25 kwi 2017

Czy jedzenie może być sensem życia?


   Na tym świecie istnieje podział na dwie grupy ludzi; na tych, którzy jedzą po to, aby żyć i tych, którzy żyją po to, aby jeść. Ja zdecydowanie należę do pierwszej z tych grup. Wprawdzie lubię zjeść coś smakowitego, ostatnio nawet stwierdziłam, że moje podniebienie dorosło i zaczęłam doceniać smak suszonych pomidorów, kaparów i rukoli, ale nadal spokojnie mogę żywić się frytkami i duszoną cebulą z kiełbaską (moje ukochane danie z dzieciństwa!).

   Z przyjemnością oglądam Kuchenne Rewolucje i inne programy kulinarne, ale nie mam potrzeby gotować wymyślnych potraw i nie eksperymentuję z nieznanymi mi produktami. Cielęciny nie umiałabym przyrządzić pod groźbą śmierci, wolę trzymać się bezpiecznego schabu czy filetu z kurczaka; to przynajmniej zawsze wyjdzie i da się zjeść. A jak widzę ser pleśniowy to odwracam się na pięcie, bo nie umiem przekonać się do jego ostrego smaku i niecodziennego widoku.

   Wiem jednak, że są ludzie, którzy na jedzeniu opierają całe swoje życie. Wstają po to, aby łechtać swoje podniebienie, punktem kulminacyjnym ich dnia jest obiad, który rozpływa się w ustach i który urzeka feerią smaków i zapachów. Szczególnie można zaobserwować to na Południu Europy. Tam ludzie się nie spieszą; delektują się życiem, powoli rozpływają się w katatonii jestestwa. Kalorie to ich przyjaciele, bo jedzą i jedzą a wcale nie tyją; popijają to wszystko winem, smakują jego smak na języku i sprawiają, że połączenie potrawy i trunku poprawia im każdy dzień.

   Taką osobą jest Nana, bohaterka książki Niebezpieczne związki kulinarne. Bohaterka nie-główna, ponieważ jej rola polega tam tylko na jedzeniu i uprawianiu innych życiowych przyjemności. Nana ma męża, o którym nie wiadomo zbyt wiele; po prostu jest i jest zazdrosny o swoją piękną i apetyczną żonę. I ma ku temu powody, bo Nana zdradza go z Damoklesem i Dimitrisiem; mało tego, panowie są swoimi sąsiadami i gdyby nie przypadek, wcale nie wiedzieliby, że wspólnie przyprawiają rogi pewnemu anonimowemu dla nich mężowi mieszkającemu gdzieś tam w Atenach.  

„Nieszczęśliwym czas prędko mija.”

   Ich związek z Naną jest specyficzny i wbrew pozorom nie opiera się na miłości fizycznej – Nana przychodzi do domu swojego kochanka, zalega na łóżku i … je. Raczy się specjałami, niejednokrotnie każe się karmić i leży, pojękując cichutko nad każdym kęsem dania. I każdy z panów stara się stworzyć coraz lepszą potrawę, wywołać w ukochanej coraz głośniejsze jęki.
   Sytuacja komplikuje się w momencie, gdy Damokles i Dimitris dowiadują się o sobie; męska zazdrość jest niebezpieczna i wybuchowa, nic więc dziwnego, że zamiast dać sobie spokój z Naną, obaj postanowili walczyć o nią ze zdwojoną siłą. Zaczęli przygotowywać jej takie potrawy jak kurczak z piżmianem, karczochy po konstantynopolitańsku czy jagnię pieczone z ziemniakami. Ja nawet nie wiem co to piżmiano, nie mam pojęcia jak smakuje karczoch a jagnięcia nawet nie chciałabym spróbować, bo to takie miłe i kochane zwierzątko jak dla mnie a nie potrawa na talerzu.

„Mąż ma zobowiązania, kochanek przywileje.”

   Perypetie tego niecodziennego trójkąta miłosnego są przesmaczne; książeczka sama w sobie jest chudziutka, dlatego połyka się ją w przeciągu dwóch, trzech godzin. Oczywiście podczas lektury człowiek robi się diablo głodny, więc nie polecam jej osobom będącym na rygorystycznej diecie. Osobiście dzięki postanowiłam pogłębić nieco swoje codzienne menu i pokuszę się o zrobienie filetów z makreli z rusztu. Będzie światowo, a co!

   Podsumowując, Niebezpieczne związki kulinarne to pozycja, którą przeczytać należy. Choćby po to, aby zrozumieć, jak dla niektórych ważne jest jedzenie, jak można zafiksować się na punkcie ugotowania idealnych ziemniaków, czy przyrządzeniu najpyszniejszych mięs. Może ta lektura nauczy was – tak jak mnie – że trzeba czasami spróbować czegoś nowego, poznać nowe smaki. I że jedzenie faktycznie jest afrodyzjakiem. Tylko trzeba się trochę postarać przy jego przyrządzaniu.

   A wy? Jakie najdziwniejsze potrawy jedliście? I czy uważacie, że jedzenie może być sensem życia? Piszcie!


61 komentarzy:

  1. Bardzo znany cytat, od zawsze wzbudzał uśmiech na mojej twarzy.
    Coś jest z tym jedzeniem, że może uzależniać na maksa ;)
    A książkę na dwie godzinki z chęcią bym "zjadła".
    Pozdrowionka serdeczne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, książka dla mnie,aż się nie mogę doczekać przeczytania:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O! jako fanka kulinariów z chęcią przeczytam:) Cielęcinę bardzo lubię, choć to dość rzadko spotykane mięso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jadłam i - jak wspominałam - chyba nie byłabym jej fanką :)

      Usuń
  4. Ja jestem zdecydowanie tym drugim typem, żyję aby jeść. :D Ja też z wiekiem doceniam "inne" smaki, bardziej urozmajcone i zdrowe, jednak czasem mam ochotę po prostu na kotleta ze schabowym czy frytki z ketchupem.
    Jej, też chciałabym jeść i nie tyć! Niestety tak nie mam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak nie mam, chociaż przez dwadzieścia lat tak miałam :)

      Usuń
  5. Nie czytałam tej książki, ale chyba powinnam - może dowiem się czegoś więcej o postrzeganiu jedzenia przez innych ;)
    Najdziwniejsze danie jakie jadłam, a zdarzyło mi się to kilka razy w dorosłym życiu to był obiad u mojej mamy, która jest kiepską kucharką i sama nie była w stanie powiedzieć co ugotowała ;) Jedząc u mojej Mamuśki modlitwa przed posiłkiem nabiera innego wymiaru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobre :) a Ty za to jesteś mega kucharką - widzisz jakie te geny przewrotne?
      Robię właśnie szarlotkę z Twojego przepisu :)

      Usuń
    2. Talent, jeśli tak to mogę nazwać, mam po Babci :)
      Daj znać jak szarlotka :)

      Usuń
  6. Chyba książka nie dla mnie, bo ciągle byłabym głodna podczas czytania. :D A co jadłam najdziwniejszego? Sama nie wiem, nie przywiązywałam do tego nigdy większej uwagi. I jako, że kucharka ze mnie żadna, to i jedzenie słabym tym sensem mojego życia. ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedzenie ma nas odżywiać a przy okazji powinno smakować by sprawiało przyjemność :) A do książeczki bym zajrzała z ciekawości :)

    Najdziwniejsza rzecz??? Nie chcę tego wspominać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zaintrygowałaś mnie :) Czyli co to było? :P

      Usuń
  8. Ja chyba jestem właśnie typem osoby dla której punktem kulminacyjnym jest obiad a jak już go zjem to zastanawiam się co dobrego zrobić na kolację ;) Książka trochę dla mnie niebezpieczna bo pewnie cały czas była bym głodna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale popatrz na to tak - miałabyś pomysł na nowe potrawy :)

      Usuń
  9. Ja zdecydowanie bez jedzenia bym nie dała rady przeżyć, i dosłownie i w przenośni. Ale raczej gustuję w takich potrawach jak ty. Fryteczki, pizza, makaronik... No chyba że mi ktoś zrobi coś bardziej wyszukanego xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makaroników tak bardzo nie lubię :) nudzą mnie :D

      Usuń
  10. Ja zdecydowanie żyję po to, żeby jeść :) Uwielbiam oglądać Master Chefa i Kuchenne Rewolucje :)
    Zapraszam natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Master Chefa nie lubię :) ale Piekielną Kuchnię bardzo :)

      Usuń
  11. Nie każdy nadaje się do tego, żeby jedzenie stało się jego światem.
    Ja należy do osób pośrednich - lubię nowości, nowe smaki i przepisy, ale na co dzień bazuję na tych podstawowych potrawach, które zawsze wychodzą i są pyszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z tymi sprawdzonymi potrawami mam tak, że zwykle wychodzą a jak jest okazja i wyjść MUSZĄ, to się nie udają :(

      Usuń
  12. Dla niektorych jedzenie to sens zycia np. w przypadkach samotnosci, samokrytyki wobec siebie itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo dlatego, że po prostu lubi się smakować nowe rzeczy :)

      Usuń
  13. A dla mnie wbrew wszystkiemu jedzenie nie jest takie ważne. W sumie potrafię przeżyć cały dzień bez jedzenia, ale za to na kolację pochłaniam ile wejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak potrafię, ale potem się robi przez to oponka :P

      Usuń
  14. Dla mnie jedzenie nie jest sensem życia, ale rozumiem tych, którzy tak myślą.
    Niespotykany i dziwny dla mnie był tort krewetkowy, który jadłam w Szwecji na 18 urodziny córki pana domu...
    Nie był słodki i był bardzo smaczny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tort z krewetek... hm, chyba bym nie chciała spróbować :)

      Usuń
  15. Cudeńko! I te imiona! Mam tylko pytanie w jakich czasach się dzieje ta książka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest z 1998 roku i wtedy dzieje się ta akcja :)

      Usuń
  16. Ciekawie się zapowiada :)
    http://fasionsstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Tytuł zachęca, okładka przyciąga, a fabuła mnie zaskoczyła. Świetne cytaty tak na marginesie :). Uwielbiam gotować.

    Pozdrawiam serdecznie
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się uczę gotować :) powoli, ale do przodu :)

      Usuń
  18. Lubię jeść, ale nie znoszę gotować i wątki kulinarne w powieściach raczej mnie męczą niż ciekawią. Niemniej ta specyficzna relacja między bohaterami wydaje mi się na tyle dziwaczna, że być może sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię czytać o jedzeniu :) chociaż źle to na mnie wpływa, bo potem zaczynam jeść :D

      Usuń
  19. Ja uwielbiam jeść, ale sens życia to trochę za dużo powiedziane :P Choć takie bardzo wyszukane dania są nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sama nie tyle uwielbiam jeść, co gotować oraz piec :)
    Książka zdecydowanie przykuła moją uwagę i bardzo chętnie ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja jednak jestem fanką gotowania i wymyślnych dań ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Narobilas mi smaka na duszona cebulkę z kiełbaska ;) ja tam lubię proste i smaczne potrawy, których przygotowanie nie zajmuje pół dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeść uwielbiam, ale gotować już nie za bardzo. Jestem więc skazana na to co ugotują mi inni, a na szczęście na moich domowych kucharzy narzekać nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Coś czuję, że przeczytanie tej książki wiele by mi dało. ;)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie przepadam za wątkami kulinarnymi w książkach- tzn dla mnie są obojętne, raczej też jem, aby żyć (nie odwrotnie), ale historia trójkąta miłosnego- może kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  26. jedzonko to moja druga miłość :P

    OdpowiedzUsuń
  27. O nie, to stanowczo nie jest książka dla mnie :D Załamałabym się, bo żyję na wspólnej kuchni, która do tego wiecznie jest brudna, co skutecznie zniechęca do wyczynów większych niż podgrzanie gotowych pierogów. Czasami mam nagłe odpały, żeby ugotować coś niesamowitego, zacząć odżywiać się jeszcze inaczej - cały czas szukam swojej drogi kulinarnej, jak najdalszej od tradycyjnej polskiej kuchni, mięsa, ziemniaków i tym podobnych. Na szczęście szybko mi to mija i wracam do swoich pierogów, ryżu z dżemem i podobnych wykwintnych potraw :D

    OdpowiedzUsuń
  28. ja też chyba do tej pierwszej grupy się zaliczam. Czasem zjeść coś lepszego lubię,owszem. Ale żeby szaleć jakoś specjalnie na punkcie jedzenia i tym bardziej tworzenie tego jedzenia? nie,nie moja bajka :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja zdecydowanie jem po to, by żyć. Mam swoje ulubione smaki i ich się trzymam. Nie lubię próbować nowych potraw, szczególnie egzotycznych. Nic na to nie poradzę, jak mi nie smakuję, to nie przełknę. A co do książki - pewnie bym przeczytała, jakbym miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Masz coś wspólnego z moim Mężem - ta kiełbaska z cebulką :) Ja pojeść lubię. Gorzej z gotowaniem. Gotuję, bo trzeba żyć. A do książki chętnie bym sięgnęła. A i w innych wpisach znalazłam już coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  31. My kiedyś z mężem przeszliśmy rozmowę o sensie życia (na kacu ;p) doszliśmy do wniosku, że człowiek pracuje, by móc zarobić na jedzenie, je by mógł żyć, wydala jedzenie i tak w kółko. Doszliśmy do wniosku, że sensem życia jest żarcie i sranie :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Z chęcią bym przeczytała tylko zastanawiam się ile bym w tym czasie zjadła :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Znam kilka osób, które mają hopla na punkcie jedzenia i dla nich jest ono sensem ich życia. :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  34. uwielbiam Cię! :)

    nicoolsblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Mnie jedzenie często kojarzy się ze spotkaniem , z pielęgnowaniem więzi, sobotnie śniadanka z ukochanym, obiad u mamy, kolacja dla znajomych... :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja to jestem bezproblemowa jeśli chodzi o jedzenie - sama nie gotuję, ale za to zjem prawie wszystko co zostanie mi ugotowane! Więc jak mój mąż będzie spełniał swój obowiązek w kuchni to ja może pozwolę dostąpić kochankowi zaszczytu przywilejów - a tak całkiem serio, to oczywiście jak już będę miała tego swojego męża (jeśli będę go miała :D) to będę mu wierna, że wierna! :D

    Pozdrawiam serdecznie, a za książkę na razie podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Zaciekawiła mnie ta książka :)
    Ja co prawda lubię gotować i eksperymentować w kuchni, ale aż takiego hopla na punkcie jedzenia nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Mam swoje ulubione smaki, do których zawsze wracam i których nigdy się nie wyrzeknę (na przykład obezwładniająco słodkie daktyle z kawą <3), z kolei do innych też musiałam dorosnąć. Poza tym lubię typowo dziecięce łagodne smaki - do pełni szczęścia wystarczą mi biszkopty z mlekiem :)

    "Niebezpieczne związki kulinarne" mogą rzeczywiście zaszczepić porywy podniebienia ku wysublimowanym smakom, a szczerze przyznam, że książki tak pełnej smaków nie miałam jeszcze okazji czytać. Chociaż nieco onieśmieela mnie perwersja uczt, jestem mocno zaintrygowana menu układanym przez zazdrośników :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Ja lubię jeść. Może nie jestem grubasem z ważywszy na pochłaniane porcje, ale też już do dawnej chudzinki sporo mi brakuje;)W każdym razie, zauważyłam, że wielu ludzi jedzenie traktuje jako sens życia xD w sumie jeśli kontrolują i nie popadają w otylość czemu nie? można sobie z tego zrobić pasję, albo coś, ja zauważyłam, że nie mam taki pasji - dochodowej xD

    OdpowiedzUsuń
  40. Gruby temat. Sięgnę po tę pozycję, ale mam pewne opory. :D

    OdpowiedzUsuń