19 maj 2016

"Obwiniona" Robert Rotenberg


   Rozwody nigdy nie są miłe i przyjemne, chyba że oglądamy pro-rodzinny odcinek Sędzi Anny Marii Wesołowskiej, gdzie są sprawy, w których małżonkowie są dla siebie sztucznie mili i uśmiechnięci. Nie, zazwyczaj rozwód to wojna pełna wyzwisk, złości i agresji; szczególnie gdy w grę wchodzi opieka nad jedynym dzieckiem; wtedy może nawet polać się krew...

   … tak jak w przypadku bohaterów książki, którą wypatrzyłam na bibliotecznej półce. Niepozorna, z prostą okładką i z tytułem, który – trzeba to przyznać – nie powoduje, że kapcie spadają ze stóp. „Obwiniona” brzmi średnio, trąci tandetą i przypomina mi nagłówek z amerykańskich brukowców. Ale mimo to moja czytelnicza intuicja stwierdziła, że książkę warto przeczytać – i mnie nie zawiodła.

   Samantha i Terrance zaczęli swoją znajomość jak w bajce; bogaty on, biedna ona, wielka miłość i szybki ślub. Ot, historia znana większości nas już od dzieciństwa a to za sprawą Walta Disney'a, który w taki właśnie sposób pożenił większość swoich księżniczek. Prawdę mówiąc ta książka mogłaby być dalszymi losami Śnieżki i Kopciuszka – i to by wyjaśniało, dlaczego w bajce wszystko kończyło się ślubem i pocałunkiem zakochanych. A w tle zawsze biegały sarenki.

   Jak to w życiu bywa, na świecie szybko pojawiło się dziecko, pierworodny syn. I gdzieś w tym momencie wszystko zaczęło się sypać... Samantha nie pałała wielkim instynktem macierzyńskim, czego jej mąż – zakochany w synku do zatracenia – nie potrafił zrozumieć. Pojawiły się pierwsze konflikt a swój udział w ich wywoływaniu miała także rodzina Terrance'a, która żywo nie cierpiała jego młodej małżonki (a niechęć teściów i szwagrów może być tak toksyczna, że przez nich niejeden związek się rozpadł.)
   Księżniczka i książę postanowili wziąć rozwód i przyznać trzeba, że nie należał on do tych spokojnych (czyli takich, które skupiały się tylko na złorzeczeniem na siebie pod nosem.) Były kłótnie, wyzwiska, nieprzyjemne maile i oszczerstwa. I pewnie w końcu by się rozwiedli, gdyby nie to, że w dzień pierwszej sądowej rozprawy Terrance'a znaleziono zadźganego. Kilka godzin później do kancelarii adwokackiej pojawiła się Samantha a w torebce miała zakrwawiony nóż owinięty w kuchenną ścierkę. Twierdzi, że kiedy przyszła porozmawiać z mężem, ten leżał już nieżywy. Wszystko wskazuje na to, że żona postanowiła „przyspieszyć” ich rozstanie i pozbawiła męża życia. Jednak... czy na pewno?

"Pierwszy premier Kanady, sir John A. Macdonals, mawiał, że dobry kompromis oznacza, iż każda ze stron będzie odrobinę niezadowolona."

   Jak okazuje się w toku akcji, rodzina zamordowanego ma wiele pilnie strzeżonych sekretów, których nie chce wyjawiać. Jednak dociekliwy adwokat i detektyw powoli odkrywają ich tajemnice, co równocześnie obmywa z winy Samanthę. Kto tak naprawdę zabił? Brat? Matka? Ojciec? A może jednak żona? Specjalnie zabrałam się do pisania tej recenzji na chwilę przed zakończeniem książki, by nie wiedzieć, kto jest mordercą i by nie dać wam żadnej podprogowej podpowiedzi. Mówię szczerze, że nie wiem kto – jednak jestem pewna, że to nie żona okazała się zabójczynią.

   Ta książka to nie tylko śledztwo; to przede wszystkim ukazanie jak cały proces toczy się od wewnątrz; to wyśmiewanie kanadyjskiego porządku prawnego, gdzie niekiedy o wolności człowieka decydują ludzie, którzy nie mają tak naprawdę pojęcia co robią. Najznakomitszą postacią w tym względzie jest sędzina Norville, która zasiadła na sędziowskim fotelu, dzięki wpływom swojego męża. Była w takim stopniu niedouczona prawa, że co dwadzieścia minut zarządzała w rozprawie przerwę, by wyjść do swojego gabinetu i skontaktować się z małżonkiem, w sprawie tego, co powinna powiedzieć. Jej niewiedzę wykorzystywali doświadczeni adwokaci i prokuratorzy, którzy zasypywali ją precedensami i orzecznictwami innych sądów a biedna kobiecina pojęcia nie miała co oni do niej mówią...

   Pewnie wielu z was stwierdzi, że taka „prawnicza” tematyka jest dość nudna i nużąca a ja lubię to ze względu na moje studia. Otóż nie, autor operował takim językiem, by wszystkie te prawnicze niuanse były proste do przyjęcia i aby zainteresowały czytelnika. A ostatecznie niech was przekona to, że książkę podkradła mi mama, która zwykle stroni od fabuł, gdzie toczy się jakikolwiek proces (dla zainteresowanych – tak, nadal zaczyna czytanie książki od końca i ona już wie, kto jest mordercą. Jej ulubioną rozrywką wczorajszego wieczora było mówienie mi „no powiem ci kto zabił, dobra?”)

   Całą książkę oceniam na duży plus; nie znałam przedtem twórczości pana Roberta Rotenberga i teraz przyznać muszę, że szybko wskoczył na listę autorów, których lubię (nie tak spektakularnie jak Szpak na Eurowizji po podaniu głosów od widzów, ale i tak wysoko.) Dużym atutem tego pana jest to, że każdej ze swoich postaci nadaje rys człowieczy; żaden policjant czy śledczy, który pojawia się chociażby na chwilę w fabule nie jest tylko „panią Kowalską”, ale jest „panią Kowalską, która pochodziła z Polski i lubiła czerwone kwiatki” - każdy z nich był indywidualnym człowiekiem a nie tylko statystą, który miał podtrzymać akcję. Żadnego ze swoich bohaterów nie traktował po macoszemu, jak niestety robi to wielu innych autorów.


   Podsumowując, „Obwiniona” jest świetną lekturą, w którą można się wczuć. Największym atutem jest to, jak autor stworzył swoich bohaterów – a za to należą mu się brawa. Także cała zagadka zaciekawia a jej „ludzki” wymiar sprawia, że czytelnik wczuwa się w akcję i czuje potrzebę poznania kto tak naprawdę jest zabójcą. I czy zaatakuje ponownie...  

92 komentarze:

  1. Nie mogła tego noża gdzieś wyrzucić? Haha, no ciekawa jestem kto w końcu zabił i dlaczego..
    Może kiedyś się dowiem :))

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... stres, panika i człowiek robi różne głupie rzeczy :)

      Usuń
  2. No powiem ci, kto zabił;) swoją drogą nie wytrzymałabym i z pewnością musiałbym doczytać, kto jest tym mordercą;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia faktycznie jak z filmu. Też czytałam nie tak dawno książkę z motywem, gdzie kobieta w ogóle była pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Trudno się czasem wczuć w postępowanie takiej bohaterki. Ale fakt, faktem teściowie na pewno tu nie ułatwiali sprawy. A dalsza część to już w ogóle wydaje się ciekawa... ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie pozostaje Ci nic innego jak po prostu przeczytać :)

      Usuń
  4. Patrząc na ten okładkowy koszmarek i tandetny tytuł rzeczywiście dałabym sobie spokój z lekturą. Jak widać jednak warto czasem zaufać sobie i przeczytać coś, co do nas z półki przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem takie książki mają ciekawe wnętrze :) cóż... wydawnictwa nie zawsze tworzą wspaniałe okładki :)

      Usuń
  5. Ale bym się cieszyła, jak by się okazało, że to jednak żona. Sprawdzę, czy jest u mnie w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie skończyłam czytać :D Więc nie wiem :)

      Usuń
  6. Lubię taką tematykę książek :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Prawnicza", jak to określiłaś, tematyka bardzo mnie interesuje:)
    Chętnie przeczytam.
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planujesz coś w prawniczym kierunku? :)

      Usuń
  8. Sama okładka jest ciekawa, myślę, że z wnętrzem może być podobnie, chętnie przeczytam. :D
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Trafiłam ostatnio na tą książkę w sklepie, jak przeglądałam sobie książki na półkach. Opis mnie zaciekawił, a po Twojej recenzji wiem, że na pewno jest ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię akcję i zagadki w książkach :D

    OdpowiedzUsuń
  11. o o, książka w sam raz dla mnie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak siostra Twoja wróci do pracy to znajdziesz czas i będziesz mogła to przeczytać :)

      Usuń
  12. Ale Ty jesteś! I teraz muszę przeczytać żeby dowiedzieć się kto zabił :) Fajnie się zapowiada ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oooo widzę książkę dla mnie!
    Przeczytam na pewno, ale po sesji :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak Ci sesja idzie? :) Ja czekam na ostatnie wyniki ^^

      Usuń
  14. Tytuł rzeczywiście nie powoduje że kapcie z nóg spadają, ale przyznać muszę że mnie zainteresowałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurcze, w żadnej bibliotece jej nie ma, przez internet kupić też ciężko :( Jak mogłaś polecić tak dobrą książkę, której nigdzie nie można dostać! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Ty gadasz :) na allegro jest i to za 8 złotych :)

      Usuń
  16. Tematyka która lubię ;-)
    Tytuł to prawda trochę taki nijaki za to okładka Wola o przeczytanie ;-)
    Obserwuje i zachęcam do tego samego pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę że zainteresowałaby mnie, Lubię trzymające w napięciu pozycje. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawie przedstawiłaś tę pozycję. Widząc ją w bibliotece, pewnie też nie czułabym się zachęcona ;p
    I cóż za zmiany na blogu :D Oczywiście na plus!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tam lubię takie prawnicze klimaty, więc czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też zaglądam i czytam koniec powieści i znam mordercę, ha!
    Co do tej książki, poszukam, lubię takie kryminały, a sędzina to niezła.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie jestem fanką tego typu historii, jednak Twój opis - recenzja zachęcają, jak nie ja to moja szwagierka przeczyta (uwielbia takie klimaty).

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak pisałaś: Nie pozostaje nic innego jak doczytać. Uwielbiam gdy książki tak trzymają w napięciu, w tej chwili własnie taką mam :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie ma to jak porównanie do sędzi Anny Marii Wesołowskiej! :) Przyznaję, że nazwisko autora jest mi jeszcze nieznane, ale postaram się to szybko nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak mnie poniosło, że aż o Annie wspomniałam :D

      Usuń
  24. Nie oceniam książek po okładce i z ciekawosci bym do niej zajrzała ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo fajna, rzetelna recenzja :) Fajnie że istnieją takie blogi które opisują w fajny sposób te papierowe książki (bo teraz to o e-booka nie trudno). Jednak ja osobiście wolę romanse.
    http://aleksandramakota.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romanse też opisywałam :) chociażby jedna recenzja w tył :)
      Zapraszam częściej :)

      Usuń
  26. Super post ! Podoba mi się ! Może zaobserwujemy ? :)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    www.vvbre.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo lubię książki J. Grishama, więc obstawiam, że i ta mogłaby mi się spodobać! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Kocham kryminały, ale wolę nie sprawdzać kiedy ostatnio jakiś czytałam, bo chyba zapadłabym się pod ziemię. A skoro ta książka była u Ciebie w bibliotece może jest szansa, że u mnie też będzie ;>
    A chyba największym zaskoczeniem jednak byłoby gdyby to żona była morderczynią ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja biblioteka miejska jest mała, więc szanse masz duże :)
      Ha, a byłoby :D

      Usuń
  29. Ja też nie znam twórczości pana Roberta Rotenberga, a coś tak mi się wydaję, że mogłoby mi się spodobać! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Powiało dobrym kryminałem. :D Ciekawy pomysł z pisaniem recenzji przed zakończeniem czytania książki. :D Moja mamuśka nie czyta książek... może dobrze, by by mi spoilerowała zakończenia. :D Czyżby (kolejna) fanka Eurowizji? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy chyba lubią spojlerować :D
      Nieee, nie jestem fanką, ale oglądałam, bo się założyłam z narzeczonym, na którym miejscu będzie Polska :)

      Usuń
  31. Rozwód to czasem formalność, ulga...

    OdpowiedzUsuń
  32. ziomuś a gdzie seria Jeżycjady?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróci, mam teraz tylko problem ze zdobyciem kolejnych tomów ;( ale super, że jako jedyna o tym pamiętasz :)

      Usuń
  33. Książka dla mnie :)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  34. A ja mimo zupełnie innego wykształcenia bardzo lubię takie książki z wątkiem prawniczym. Wydaje mi się więc, że pozycja przypadłaby mi do gustu. Muszę kiedyś dla eksperymentu zacząć czytać książkę tak jak Twoja mama. Ciekawa jestem jak to jest już znać zakończenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. wow wydaje sie fajna :D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Podoba mi się ten zwrot akcji! Tu niby książka obyczajowa, spokojna historia, a nagle buum kryminał :D

    Zapraszam na mój ultra kobiecy blog o muzyce:
    gitaraiszpilki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  37. Gdybym miała to chętnie bym przeczytała :D

    OdpowiedzUsuń
  38. O, to ja się skusze, bo takiej lektury właśnie mi trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. intryguje.. lubię takie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Recenzja super została napisana. Nie łatwo mnie zachęcić do przeczytania książki jednak Twoja recenzja mnie zaciekawiła. Pomimo tego iz czytam zazwyczaj romanse to raczej się skuszę na obwinioną. Fajnie, ze nie zdradziłaś zakończenia książki :D
    Littleredcherrysmile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  41. Brzmi zachęcająco, chociaż nie wiem czy lubię tego typu książki.
    pozdrawiam, mikrouszkodzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie za bardzo przepadam za tym gatunkiem, ale powoli się przekonuję. Jak nie będę czytać takich książek to jak mam zmienić zdanie. Jak ta mi wpadnie w ręce to chętnie przeczytam :D zachęciłaś mnie. Dobrze że moja mama nie czyta tego co ja :D
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  43. Bardzo lubię takie powieści z zagadkami, a w dodatku ta okładka przekonuje mnie do lektury tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Widzę, że trochę się tu u Ciebie zmieniło, ale muszę powiedzieć, że jest bardzo ładnie ^.^
    Bardzo lubię takie książki, dlatego sięgnę po nią, jeśli znajduje się w mojej bibliotece ;)
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  45. Ty to masz nosa do ciekawych książek :-)

    OdpowiedzUsuń
  46. Ooo coś dla mnie :)
    Dobrze, że moja Mama nie zdradza mi zakończeń książek :p gorzej z koleżankami :)

    OdpowiedzUsuń
  47. mam dwie córki i gdy tak na nie patrzę, nie wyobrazam sobie skutku ewentualnego rozwodu...to mega niefajne dla wszystkich, a zwłaszcza dla dzieci. dlatego mam nadzieje, ze nigdy nie stane w ogniu emocji z powodu rozstania...

    OdpowiedzUsuń
  48. Hmmmm nie wiemy czy to pozycja dla nas akurat ale dobrze, że książki poruszają tak ważne tematy :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Ale napisałaś recenzję. Przejadły mi się słodkie powiastki. Nadszedł czas na coś mocniejszego. I chyba zacznę o tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  50. Ciekawa pozycja!
    pozdrawiam i życzę udanego nowego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja zdecydowanie wole czytać jakieś romanse , czytam książkę zawsze przed snem i nie chciałabym, żeby mi się przyśniła postać z nożem :D

    OdpowiedzUsuń
  52. Gdybym w księgarni rzuciła okiem na tytuł i okładkę, to nie skusiłabym się na ta książkę. A tu okazuje się, że to może być całkiem ciekawa książka.

    OdpowiedzUsuń
  53. Coś innego! :) Z chęcią ogarnę temat :D

    OdpowiedzUsuń