prostu genialna, płakałam ze śmiechu jak to czytałam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyć! Jesteś tajemnicza a kobiecie wypada być tajemniczą :)

      Usuń
  2. Ja byłam świadkiem rozmowy, prawdopodobnie między kolegą a koleżanką, gdzie dziewczyna na cały autobus opowiadała, że jej się okres spóźnia i musiała zrobić sobie test ciążowy, a do tego nie wie z kim się przespała.. Żenada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja słyszałam gorzej! Jechałam busem i siedząc tuż przed ostatnimi miejscami słyszałam rozmowę dwóch kolegów, którzy prawdopodobnie spotkali się po latach, bo rozmowa nabrała rozmachu. I jeden z nich zwierzył się drugiemu, że ma raka (wiem, przytłaczające ale nie do tego zmierzam), tamten drugi był lekko wczorajszy, bo wracał z imprezy i przejął się chłopina dawno niewidzianym kumplem i po jakimś czasie mówi mu: Dać ci kasę? Ja mam kasę, dam ci, ile chcesz, dam. Mi niepotrzebne a tobie się przydadzą bo już cię nie zobaczę(!)
      I tak się kłócili o 50 zł bo jeden dawał a drugi nie miał wydać...
      A bus słuchał.

      Usuń
    2. Tragedia po prostu, tragedia.

      Usuń
  3. Gdzieś się tu klika "Lubię to"? To Ci kliknę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem można usłyszeć coś fajnego. Najbardziej podoba mi się motywacja koleżanki odnośnie wyboru kierunku studiów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała gest, prawda? :) to się nazywa prawdziwa miłość. Szkoda, że nie przetrwała egzaminów :)

      Usuń
  5. To chyba Twój najlepszy felieton który do tej pory przeczytałam. Ba, jeden z najlepszych jakie czytałam w ogóle. Uśmiałam się i ciężko mi było nie przytakiwać głową. Ja też dużo podróżuję PKSem, chociaż ja należę do tych co zakładają słuchawki na uszy lub zatapiają się w lekturze. Ale nie raz, nie dwa doszły mnie fragmenty rozmów tych prywatnych i telefonicznych, sama byłam uczestniczką niejednej głupiej rozmowy i już kiedyś napisałam, że najczęściej w PKSach ludzie na wszystko narzekają: na los, na rząd, na Polskę, na drogi, na władzę, na życie, na pieniądze, oczywiście pogodę i co tylko się da :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi właśnie czegoś w tym felietonie brakuje, nie wiem kurka czego... :) Radzę Ci ściągnąć czasem słuchawki i posłuchać, bo warto :D

      Usuń
    2. Nie, dziękuję :P nie masz pojęcia czego ja się czasem w sklepie nasłucham :P Chyba zacznę zapisywać :D

      Usuń
    3. Powinnaś :) No i co z tymi pierścionkami?! :D

      Usuń
  6. O tak, w autobusach i busach można się wiele ciekawych rzeczy dowiedzieć. I droga przestaje się dłużyć:)
    Ciekawe czy razem ze studiami porzuciła faceta;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plotki głosiły, że zakochała się w innym z więzienia :D

      Usuń
    2. Hehe:p To raczej powinna pozostać na studiach:p

      Usuń
  7. Ojeju, jeju, te podróże autobusami, mimo, że często i gęsto bardzo męczące, szczególnie latem, to swój urok jednak mają. Podobno ostatnio do autobusu koleżanki wszedł dość specyficzny pan z dużym odbiornikiem radiowym koło uszu, zamiast z o wiele mniejszymi i wygodniejszymi słuchawkami :P). Pan się rozsiadł i ustawił odpowiednio antenę, w końcu złapał sygnał i słuchał wśród autobusowych towarzyszy swojej muzyki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę podróżować latem niż zimą, bo w zimie jakoś mi w tych autobusach wszelakich zawsze śmierdzi... Fuj! :)
      Kiedyś trafiłam na kierowcę, który zawsze wyłączał radio na wiadomościach :)

      Usuń
  8. Ależ fajny felietonik! :D Jakoś tak przyjemnie baaardzo się go czytało. Lekko, płynnie - cud malina! :) Poza tym styl jego przypomina mi, którąś z części ,,Jeżycjady" pani Musierowicz, ale mogę troszkę się mylić, bo to kuupę czasu temu było, gdy ostatni raz czytałam serię. :) Ale oczywiście na plus!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łał, to teraz mi powiedziałaś komplement życia! :*

      Usuń
  9. Ludzie gadają zawsze i wszędzie a teraz już zwłaszcza. I z takiego gadania to wychodzą czasem bardzo śmieszne rzeczy, ale wiesz co mnie wkurza - rozmowy przez telefon w autobusach czy tramwajach i to takie głośne. Jejciu naprawdę cały świat nie musi wiedzieć o problemach czy radościach. Pozdrowionka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie każdy musi wiedzieć, że trzeba Golców kupić :D

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Może ktoś kiedyś będzie chciał je wydać? :)

      Usuń
  11. Twoje felietony są niesamowicie przyjemne w czytaniu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. hahah. Całe życie przemieszczam się środkami komunikacji i też się czasem nasłucham różnych rzeczy ;)
    Czytając tego posta popłakałam sie ze śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ze śmiechu a nie z rozpaczy :)

      Usuń
  13. Ja natomiast mam ostatnimi czasy spotkania z ludźmi chorymi psychicznie. W parku. Serio. Z kwiatków: facet opowiadający o swojej podróży do Transylwanii i o tym, że jest wnuczkiem Stalina kontra facet gadający do swojego plecaka. Ten pierwszy próbował nawiązać ze mną dialog, ten drugi po dość długim monologu zakrzyknął do swojego bagażu tymi słowy: "Marek! Mowę ci odjęło?!"
    Tak, to zdarzyło się naprawdę.

    Pozdrowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zrobiło mi się żal tego faceta, który dzwonił po kolei do wszystkich... Możliwe, że jest trochę upierdliwy, ale z całą pewnością też i samotny, skoro musi dzwonić po ludziach i opowiadać o takich pierdołach. ;) Łaknie kontaktu z drugim człowiekiem.
    A co do gadulstwa facetów. Zdarzają się tacy, podobnie jak i kobiety, które wolą milczeć. Mój szwagier to przykład faceta, którego ciężko przegadać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poznałam jeszcze takiego egzemplarza, który by dużo mówił :) wszystko przede mną :)

      Usuń
  15. dlatego ja nie dzwonię i nie gadam przez tel w MPK :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś potem nie była bohaterką moich wpisów? :D

      Usuń
  16. haha, rozmowy obcych ludzi czasem są śmieszne, szczególnie, że niektóre rzeczy wyrwane są z kontekstu :D I my tylko się domyślamy, próbujemy dodawać 2 do2.. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Zabawne te scenki, ja ostatnio rzadko jeżdżę komunikacją, więc nie mam takich atrakcji :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z tym panem, co dzwonił do każdego i opowiadał, co oglądał zeszłego wieczora w tv,to miałam kiedyś podobną sytuację. Jechałam tramwajem i młody mężczyzna siedzący za mną, dzwonił po kolei (naliczyłam do 4 osób) i każdej osobie opowiadał to samo, że był wczoraj na imprezie i właśnie jedzie na hinduskiej knajpki na lunch...Masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sieci komórkowe się cieszą z takich klientów :)

      Usuń
  19. ja też nie rozumiem jak można nie-gadać, ja to potrafię mojemu w szczegółach opowiedzieć cały dzień, a on jak mi się odwdzięcza? "byłem w pracy, dużo ludzi, w domu zjadłem, umyłem się i przyszedłem", na co szlak jasny mnie trafia :P ale chłopina dobra, troskliwa, nieba by mi uchylił, to puszczam bokiem to jego nie-gadanie, bo i tak nadrabiam za nas dwoje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to można mu wybaczyć :)
      Mój też to taki mało gadatliwy, ale kocha i się stara, więc póki będę miała głos, to będę mówić za nas :D

      Usuń
  20. Ile w tym prawdy! I jak ja nie cierpię ludzkiego gadania w autobusie...

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasem ciekawe rzeczy można usłyszeć he he. Mnie ostatnio bawią rozmowy starszych Pań ( w sensie pozytywnym oczywiście), jak zachwycają się wszystkim co po drodze na trasie autobusu ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na mojej trasie one akurat nie jeżdżą :(

      Usuń
  22. Czasem tęsknie za jazdą do szkoły autobusem. Ile rozmów ciekawych i nie, można było posłuchać. A ile ludzi różnych i zachowań. :) Miało to swoją magię. Dziś już nie jeżdzę tak często autobusem, a i tak mieszkam w UK i większości rozmów pewnie bym nie zrozumiała. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to najlepszy sposób na naukę! Jak czegoś nie zrozumiesz to zapiszesz i w domu sprawdzisz :)

      Usuń
  23. O tak ! My kobiety jesteśmy bardzo wygadane. Naprawdę wiele można zasłyszeć w autobusie śmiesznych rzeczy. Najbardziej lubię jednak jak obcy ludzie zaczynają o czymś gadać, fajnie wdać się w taką dyskusję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy jeszcze nie miałam okazji się włączyć do takiej dyskusji, ale ja to nieśmiała jestem :)

      Usuń
  24. Też się nasłuchałam różnych rozmów jadąc w autobusie. A felieton fajnie się czytało :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Niech mi Twój mężczyzna wybaczy, ale ja bardzo lubię te Twoje felietony i jak dla mnie może być ich coraz więcej :) a nasłuchać w autobusach to się naprawdę można. I ile to człowiek o życiu się dowie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy Ci wybaczy, ale dobry z niego człowiek, to pewnie tak :D

      Usuń
  26. Wielu ludzi z Gdańska też o niej nie wie. No, nie zmienię cudzej mentalności na mniej ignorancką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usprawiedliwia mnie to, że ja z Gdańska nie jestem i nigdy nawet w okolicach nie byłam :)

      Usuń
  27. Faceci to najwięksi plotkarze, wiem coś o tym. Przez kilka lat pracowałam z samymi facetami, zgroza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do plotek to racja :D Niby dużo nie mówią, ale wszystkie pikantne szczegóły z życia znajomych znają :D

      Usuń
  28. A ja praktycznie się prawie nie odzywam, nie znoszę takiego "small talku", rozmowy o niczym. Serio. I nie wynika to z mojego usposobienia, bo jestem towarzyską osobą, ale po prostu mało gadam :D Za to moja druga połówka odkąd rano otworzy oczy aż do wieczora gdy idzie spać praktycznie cały czas gada... nie mam pojęcia jakim cudem ma na to siły ;)

    Fajny wpis, podoba mi się strona, w którą ewoluuje Twój sposób pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się obawiam czy nie stracę przez to czytelników, ale cóż... trzeba czasami zaryzykować :)

      Usuń
  29. Autobusowe rozmowy bardzo inspirują :) Zawsze się czegoś ciekawego dowiesz. Ostatnio czytałam taką ciekawą dygresję, napisał ją facet: "Ta młoda, co ze mną jedzie tym tramwajem tak chowa ten telefon jak głupia. Myśli że czytam, jakby mnie w ogóle obchodziło co ona z tym wytatuowanym facetem robiła na imprezie u Aśki." :D

    P.S. Nominowałam Cię do Zimowego tagu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, aż mi tym humor poprawiłaś :D I ciekawe co robiła z tym facetem :)

      Usuń
  30. A ja podczas jazdy autobusem to czasem wolałam sobie muzyki posłuchać, bo tego co ludzie wygadują czasem się nie da. A co do mężczyzn to prawda, nie wiem jak oni tak mogą nie mówić ;P

    OdpowiedzUsuń
  31. W autobusach najlepsze historie się dzieją, ale cóż później można o nich opowiadać i jest co wspominać ;D

    Nominowałam Cię do lubimyczytać TAG :)
    http://coraciemnosci.blogspot.com/2015/12/7-deadly-sins-lubimyczytac-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojo, teraz to same nominacje :D dziękuję ;)

      Usuń
  32. Polaków rozmowy, czasem aż ciężko wytrzymać bez śmiechu:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Zastanawiam się kiedy ludzie się opamiętają i przestaną w autobusach wygadywać takie głupoty. Lata płyną i mam wrażenie, że jest coraz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nigdy, bo nie będę miała o czym pisać :)

      Usuń
  34. Mówiłam Ci, że jesteś genialna? :D Uwielbiam czytać wszystko co napiszesz! "Ja panu dam, bo mój chłopak jest w więzieniu, więc się z panem integruje" :D :D Hahahahaha dobre! :D Swoją drogą to fajnie sobie czasem tak posłuchać xD

    OdpowiedzUsuń
  35. Haha, zabawne, rzeczywiście rozmowy autobusowe sa bardzo ciekawe:P Ja jednak najbardziej nie lubię jak taki gaduła siedzi za mną i gada całą drogę przez telefon:/

    OdpowiedzUsuń
  36. hahahaha, poprawiłaś mi humor :) Ale człowiek musi się wygadać, taka już jego natura. Co do mężczyzn, to mam nieodparte wrażenie, że są sto razy lepszymi plotkarzami jak my :D

    OdpowiedzUsuń
  37. ten pierwszy facet to myślę starszy, bo jak Ty o 30 latku mowisz chłopina- to mi się z 50 latkiem kojarzy
    też lubię sluchać rownych wywodów, to lepsze niż tv i internet razem wzięte

    OdpowiedzUsuń
  38. Śmiało mogę się nazwać weteranem polskiej komunikacji - tej miejskiej, jak i ogólnopolskiej. Pociągami zwiedziłam już chyba całą Polskę, a i autobusy miejskie nie są mi obce - zazwyczaj staram się całkowicie wyłączyć z otoczenia - słuchawki na uszy, książka do czytania, ale czasem trafia się na takich ludzi, którzy po prostu chyba chcą, żeby ich wysłuchać.
    Raz jechałam pociągiem, obok usiadła kobieta - koło 40, zadbana chociaż widać było, że raczej jej się nie przelewa. Zaraz po niej usiadł gościu bardzo wczorajszy, wyglądał na przepraszam za wyrażenie, takie wiejskiego figo fago - naprawdę! Jak się okazało jej pratner/konkubent. Ale do czego zmierzam - ja z słuchawkami na uszach, czytająca książkę nadal doskonale słyszałam ich rozmowę, jak i cały wagon (bo to był pociąg bez przedziałów) - o tym jak to on ją przeprasza, a ona ma gdzieś jego przeprosiny po pieprzył się z jakąś tam lafiryndą, a na wiosce rozpowiada, że ona (ta kobieta która siedziała obok mnie) jest pijaczką i jest w nim tak zakochana, że może sobie pozwolić na wszystko. Uchhh. Ludzie mają problemy okej, ale o takich rzeczach to rozmawia się w 4 oczy, a nie, żeby wszyscy na około słuchali. -,-

    A z takich przyjemniejszych. Kiedyś jechałam pociągiem do Lady Spark. W przedziale siedział pan z synkiem, takim pięcioletnim. Na stacji w Łodzi synek mówi do taty podekscytowany - Tatusiu, kiedyś jechaliśmy tą drogą! A jak nie jechaliśmy tą to na pewno jechaliśmy inną! :D

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Warto sobie czasem pogadać, bez sensu dusić tego wszystkiego w sobie, no ale o serialu tak do każdego z książki telefonicznej? :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Tekst „Ja panu dam, bo ja mam chłopaka w więzieniu, to ja się z panem zintegruję" myślałam, że to taki żart, a tu jednak coś na rzeczy było :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Dawno nie czytałam - czegoś takiego ... ubawiłam się i uśmiałam mogę Ci pogratulować tak dobrego ujęcia w całość wszystkich zasłyszanych rozmów. Czekam na inne zasłyszane - opisane rozmówki polsko-polskie :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Jasne.
    Ale życzę ci, abyś kiedyś odwiedziła Trójmiasto - jak na polskie standardy trzyma się nawet nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  43. Sąsiadujący podróżni potrafią zadziwić człowieka. Chyba każdy miał okazję spotkać podobnie bladego pana o rudych włosach, oczywiście innego, ale również szukającego pocieszenia w swoich kontaktach telefonicznych :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Śmieszne, przerażające i prawdziwe. Znam bardzo dobrze podobne autobusowe historie.
    Co do Ewki, może ma termin porodu wyznaczony na Wigilię albo obecnie podróżuje statkiem kosmicznym, na Wigilię ma wylądować- a jak wiadomo szpitale mają lądowisko :)

    OdpowiedzUsuń
  45. to ja chyba jestem tym wyjątkiem potwierdzającym regułę, jak na kobietę mało mówię :D a w środkach komunikacji miejskiej to już w ogóle nie lubię rozmawiać ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Gdy pisałaś o tej nalewce to się miło zrobiło, chcemy święta!

    OdpowiedzUsuń
  47. Heee fajnie czasem poobserwować zachowania innych ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
  48. Rozbawiłaś mnie do łez. Poproszę więcej takich tekstów. A z tymi autobusami to faktycznie tak jest. Teraz już jeżdżę swoim samochodem, więc rzadko mam okazję, ale kiedy korzystałam z komunikacji miejskiej, bardzo pouczające to były wyprawy.

    OdpowiedzUsuń
  49. Komunikacja miejsca jest jak wylęgarnia świetnych pomysłów na książkę, powieść, dobry kawał... ostatnio niestety jeżdżę rzadziej. Twój post rozbawił mnie i ciągle nie mogę dojść do siebie. Oby tak dalej. ;)

    OdpowiedzUsuń