8 lut 2018

Makabryczna książka dla dzieci, czyli czy można straszyć dzieci?


   Zaznaczę na początku - bo matki to stworzenia waleczne i lepiej z nimi nie zaczynać – ten wpis należy potraktować lekko ironicznie, lajtowo. W końcu jego autorką jest kobieta, która potomstwa jeszcze nie posiada.

   Wczoraj moja mam przyniosła do domu książkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo my obie znosimy do domu ciągle jakieś książki i dlatego mamy coraz mniej miejsca, bo nasze 48 metrów kwadratowych jest nieproporcjonalnie małe do wielkiej pasji czytania.
Ale nietypowa była książka – stara. Chociaż nie do końca wypada mówić o książce, że jest stara. To tak, jakby powiedzieć to kobiecie w twarz, szczególnie takiej, która faktycznie wygląda na swoje pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt zim. Bo przyniesiony egzemplarz faktycznie na swoje lata wyglądał i pachniał – kurzem, starą szafą, w której był zamknięty i zapomnieniem.

   Ale teraz spróbuję przywrócić ją do żywych, bo warto. I jestem ogromnie zdziwiona, że nikt jeszcze nigdy o niej na blogach nie napisał – a przynajmniej ja nie zauważyłam. Proszę państwa, oto książka o przestrogach, bardzo makabrycznych!

   Obecnie istnieje pogląd, że dzieci nie wolno straszyć. Bo mają słabą psychikę, bo mogą się moczyć w nocy, bo są delikatne i w ogóle to lepiej obchodzić się z nimi jak z jajkiem. Cóż, jestem jeszcze z tego pokolenia, w którym można było wbić sobie w udo wielki patyk i nikt nawet nie pomyślał o jechaniu na pogotowie – tak, wbiłam sobie kiedyś patyk w udo, mam bliznę do dziś – a krew z rozbitego kolana była czymś normalnym i tylko patrzono, czy dziecko nie krwawi na wyjątkowo ładne ubranko, które było prezentem od cioci z Ameryki. 

    Dzisiaj się chucha, dmucha, uważa i przestrzega przed wszelkimi niebezpieczeństwami i może sama będę tak robiła, kiedy dorwie mnie już grom macierzyństwa. Nie wiem, dam Wam znać za kilka lat. W każdym razie ta książka, o której dzisiaj piszę, jest jak dla mnie lekturą obowiązkową dla każdego dziecka, które już mniej więcej rozumie co się do niego mówi. Bo w dość straszny sposób uczy dzieci jak nie powinno się zachowywać. A wszystko w formie dla dziecka miłej, a więc wierszyków.

   Jedna z historii dotyczy Zyzia, który nie posłuchał ostrzeżenia drwala i mimo to poszedł do rwącej rzeki – bo wiecie, Zyzio był niegrzeczny i za nic miał sobie to, co mówią dorośli. Kiedy doszedł już nad brzeg postanowił popastwić się na Bogu ducha winną rybą i chciał ją złapać w swoje małe, dziecięce ręce. Niestety – bo to książka makabryczna jest – Zyzio wpadł do wody i:

„Zniknął w wodzie Zyzio mały,
Ryby po nim zapłakały,
Drwal zapłakał też na brzegu
I rodzina z nim w szeregu.”

   Tak, wiem, nie ładnie takie historyjki wymyślać i recenzować, bo Zyzio jednak poszedł dramatycznie na dno i nigdy z niego nie wrócił, ale powiedzcie mi szczerze? Czy kiedy wiedzieliście, że w szafie czają się potwory, to zaglądaliście do niej w środku nocy? Nie, bo się baliście, że coś Was tam wciągnie i pożre kawałek po kawałku. Później pojawiły się „Potwory i spółka” i teraz dzieci non stop siedzą w szafie i czekają na miłego i futrzastego nie-potwora, z którym będą mogły się pobawić.
A czasami może lepiej się bać? Bo wtedy uniknie się popełniania głupstw, które mogą zaważyć na całym życiu. Dziecku nie wytłumaczysz, że skakanie z balkonu może ewentualnie rodzić pewne konsekwencje, które będą przykre dla jego zdrowia. Lepiej chyba powiedzieć, że skakanie z balkonu może spowodować, że kark mu się złamie.
    Tam nie chodziło o samo pójście nad wodę, tylko pójście tam bez opieki dorosłych, szczególnie, że oni przed tym przestrzegali. A lepiej żeby dzieci nie chodziły tam, gdzie jest niebezpiecznie i wiedzą, że tam chodzić nie wolno . 

   Jeżeli lubicie czarny humor – a większość z Was zapewne go lubi – to jest to książka dla Was. A jeśli dzieci mają Wasze geny i też rozumieją groteskę, albo po prostu chcecie je ustrzec – to możecie poczytać z nimi tą książeczkę. Ze swojej strony polecam. U mnie stanie na honorowym miejscu na półce. Najwyżej będę wyrodną matką. 


46 komentarzy:

  1. Terapia szokowa może być najlepszą opcją dla niesfornych dzieciaków - może chociaż połowa z nich dwa razy by się zastanowiła. Albo chociaż raz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ten jeden raz zastanowienia się może dużo dobrego zdziałać :)

      Usuń
  2. Uważam, że to wcale nie jest zły pomysł, bo po pierwsze - dzieciaki chętnie sięgną po coś takiego ;), a po drugie, nie uchronisz go przed przemocą. W kreskówce ma jej więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie nie rozumiem jak niektórzy mogą burzyć się na tę książkę i ochoczo włączać dziecko kreskówki...

      Usuń
  3. Mam tą książkę i czytałam ja jako dziecko, jakoś mi nie zaszkodziła na psychikę, poza tym, że rozwinęła wrodzony czarny humor i cynizm :D Mój tata też uważał, że jest świetna, i specjalnie mi ja wyciągnął z jakiś dziwnych, rodzinnych zasobów książek. Oczywiście nawet jako dziecko nie traktowałam tych historyjek na poważnie, to znaczy jako przestróg, raczej doceniałam jak są świetnie napisane i zilustrowane. Więc jako terapię szokową dla niegrzecznego dziecka nie polecam, ale do wykształcenia specyficznego gustu może się przydać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja jej nie miałam i żałuję :(
      Moje dziecko pewnie będzie cyniczne i ironiczne po mamie, ta książka tylko to pogłębi :D

      Usuń
  4. Czarny humor? To coś dla mnie! :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wyrodne matki z was będą, jak i ze mnie? :D

      Usuń
  5. Ja jestem zdania że trzeba uświadamiać dzieci nawet jeśli to będzie straszenie, a raczej przestroga. W wielu przypadkach lepiej uczyć się na cudzych błędach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo matko cos zdecydowanie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że tak wam przypadła do gustu ^^

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ciężko ją dostać, ale jak się chce, to można znaleźć :)

      Usuń
  8. Nie jestem matką i przez najbliższych kilka lat nie planuję być, ale uważam, że ta książka to troche przesada. Nie jestem zwolenniczką nadmiernego "chuchanie i dmuchania" na dzieci, ale uważam, że o tym jak się należy zachowywać, czego nie powinno się robić, jakie są zagrożenia i konsekwencje trzeba po prostu rozmawiać, a nie bawić się w jakieś wierszyki rodem ze średniowiecza. A jeśli już książka to istnieją takie, które w nieco inny sposób uczą dziecko, czego nie wolno robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkopuł w tym, że pięcio- czy sześcioletnie dziecko nie zrozumie pogadanki o konsekwencjach :) wierszykami łatwiej do niego trafi. I są z XX wieku, nie z średniowiecza ;)

      Usuń
  9. Nie znam się na dzieciach i ich wychowaniu, ale nie przestrzeżemy maluchów przed wszelkim złem. I takie książki są potrzebne :) Ja sama dałabym ją dziecku do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam jeszcze dzieci. Ale to ciekawa forma nauki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo, myślę, że ta książka jest przydatna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Można straszyć i tak będą się bały czego innego o czym nie wiemy. Kiedyś babcie opowiadały straszne bajki na dobranoc i też dobrze było :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie, raczej ta metoda do mnie nie trafia. Nie jestem matka, ale nie pochwalam straszenia. To nie metoda.

    OdpowiedzUsuń
  14. Coś innego i warto spróbować w razie jak inne metody zawiodą.

    OdpowiedzUsuń
  15. Każde dziecko jest inne - myślę, że moja Córa raczej by się nie przestraszyła...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa propozycja. Z chęcią zapiszę tytuł. ;)
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  17. fajna książeczka, niekonwencjonalna :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ojej... co Ty czytasz :O Trochę straszna, ale warto zwrócić na nią uwagę :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Great post dear, great book. <3
    You have a lovely blog, maybe follow for follow ? :)
    https://belyfashionadress.blogspot.ba/

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jednak z rodziców, którzy nie straszą - ale za to dużo rozmawiamy, po partnersku, jak dorośli. Dziecku czasem trudno wytłumaczyć konsekwencje, bo śmierć jest dla nich do pewnego momentu pojęciem abstrakcyjnym, ale... myślę, że udaje mi się.

    OdpowiedzUsuń
  21. Hmm, faktycznie, ja także nie czytałam o niej. Chyba się skuszę :)

    Miło/ść

    OdpowiedzUsuń
  22. Uważam, że dzieci trzeba uczyć i przestrzegać. W życiu trzeba się bać bez względu na wiek, bo są na ziemi rzeczy większe od nas zwykłych ludzi, których nie jesteśmy zwalczyć! A takie dziecko - to nie jego wina, że jest ciekawe świata. A jak ma odróżnić dobro od zła, jeśli rodzic go tego nie nauczy!

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mam dzieci i ciężko mi się wypowiadać, czy dałabym mojemu dziecku taką książkę do przeczytania, ale co do tego, że teraz przesadnie dmucha się i chucha na dzieci to się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zafascynowałaś mnie tą pozycją. Muszę ją zdobyć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  25. Oo niezła ta książka, jeszcze do dzieci raczej daleko, ale taką to sama z chęcią bym przeczytała :).

    OdpowiedzUsuń
  26. Może dlatego teraz dzieci i nastolatkowie mają słabą psychikę, bo właśnie się na wszystko dmucha i chucha...

    OdpowiedzUsuń
  27. O właśnie... jeszcze nie posiada!
    Mi się wydawało, ze wbijam kamień w rękę i wciąż tam jest. xD Ile to razy się w dzieciństwie stłukło kolana... :')
    Też się bałam potworów z szafy.
    Jaką wyrodną matką!? Taka książka to swego rodzaju skarb. Wierszyki łatwo wchodzą tym małym łebkom do głowy, co by prędzej się czegoś nauczyły. Zaraz podeślę tytuł koleżance, która ma drugie dziecko w drodze.

    OdpowiedzUsuń
  28. Pf, mi babcia odkąd pamiętam (3-4 lata?), opowiadała historyjki grozy, o duchach, trupach i nie wiadomo czym jeszcze. Raczej nie mam żadnej traumy, a właściwie to do dzisiaj lubię horrory :) Tak samo, jak mama opowiedziała mi że pijany kierowca zabił 4 dzieci i to niedaleko on naszego domu, to grzecznie chodziłam przy zewnętrznej tronie chodnika a jak ktoś za szybko na moje oko jechał to nawet i z chodnika schodziłam jak najdalej od ulicy. A samo gadanie że trzeba chodzić chodnikiem, jakoś średnio na mnie działało...

    OdpowiedzUsuń
  29. w sumie wszystko zależy od wrażliwości dziecka. ja nie byłam wychowywana jak jajko, ale jednak straszenie nie znosiłam...sama mam dwójkę dzieci i wydaje mi się, że na dzisiejsze standardy daleko mi do rozpieszczającej mamy, jednak pewne prawdy staram się jednak przekazywać nieco inaczej

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedyś też straszono dzieci wodnikiem szuwarkiem... sama pamiętam, jak zabranianio mi sie nachylać nad potoczkiem, takim co to woda do kostek sięgała;) nie bałam się wody, ale bałam się, że jakiś wodnik podpłynie i mnie wciągnie. Co lepsze - nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić jak taki wodnik miałby wyglądać i chyba to było najgorsze;)
    Czasem taki "kopniak" w postaci nastraszenia działał dużo silniej niż jakiekolwiek logiczne argumenty i grzeczne prośby.
    Ciekawa lektura:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ale rewelacyjna książka, muszę ją dorwać!

    OdpowiedzUsuń
  32. Właściwie ciekawa książka, z chęcią bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  33. I have not heard about the book, but after this review I want to read it

    https://clicknorder.pk online shopping in pakistan

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja uważam, że najlepiej z dzieckiem jest rozmawiać niż dziecko straszyć :)

    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń