16 maj 2016

"Ocalić Daringham Hall" - druga cześć fenomenalnej trylogii.


   Pierwsza część sagi o Daringham Hall zdecydowanie przypadła Wam do gustu, także dzisiaj pora na część drugą. A tutaj przypomnienie tomu poprzedniego dla tych, którzy nie mieli okazji przeczytać mojej recenzji --> klik. 

   Jest czasami tak, że widząc „problemy” innych osób mówimy z politowaniem, że takie kłopoty w życiu to chcielibyśmy mieć; chodzi oczywiście o takie sprawy, które spędzają komuś sen z powiek i powodują palpitacje serca a tak naprawdę są mało istotne i nieważne w kontekście całego życia. Ogólnie staram się nie prosić losu, nawet ironicznie, o problemy jakie spotkają innych, ale początkowa myśl po pierwszych stronach drugiej części trylogii brzmiała: 'O matko! Ja chcę mieć takie problemy jak oni!”.

   Gdy cała rodzina Camdenów dowiedziała się już, że Ben jest nieślubnym synem głowy rodu i dziedzicem całego majątku a „dotychczasowy” pierworodny syn okazał się synem nie być, w posiadłości zapanowała panika. Jako, że w żyłach wszystkich tych osób płynęła krew błękitna a nie pospolicie czerwona, także i ich panika była arystokratyczna a więc cicha i rozszeptywana po kątach. W świetle dnia uśmiechali się mniej lub bardziej czarująco do Bena i zapewniali o swojej radości, że oto odnalazł się nowy członek ich rodziny a pod osłoną nocy i pustych korytarzy zastanawiali się, co stanie się z ich milionowym majątkiem. Doprawdy, chciałabym się przejmować tym, czy będę miała na koncie dwadzieścia milionów, czy tylko pięć. Naprawdę!

   W tej części Ben spada niejako na drugi plan a jego miejsce zajmuje David, młody mężczyzna, który przez całe swoje życie był przekonany, że odziedziczy kiedyś majątek Camdenów i który nagle został obdarty nie tylko z przynależności do rodziny, ale także z posiadania ojca. Muszę przyznać, że bardzo urzekło mnie to, w jaki sposób autorka przedstawiła Davida – to delikatny i wrażliwy chłopak, który bardzo przeżył wiadomość, że mężczyzna, którego kochał przez całe życie, okazał się dla niego kimś obcym. Mimo, że Ralph zapewniał chłopca, że między nimi nic się nie zmieniło i że nadal będzie uważał go za swojego, to on czuł podświadomie, że Ben z czasem rozpanoszy się w sercu starszego człowieka i wypchnie bękarta, którego przyszło mu wychowywać.

W tej części autorka skupia się na ludzkiej potrzebie poznania miejsca swojego pochodzenia; David dąży do tego, aby poznać swojego prawdziwego ojca i żeby dowiedzieć się, kim był człowiek, który dał mu życie. „Ocalić Daringham Hall” pokazuje, że niekiedy nie ważne jest to, skąd pochodzimy, ale gdzie się znaleźliśmy. Że czasami więzy krwi są mniej istotne i mniej ważne od więzi, która wytworzyła się przez lata bycia razem. I ta myśl mnie utwierdza w przekonaniu, że zdarza się, że prawdziwą rodziną nie są ludzie, z którymi łączy nas podobne DNA tkanek i komórek krwi, ale osoba, którą zna się od lat, z którą pije się wytrawne wino pod błyszczącym księżycem i śmieje się do utraty tchu i do momentu aż z oczu polecą łzy radości.

   Jeśli chodzi zaś o Bena i Kate to cóż... skaczą wokoło siebie niczym para nastolatków; Benowi duma nie pozwala zbliżyć się do kobiety a ona – jak to kobieta dobrze wychowana – czeka aż on pierwszy nachyli się nad nią, by złożyć na jej ustach bajkowy pocałunek. W iskry, które sypią się między nimi, wpycha się przystojny Francuz, żywo zainteresowany ponętnym ciałem Kate, co powoduje, że Ben – w akcie zazdrości oczywiście – jeszcze bardziej oddala się od kobiety i z daleka prycha pod nosem w akcie oburzenia i wściekłości.

   Książka pod względem romansu nieco mnie rozczarowała, bo Kate i Ben, którzy w pierwszej części mnie zachwycili swoją dojrzałością, teraz zachowywali się niczym Edward i Bella ze „Zmierzchu”; na szczęście jednak ich wątek był na tyle poboczny, że książka nie straciła swojego smaczku. Intrygi starszej damy Elizy, wspaniały David, który zdecydowanie strącił Bena z piedestału i zwrot akcji, który w jednym momencie zmienił wszystko, spowodowało, że druga część sagi była o wiele lepsza od części pierwszej.

   Wspomnę jeszcze o czymś, o czym warto – okładki. Cała seria ma przepięknie prezentujące się okładki, które zachwycają spokojem i artyzmem. Poza tym całość serii pięknie prezentuje się na półce ciesząc oko nawet wtedy, gdy lektura książki dobiegnie już końca.



   Nie mogę doczekać się części trzeciej – może Ben i Kate w końcu się ogarną i może David odnajdzie swoje nowe miejsce w „starej” rodzinie. A najbardziej liczę na to, że lady Eliza odejdzie prosto do samego Lucyfera, żeby pomóc mu mieszać słomę w kotle – ach, jakże ta osóbka mnie irytuje! Musicie przekonać się sami, czy też mielibyście ochotę ją udusić. Zapraszam do lektury!

30 komentarzy:

  1. Widzę, że będe pierwszą osobą, która skomentuję twoją recenzję. Szczerze, nie czytałam jeszcze tych książek, ale zamierzam się za to zabrać, zachęcona :) dziękuję

    zapraszam również do siebie http://want-cant-must.blogspot.com/2016/05/kosmetyki-z-promocji.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zaszczyt komentować jako pierwsza osoba :D

      Usuń
  2. Niestety przez dłuższą chwile, to ja ani jednej książki nie dam rady przeczytać, a szkoda, bo tyle ciekawych dookoła :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cierpisz na chroniczny brak czasu? :)

      Usuń
  3. Mamy na razie tom pierwszy, jak spodoba się siostrze to dokupimy dwa kolejne. Trochę śmieszy mnie to, że trzecia okładka jest biała, ale może ma to jakiś związek z fabułą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci czy tak jest, jak już przeczytam :)

      Usuń
  4. Rzeczywiście okładki są piękne i zachęcają do zajrzenia do środka:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja mama ostatnio czytała pierwszy tom i bardzo jej się podobał :-) może i ja przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O ten tom przekonuje mnie dużo bardziej niż pierwszy!
    A okładkę ma najpiękniejszą ze wszystkich <3

    OdpowiedzUsuń
  7. ja jeszcze pierwszej części nie ruszyłam, a Ty już recenzujesz drugą:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Seria wydaje się ciekawa więc jak już znajdę jakieś wolne miejsce na mojej półce to będę miała ją na uwadze :)
    Okładki są prześliczne *.*
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na półce zawsze znajdzie się miejsce na nowe książki :D

      Usuń
  9. Narobiłaś mi ochoty na tę trylogię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, takie problemy mogłabym rozwiązywać;)
    Muszę najpierw przeczytać pierwszą część;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kojarzę, ale nie wiem czy przeczytam. :D
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. O to nabrałam ochoty na ten drugi tom :)
    Tylko czemu Ben i Kate tak się zachowuję, ehhh

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja już jestem po lekturze trzeciego tomu. Nie rozczarowałam się zakończeniem losów Bena i Kate.

    OdpowiedzUsuń
  14. oj dawno żadnej pozycji nie czytałam

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam tej trylogii, ale bardzo chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie słyszałam o tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przyznaję, że dla mnie najlepszy był tom finałowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. mnie jakoś ten klimat nie porwał;p

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę rozejrzeć się za pierwszy tomem, brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja uwielbiam książki o arystokracji, więc pewnie ta seria przypadłaby mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dopiero czytam pierwszą część, ale u siebie mam już wszystkie trzy (w tym ładną "szczotkę" trzeciej) <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Przede mną dopiero pierwsza część ale czytałam tyle pozytywnych opinii, że jeśli jej szybko nie przeczytam, to oszaleję :) Uwielbiam takie książki!
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Pierwsza część trafiła do mnie na listę, jak w końcu przeczytam, to pewnie zobaczysz recenzję na blogu :)

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń