5 maj 2016

"Wytańczyć marzenia" Michaela DePrince


   Większość małych dziewczynek marzyła w dzieciństwie o tym, by zostać baletnicą i tańczyć w różowych, uroczych baletkach. Niektóre z nich nawet chodziły na specjalne zajęcia, na których miały nauczyć się odpowiedniej postawy i prostych, początkowych kroków. Nieliczne nie zrezygnowały po kilku tygodniach i baletowi poświęciły swoje życie i stopy, które potwornie zdeformowane co dzień przypominają im, ile kosztuje marzenie.
   Jednak jest jedna baletnica, która przeżyła dzięki marzeniu; która w wieku 4 lat zamarzyła o tym, by zostać baletnicą, chociaż jako dziecko wojny nie miała prawa mieć tak wygórowanych pragnień.

   Mabinty dziękowała Allahowi za to, że urodziła się „w domu po prawej a nie po lewej”, bowiem w domu po prawej mieszkało małżeństwo, które wymykało się temu, co stanowi muzułmańska tradycja; pobrali się z miłości i cieszyli się z narodzin córki; nie ubolewali nad tym, że Allah poskąpił im męskiego potomka i mimo że ich córka była cała w „lamparcie cętki”, jak nazywano tam nieznane im bielactwo, uważali, że zasługuje na to, co najlepsze. Uczyli ją czytać i mówić w różnych dialektach.
   W domu po lewej mieszkał stryj Mabinty, który miał trzy żony i czternaścioro dzieci – w tym trzynaście córek, za to utyskiwał losowi i każdej z żon. Dziewczynka bała się srogiego krewniaka i miała nadzieję, że nigdy nie będzie musiała znaleźć się po jego opieką, bo wiedziała, że w jego domu kobiety traktowane są jak maszynki do rodzenia dzieci i do przygotowywania posiłków. Jednak do wioski, w której mieszkali przyszła wojna a wraz z nią karabiny i śmiercionośne kule, które zabrały jej kochanego papę. Niedługo potem i jej matka odeszła z tego świata i dziewczynka została całkiem sama, wyśmiewana z powodu swojego wyglądu.
   Stryj oddał ją do sierocińca, wyrzekając się jej i łączącego ich pokrewieństwa. Mabinty została nazwana numerem dwadzieścia siedem i była najmniej lubianym przez opiekunki dzieckiem a to z powodu białych plam szpecących jej hebanową skórę. Jednak, nauczona przez swojego papę otwartości i pogody ducha, szybko zyskała w sierocińcu oddanych przyjaciół a szczególnie inną dziewczynkę, która również nosiła imię Mabinty.

   Ogarnięte wojną państwo, w którym żyła mała Mabinty szybko stało się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym; zabijano bez powodu, ludzi traktowano gorzej niż uporczywe muchy, które brzęczą nad uchem i nie dają się odgonić. Dzieci z sierocińca miały to szczęście, że ich główny opiekun potrafił znaleźć im domy w samej Ameryce! Wielkim, nieznanym im świecie, gdzie czekali na nich ludzie, gotowi dać im dom i miłość.

Obie Mabinty zostały adoptowane przez starsze małżeństwo, które miało już trójkę własnych synów i pochowało dwóch adopcyjnych chłopców chorych na hemofilię; to właśnie jeden z nich tuż przed śmiercią poprosił swoją przybraną mamę, aby na ich miejsce wzięli dziecko z czarnej, ogarniętej wojną Afryki.
   Dziewczynki nie mogły początkowo odnaleźć się w nowoczesnym świecie; dziwiło ich to, co dla nas jest czymś najzupełniej normalnym. To, że biorąc ze sklepu co się chce, wystarczy machnąć plastikową kartą i można brać to dla siebie. To, że oprócz ryżu, istnieje o wiele więcej rodzajów jedzenia. Że można spać na piętrowym łóżku i że nie trzeba przykrywać się liśćmi, ale zwyczajną kołdrą.

   Jest to prawdziwa historia nastoletniej obecnie dziewczyny, która pewnego dnia w ogarniętej wojną Afryce, znalazła zdjęcie starego magazynu, na którego okładce widniała baletnica. W tamtym momencie dziewczynka postanowiła, że też będzie tak tańczyć, że będzie ubierać różowe baletki i płynąć w powietrzu, zachwycając tłumy. Kiedy była już w nowym domu, miała nowych rodziców i nowych braci, zaczęła realizować swoje marzenie, które – patrząc na jej dzisiejsze życie – spełniła w stu procentach.
   Obecnie Mabinty, nazywana przez nową rodzinę Michaela, tańczy w największych grupach baletowych; zachwyca tłumy a jej białe plamy na torcie i rękach są – jak kiedyś powiedziała jej matka – niczym magiczny pył, który sprawia, że jest kimś wyjątkowym.

„- Skąd będę wiedziała że chłopak mnie kocha?
- Będzie twoim przyjacielem. Będzie cię uszczęśliwiał. Da ci przestrzeń i będzie ci wierny. Będzie szanował twoje wybory. Pozwoli ci wzlatywać i nie będzie próbował podcinać ci skrzydeł.”

   Muszę przyznać, że zwykle nie lubię czytać takich książek – o wojnie, o cierpieniu, które faktycznie miały miejsce. Jednak ta daje nadzieję, Obiecuje ułudnie, że ciężka praca i odrobina szczęścia mogą sprawić, że wzlecimy w powietrzne i niczym Mabinty wykonany piruet, który zachwyci wszystkich.  


24 komentarze:

  1. To na pewno poruszająca historia. Mam nawet wrażenie, że skądś ją znam. Może jakiś film o podobnym scenariuszu - nie wiem. Z chęcią bym przeczytała. Sądzę, że by mnie nie zawiodła. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu nie kojarzę, ale może faktycznie coś takiego było :)

      Usuń
  2. a ja nie lubię tańca i nie odnalazłabym chyba przyjemnosci w tej ksiazce :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tańczyć nie lubię :D tzn nie umiem :)

      Usuń
  3. Wydaje się być interesująca, poszukam jej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie przepadam za książkami z wojną w tle, ale po te o spełnianiu marzeń sięgam bardzo chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna historia na ciężkim tle, to chyba nie dla mnie:/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem lubię takie historie ^^ Ale nie da się ukryć, że mimo wszystko dziewczyna miała dużo szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowita historia :) Takie książki potrafią nam wiele uświadomić i zmienić nieco podejście do życia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. lubię takie historie, książka zdecydowanie dla mnie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. O, tak zwana historia pisana przez życie :-) Bardzo lubię tego typu literaturę. Jeśli wypływa z niej jakiś morał, to mam tę pewność, że sposób dojścia do niego został przetestowany na żywym organizmie i ma dla mnie większą wartość niż najbardziej wysublimowana historia z morałem wymyślona przez wybitnego pisarza :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Taniec? Dla mnie totalna abstrakcja.

    OdpowiedzUsuń
  11. Taniec jako tako mnie nie interesuje, ale myślę, że książka może być ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. czytałam, bardzo podobała mi się ta książka:)

    OdpowiedzUsuń
  13. widziałam juz kilka recenzji i każdy sobie chwali ową pozycję:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym przeczytać. Polecam Ci także "Balerina życie w tańcu" :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Historia o marzeniach w ciężkich czasach i okolicznościach- wydaje się warta uwagi, więc nie mówię jej nie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzeba przyznać, że historia Mabinty zapada w pamięć. Książkę czytałam ja jakiś czas temu, ale doskonale ja pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wydaje mi się, że jestem zaczarowana w tej recenzji. To historia, którą z chęcią przeczytam. :) Myślę, że jeżeli reżyserowie nie spapraliby roboty - to byłby z tego naprawdę świetny film. :

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam tę książkę jakiś czas temu i uświadomiła mi, że jeżeli chodzi o marzenia, zawsze trzeba w nie wierzyć. Niesamowita historia. Czytając ją współczułam głównej bohaterce, ale i ogromnie ją podziwiałam. Szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubię tego typu książki, ta jest już na mojej liście!

    OdpowiedzUsuń
  20. To idealna książka dla mnie, tyle lat tańczyłam :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń