23 mar 2016

# Jeżycjada "Noelka" i złap licznik, czyli dobijamy do stu tysięcy!


   Pora trochę nie taka, bo wiosna zaczyna się za oknem, ale cóż poradzić, cykl rządzi się własnymi prawami. Dzisiaj środka, więc czas na kolejną – siódmą już – część Jeżycjady. Oto przed wami „Noelka”, moja ulubiona część sagi.

   Elka Stryba jest rozpieszczonym, ale nie zepsutym dzieckiem. Chociaż dzieckiem ciężko już ją nazwać, bowiem Elka kończy szkołę średnią i niedługo wyfrunie z rodzinnego gniazda, zostawiając tam swojego ojca Grzegorza i dwóch stryjów, Cyryla i Metodego. Kiedy jednak poznajemy Elkę jest 24 grudnia 1991 roku i cała akcja tej części Jeżycjady odbywa się właśnie w ten magiczny, świąteczny dzień.

   Różnorakie przypadki powodują, że Elka w ten wyjątkowy wieczór, zamiast siedzieć grzecznie przy wigilijnym stole wśród bliskich, wędruje od domu do domu przebrana za Aniołka i pomaga Gwiazdorowi roznosić prezenty. A owym Gwiazdorem – czyli inaczej mówiąc świętym Mikołajem – jest dobrze nam znany z „Kłamczuchy” Tomcio, syn Tosi i Marmeta, lekarza, który uratował kiedyś życie mamie Borejko.

   Tomcio był brzydkim dzieckiem i żadne czary u niego nie zadziałały i wyrósł na niezbyt atrakcyjnego młodzieńca; nie oczekiwał więc ani przez chwilę, że śliczna Elka zwróci na niego uwagę, szczególnie, że akuratnie oczarowana była Baltoną, także znanym już z poprzednich części. Jednak wtedy Baltona był Bobciem i wzniecał pożar na balkonie, bawiąc się w cesarza Nerona. Ach, jakże ja uwielbiam te Borejkowe powiązania – wszystko pięknie się ze sobą łączy.

   Dzięki tym wędrówkom Elki i Tomka po domach możemy zajrzeć na chwilę do mieszkań prawie wszystkich wcześniejszych bohaterów. Ida szykuje się do ślubu, który ma odbyć się nazajutrz, Patrycja ani myśli dorastać a Natalia nadal pogrążona jest w tajemniczym świecie nostalgii i melancholii. Gabrysia wychowuje samotnie dwie córki – Różę i Laurę – i zdaje się być pogodzona z losem, który rzucił jej dużo kłód pod nogi. W Gabrysi najwspanialsze jest to, że zdaje się ona przełykać wszelką gorycz losu bez trudu i najada się tymi nielicznymi kryształkami słodyczy, które otrzymuje od życia. Po wielu latach od powtórnego odejścia Pyziaka, Gabriela jest gotowa na nowo otworzyć swoje serce i wpuścić do niego Grzegorza, człowieka równie poturbowanego przez życie jak i ona.

   Powróćmy jeszcze na chwilę do rozhisteryzowanej Idy, która przeżywa swój ostatni dzień panieństwa. Zamiast odpoczywać i robić regenerujące zabiegi na twarz i włosy nasza ruda szalona kobieta dramatyzuje, że ślubu nie będzie, gdyż nie posiada ona odpowiednich bucików. Cóż, Ida Borejko jest chyba najbardziej podobnym do mnie stworzeniem z literatury, dlatego też nie zdziwię się kiedy i ja będę szukała butów 30 czerwca roku następnego. Chwała Bogu, że nie ma szans, abym dorobiła się do tego czasu dwóch małych, wrednych siostrzenic, które pocięłyby mi welon, jak było to w przypadku biednej Idy.

„- O siódmej będzie tu Marek z matką – powiedziała histerycznie Ida. - Zróbcie coś ze sobą, rany Julek, żebyście choć przez dwie godziny wyglądali na ludzi normalnych. Dlaczego u innych ludzi zawsze wszystko gra i ojciec rodziny nigdy nie leży w Wigilię na podłodze owinięty brudnymi szmatami?!
- Skąd wiesz – spytał nagle ojciec Borejko z melancholią. - Może leży.
- Kto...? - zdziwiła się Ida.
- Ten ojciec – odparł ojciec.
- Jaki?!
- Ten owinięty szmatami. U tych innych ludzi.”

   Razem z Elką i Tomkiem odwiedzamy Hajduków, a także Anielę i Bernarda, którzy doczekali się bliźniąt płci męskiej, identycznych i wesołych, niczym szczere złoto. Trzeba przyznać, że Pawełek i Piotruś odziedziczyli po swoich rodzicach to co najlepsze – czyli szaleństwo w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

   Najpiękniej jednak nadal jest u Borejków, bo gdzieżby indziej mogło być cudowniej? Wprawdzie i u Dmuchawca święta są piękne, spokojne i niczym z świątecznych kartek, jednak całe przedstawienie rozgrywa się w niewielkim pokoju na Roosvelta 5, gdzie wszyscy tłoczą się przy wigilijnym stole i gdzie dziękuję Bogu za kolejny rok bycia razem. Wspominałam wam kiedyś, że moją ulubioną chwilą świąt jest ten moment tuż przed wieczerzą, kiedy jest czas, żeby podsumować sobie wszystko to, co się w poprzednim roku wydarzyło; pogodzić się z wszelkimi porażkami i podziękować nieznanej sile za wszelkie szczęścia. Ten nawyk, ta coroczna chwila wzięła mi się właśnie z „Noelki”, kiedy to Mila w ciszy dziękuje za całą swoją rodzinę, która – co by się nie działo – w ten jeden dzień zbiera się dookoła wigilijnego stołu i razem z nią dzieli się opłatkiem.

„Prezenty przed odpakowaniem są najpiękniejsze. A cel jest najwspanialszy tuż przed tym, nim się go osiągnie. A ktoś, na kogo bardzo się czeka, jest najmilszy tuż przez tym, nim przyjdzie. To są właśnie najlepsze chwile życia.”

Aż mi się zachciało świąt...


Schodząc na ziemię – jak widzicie, licznik wejść na bloga wskazuje ponad 96 tysięcy. I czas na szybki konkurs – osoba, która prześle na mojego maila (tosia.antonina@o2.pl) zdjęcie screena z magiczną liczbą 100 000 wygra książkę- niespodziankę! I czekoladę, co by wam kilogramów przybywało!


45 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że do tej pory ta część przedstawia najbardziej prawdopodobną historię ze wszystkich :>
    Teraz będę siedziała i czatowała złapię ten licznik jak Pokemony! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, łap, łap, może akurat to będzie Twój Pokemon :D

      Usuń
  2. Czatowanie na licznik czas zacząć:)
    Czytałam, oj,świetna część:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam tę okładkę, ale nie kojarzę czy ją czytałam, czy tylko gdzieś mi mignęła ta pozycja :O

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój cykl ciągle mi przypomina, że też miałam czytać Jeżycjadę w tym roku i utknęłam po pierwszym tomie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam, ale zaciekawiłaś mnie tą całą serią Jeżycjady. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na co Ty jeszcze czekasz? :)

      Usuń
    2. Muszę skończyć swoje zapasy i wtedy będę brała się za te polecane z blogów. :)

      Usuń
  6. W życiu bym nie powiedziała, że ten cykl już ma 7 odsłon :) Super!
    Ta część tak jak większość przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tej części nie czytałam, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  8. A już się miałam pytać, gdzie ten licznik ale to na komórce mi się nie wyświetlało;p a na laptopie już widzę;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety na komórce nie działa ;/

      Usuń
    2. A szkoda, bo pewnie przegapię ten moment.

      Usuń
  9. Chyba nie doszłam do tego tomu. Moja biblioteka miała tylko niektore toy Jeżycjady, a potem chyba wyrosłam z książek Musierowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to ja nigdy nie wyrosłam z tego cyklu :)

      Usuń
  10. Niezwykle ciekawy blog. Warto regularnie tutaj zaglądać. Pozdrawiam serdecznie, Oliwia Mrozowicz. http://oliwia-mrozowicz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezwykle ciekawy blog. Warto regularnie tutaj zaglądać. Pozdrawiam serdecznie, Oliwia Mrozowicz. http://oliwia-mrozowicz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale fajny konkurs wymyśliłaś. Bardzo mi się spodobał :) Trzymam kciuki żeby ta magiczna liczba szybko się pojawiła :)
    A recenzja jak zwykle świetna. Mam jednak nadzieję, że tych butów nie będziesz tak na ostatnią chwilę poszukiwać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzy, żeby się pojawiła jeszcze w marcu ^^

      Ha, ze mną to wszystko możliwe :)

      Usuń
  13. ło, jak wygraną ma być czekolada to nie biorę udziału:P nie po to katuje się ćwiczeniami, by później szamać czekoladę:P

    i co środowy dowcip:D
    Dwaj przyjaciele piją piwo, rozmawiając o życiu:
    - Czesiu, mam dla ciebie dwie wiadomości: dobrą i złą.
    - Zacznij od złej.
    - Nasze żony tak się zaprzyjaźniły, że stały się lesbijkami.
    - O, kurde! A ta dobra wiadomość?
    - Coraz bardziej mi się podobasz, Czesławku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, przygotowanie do ślubu czas zacząć na poważnie:P

      Usuń
    2. Dzisiaj już zamówiłam florystkę to z butami poczekam na przyszły rok :D

      Pf, kupiłabym Ci czekoladę dietetyczną :D

      Usuń
  14. Nie cierpię tej książki. Ogólnie cały cykl jest nie dla mnie... przeczytałam tylko Noelkę i Kłamczuchę, jakbym miała przeczytać coś jeszcze to bym się załamała.

    OdpowiedzUsuń
  15. PRzeczytałam Małomównego i rodzine i zdedycowanie nie przypadł mi do gustu tak, żeby czytać resztę

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Małomówny" jest poza cyklem, więc to może dlatego :) spróbuj przeczytać "Szóstą klepkę" pierwszą część :)

      Usuń
  16. Niezła ta zabawa w licznik, spróbuję złapać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jedynie co czytałam Małgorzaty Musierowicz to "Czarna polewka". Książka niestety niezbyt przypadła mi do gustu, dlatego nawet nie sięgałam po inne działa tej autorki.
    /foxydiet.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznaję, nie czytałam żadnej książki tej autorki ale opowieść ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hah! :D Oby szybko ta liczba weszła. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Spróbuję swojego szczęścia w złapaniu licznika.

    OdpowiedzUsuń
  21. Może uda mi się zapolować na licznik :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam tą część! Głównie przez ten motyw chodzenia po domach - zawsze o tym marzyłam, żeby tak sobie chodzić, patrzeć jak żyją inni ludzie, czy tak jak ja czy całkiem inaczej, poznawać ich historie, problemy. I w tym roku udało mi się spełnić to marzenie, też w okresie świątecznym, chociaż na aniołka jestem za brzydka, więc chodziłam jako ministrant...:D
    Świetnie rozumiem problemy Idy! Kupowanie butów to jest koszmar i między innymi po lekturze tej książki stwierdziłam, że pójdę do ślubu w przemalowanych glanach... W ogóle nie mogłam wyjść ze zdumienia, ze losy tych wszystkich ludzi tak się łączą - z punktu technicznego to strasznie trudne do ogarnięcia czy zaplanowania.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak więc do następnej środy :) A wiesz jakie jest ulubione ciasto pracodawcy? Tyrajmisiu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zawsze wracam do tej części przed Bożym Narodzeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wyobraź sobie, że na chwilkę miałam przerwać czytanie Twojej recenzji, aby wyskoczyć do kuchni i dolać sobie coś do picia, ale postanowiłam, że przeczytam jeszcze jedną linijkę, i jeszcze, i kolejną... i nagle znalazłam się na końcu recenzji. Bardzo przyjemnie mi się czytało i tak świątecznie się zrobiło. :)) jako dziecko przeczytałam kilka części Jeżycjady. Teraz, po wieeeelu latach myślę, by do nich (choćby do części) powrócić. Ale zacznę od "Feblika", którego niedawno sprawiłam w prezencie córci. :))

    OdpowiedzUsuń