Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty

25 wrz 2015

TOP 10 - Moje ulubione seriale.

   Położyłam się spać o trzeciej nad ranem a o piątej obudziła mnie burza tak intensywna, że aż okna w pokoju mi się trzęsły. Oczywiście nie mogłam później zasnąć, bo wyładowanie atmosferyczne wpływają na mnie nieciekawie i się wierciłam w łóżku aż do ósmej, kiedy to stwierdziłam, że nie ma sensu i trzeba wstać.
   Leżąc tak i słuchają uderzeń deszczu o parapet wpadłam na pomysł, by z okazji weekendu podzielić się z wami moimi ulubionymi serialami, które kiedyś oglądałam i/lub oglądam nadal. Gotowi?


  1. „Zwariowany świat Malcolma” - tego serialu w ogóle na tej liście być nie miało, bo zaczęłam go oglądać ledwie kilka dni temu (przymuszona psychicznie przez roztapiające moją duszę spojrzenie chłopaka). To historia o typowym małżeństwie szczęśliwie obdarzonych przez Boga czterema synami – nie, nie przypominają „Rodzinki.pl”. Reprezentują sobą wszystko to, co dzieje się pod naszym dachem a wstydzimy się przyznać do tego publicznie, jak na przykład brak umiejętności wychowania dzieci czy też permanentny bałagan w całym domu. Ten serial to świetna rozrywka i ukojenie dla duszy nie-idealnych matek, które zadręczają się, gdy widzą perfekcyjną kuchnię pani Boskiej i porównują ją ze swoją.


  1. „House” - swego czasu, jeszcze w liceum, razem z koleżanką miałyśmy bzika na punkcie tego cynicznego doktora. Moja fascynacja sięgnęła zenitu, gdy za 49 zł kupiłam książkę o filozofii tego serialu. Oczywiście nigdy jej nie przeczytałam, bo nic fascynującego w niej nie było, nie mniej przyznać muszę, żem kochała go kiedyś miłością serialową. A może nie tyle jego, co jego chłodny, ironiczny umysł.


  1. „Arrow” - to historia o człowieku, który z złotego chłoptasia szastającego milionami stał się atletycznym i opanowanym wojownikiem sprawiedliwości (to zdanie powinno znaleźć się w opisie serialu.) Przebywając na wyspie pełnej skośnookich podejrzanych i uzbrojonych ludzi, nauczył się posługiwać strzałą i łukiem w taki sposób, że po powrocie do społeczności potrafi za pomocą jednego naciągnięcia cięciwy zaprowadzić spokój.
    Ze skruchą przyznaję, ze jestem sezon do tyłu, ale nadrobię. Kiedyś.


  1. „Przyjaciele” - kiedy bili rekordy popularności ja interesowałam się „Odlotowymi agentkami” i ani w głowie mi było podążać za tłumem i zakochać się w tym serialu. Później, kiedy o nim przycichło a Jen Ainston była bardziej znana z pełnometrażowych filmów, niż z roli wkurzającej Rachel, ja zaczęłam go oglądać (nie ma to jak umiejętność nie podążania za modą.) I dopiero wtedy się zakochałam w historii tych młodych nowojorczyków, którzy hodują kaczkę i kurę we własnym mieszkaniu i rodzą dzieci swojemu bratu. Chociaż nadal upieram się przy tym, że Rachel i Ross to najgorsza para wśród wszystkich par serialowych – ale spokojnie, i na ten temat powstanie ranking.


  1. „Pamiętniki wampirów” - sypię głowę popiołem i przyznaję, że to oglądam. Mimo że nie jestem nastolatką i mimo że nie lubię Eleny i Bonnie, ale kurczę, ten serial wciąga! Już dawno pogubiłam się kto kogo zamienił w wampira i dlaczego, czy z sympatii czy z zemsty. Moją ulubioną parą, która chyba nie ma szans już zaistnieć, jest Caroline i Klaus – oni są tacy... idealni razem a tacy niepoukładani osobno. Nie mogę doczekać się już nowego sezonu, bo końcówka poprzedniego była intrygująca i co najważniejsze – nie będzie już Eleny!

  1. „Słodkie kłamstewka” - tak się teraz zastanawiam od czego się to zaczęło. Jakoś na początku tego roku ja i moja koleżanka ze studiów zaczęłyśmy pochłaniać odcinek za odcinkiem. Egzaminy, zaliczenia, pisanie prac – wszystko to było nie ważne, my żyłyśmy tym, kim jest A. Potrafiłyśmy dzwonić do siebie o pierwszej w nocy z nową teorią, która przyszła nam do głowy. Takie stare kozy takimi bzdetami się zajmowały! Ale w sumie to dobrze, że trochę nastolatki jeszcze w nas siedzi, przynajmniej jest weselej.


  1. „Przyjaciółki” - naprawdę dobry, polski serial, przy którym i płakałam i się zaśmiewałam do łez. Chyba każda kobieta chciałaby mieć takie osoby jak te serialowe panie, które są zawsze obok siebie, chociaż nie widują się non stop i mają własne życia. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nawet jeśli nie widzą się przez miesiąc, dwa, trzy, to później i tak mają setki tematów do rozmowy. Ich kontakt nigdy się nie kończy, ich kłótnie nigdy nie są zbyt wielkie, by zniszczyć to, co je łączy. Takich przyjaciółek to ja sobie życzę. Tylko z lepszymi partnerami, niż ci serialowi.

  1. „Teoria wielkiego podrywu” - ten serial sprawił, że fizyka, matematyka i pozostałe nauki ścisłe stały się seksowne i podziwiane. Kto by pomyślał, że można zarobić miliony pokazując życie geek'ów, którzy jedyne dziewczyny widzą w rozszerzeniu .jpg a wyjście z kumplami oznacza u nich spotkanie się w interaktywnej grze komputerowej? Sheldon zawładnął światem i sprawił, że osoby jego pokroju mają w życiu łatwiej, ba! mają nawet szanse znaleźć sobie dziewczynę.

  1. „Kości” - wróciłam do tego serialu po dwóch latach i odkryłam jego magię na nowo. Nie dość, że nauczyłam się rozpoznawać z samego szkieletu płeć ofiary (a to może być niezwykle przydatne w życiu) to dodatkowo jeszcze mogę do woli powzruszać się oglądając zaloty Bones i Booth'a, którzy mimo trzydziestki na karku zachowują się jak podlotki wobec siebie. I tak drobią wkoło i drobią aż ma się ochotę krzyknąć na nich, żeby wreszcie ze sobą byli (jestem na 6 sezonie i tak, wiem, potem ze sobą będą.)

  1. "Grey's anatomy" - co tu dużo mówić – serial idealny. Zaraz po osiemnastych urodzinach wylądowałam na miesiąc w łóżku ( w celach zdrowotnych, zboczuchy!) i kiedy już po tygodniu, jako tako kontaktowałam i zaczęłam skakać po kanałach, trafiłam na emisję końcówki czwartego sezonu i przepadłam. Od tamtej pory zaczęłam rzucać na prawo i lewo medycznymi terminami, tequilla stała się moim ulubionym alkoholem a wizja przyszłości jawiła mi się w lekarskim kitlu. Niestety moja kariera (ha, zabawne.) potoczyła się zgoła inaczej i medycynę wielbię nadal jedynie na ekranach telewizora.


   Dobra. Przemyślenia: studiuję prawo a żaden prawniczy serial się tu nie znalazł. Za to medycyny mam aż zanadto, ale w sumie trzeba być wszechstronnie uzdolnionym, racja? Może dzięki tym wszystkim oglądanym tasiemcom zasiądę kiedyś na stanowisku gracza w „1 z 10” i wygram, bo będę wiedziała jaką długość na kość piszczelowa typowego Azjaty? Seriale nie są takie złe – cichaczem uczą.  

   I odpowiadając na wasze pytania- nie śpię, nie jem, nie wychodzę z domu, nie studiuję, tylko siedzę i czytam i oglądam seriale. A tak na poważnie, to wystarczy dobrze zaplanować sobie czas. I znaleźć drugiego takiego co też lubi oglądać seriale i czytać książki. 

18 wrz 2015

Setny post! Podziękowania, oklaski i "Dochodzenie. Na styku"

    Ilu z was pamięta, że pewnego zimowego, styczniowego popołudnia przeniosłam się tutaj z onetu i zaczęłam nowy rozdział w swoim blogerskim życiu? Zapewne znajdą się tacy szczęśliwcy, którzy są ze mną od początku i mogą czytać wszystkie moje narzekania i zachwyty nad książkami. Jeśli jesteście ze mną od niedawna to niczym się nie przejmujcie, dzisiaj będziecie świadkami wiekopomnej chwili – teraz oto czytacie mój setny post napisany na tym adresie.
   Bloguję już od ponad dwóch lat i spokojnie mogę przyznać, że to już moje uzależnienie- ciężko byłoby mi teraz z tym skończyć, odejść i pozostawić was na zawsze. Chociaż i ja mam swoje chwile kiedy to mam ochotę rzucić laptopem i przestać przejmować się tym, że nikt nie chce komentować czy czytać mojej recenzji. Ale na szczęście szybko wracam do siebie.
   Z okazji setnego posta pospełniam swoje odwieczne marzenie, mianowicie, złożę podziękowania! Oscara raczej nie zdobędę, na Nobla też się nie zapowiada ani na żadną inną wielką galę transmitowaną w telewizji, więc pozwólcie mi na tą chwilę samowoli. Pamiątkowe zdjęcie po prawej (się wypiękniłam na sobotnie wesele, prawda?)
   Chciałabym podziękować przede wszystkim osobie, która jest prowodyrem mojej czytelniczej osobowości. Osobie, która wprowadziła mnie w świat książek, która uparcie słuchała jak próbuję przeczytać zdanie z bajki o Muminkach – mojej Babci. Nie wiem czy, gdyby nie ona, prowadziłabym tego bloga i czy czytałabym tyle, ile czytam – nigdy nie podziękowałam Babci za to, że dzięki niej jestem sobą. I że to dzięki niej wyrosłam na ludzi, a nie na przykład na królika!
   Nie mogłabym nie wspomnieć o swoim chłopie, który zawsze (zawsze!) czyta (naprawdę czyta!) moje recenzje i który szczerze mówi czy napisałam to z klasą czy „na odwalonego”. I który stwierdził kiedyś, że podoba mu się we mnie to, że mam pasję. Och, no i za to, że ze wytrzymuje, chociaż tak naprawdę ma ze mną raj. Tylko może nie zawsze to widać.
   Dziękuję wszystkim paniom i panom z wydawnictw, którzy mi zaufali i stwierdzili, że wyrobię się w terminie i ładnie zrecenzuję im książkę. Z terminami u mnie ciężko, tak więc dziękuję i za to, że łaskawie przymykają na to oko i kochają mnie mimo to.
   I dziękuję wam, bo bez was nie byłoby tego wszystkiego – mój słomiany zapał zgasłby szybko, gdybyście nie dolewali uparcie oliwy swoimi komentarzami i nie dawali mi znać, że jednak na coś się tutaj przydaje i że moje zdanie ma jakieś znaczenie.

Wzruszyliście się? Bo ja trochę tak.

   Nie obejdzie się bez recenzji. Tak jakoś wyszło, że na setny post trafiło na książkę wydawnictwa Marginesy „Dochodzenie. Na styku.”

   Detektyw powinien być samotnym, opanowanym i obojętnym człowiekiem, który nie czuje współczucia i nie zabiera demonów pracy do swojego domu. Jeśli jest inaczej, płaci za to wysoką cenę nie tylko on, ale i jego rodzina, która musi żyć w atmosferze niepewności, zdenerwowania i smutku.
   Detektywem, który czuje i który współczuje a co za tym idzie, takim, który cierpi przez swoją pracę jest Sarah Linden, bohaterka znanego serialu „The killing” i książki, która opowiada historię sprzed czasów serialowych.
   Zupełnym przeciwieństwem Sarah jest Holden, tajniak, który od kilku miesięcy rozpracowuje od środka narkotykowe społeczeństwo Seattle, ignorant i bezwzględny policjant. Jeśli ratuje czyjeś życie, robi to z czystego obowiązku; jeśli musi do kogoś strzelić, robi to bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, bo wie, że taka jest jego rola w społeczeństwie. Żyje z ludźmi, których kiedyś wsadzi do więzienia i nie przejmuje się nim ani na jotę; zapewne gdyby to Sarah była na jego miejscu, to żaden diler nie trafiłby za kratki.

   „Dochodzenie. Na styku” to czas, kiedy ta dwójka się nie zna i nic o sobie nie wie. Przez przypadek i przez grafik dyżurów w pracy wpadli na siebie i zaczęli razem współpracować, by w końcu stać się parą detektywów na wzór Holmesa i Sherlocka, Poirota i Hastingsa. Tyle tylko, że o ile tamte dwie pary dzielił poziom inteligencji i poczucia humoru, tak w tym wypadku dzieli ich przede wszystkim empatia do ofiar i morderców.

   Ich historia rozpoczyna się w deszczowym i zimny Seattle, gdzie dochodzi do zabójstwa dwóch braci. Obaj zostali zabici strzałem w głowę, obaj zginęli w podejrzanych dzielnicach, gdzie nie powinni przebywać, biorąc pod uwagę ich status majątkowy. Nasza delikatna Sarah próbuje dojść do rozwiązania tej zagadki, niestety w pojedynkę niezbyt jej to wychodzi i jej rola kończy się raczej na zadawaniu szeregu pytań coraz to i nowym osobom, a z owych przesłuchań rodzi się tylko coraz większy krąg podejrzanych niż jakiekolwiek rozwiązanie. Sytuacja zaczyna klarować się, gdy do akcji wkracza Holden, pokraczny chudzielec, który przypomina bardziej menela o anorektycznej figurze, niż policjanta z seriali detektywistycznych. Cała zagadka morderstw skonstruowana jest w dobry sposób i wszystko trzyma się przysłowiowej „kupy”; autorka, Karen Dionne, nie wprowadziła żadnych fantastycznych elementów, które mogłyby zepsuć przyjemność poznania tożsamości mordercy. Tak więc na gruncie kryminalnym „Dochodzenie. Na styku” to dobra, przyjemna książka na jesienne wieczory, chociaż przyznać trzeba, że do klasyków gatunku jej daleko.

   Godne pochwały albo i bury jest to, jak autorka wykreowała swoich bohaterów. Z ręka na sercu przyznam, że obejrzałam zaledwie kilka odcinków serialu i już wtedy pałałam niechęcią do odzianej w popielaty, zbyt duży sweter detektyw Sarah Linden, która była taka mdła i nijaka... Co dziwne od razu polubiłam lekko myszastego Holdena, którego uśmiech przypomina mi filmy o psychopatycznych mordercach, którzy cieszą się radośnie, że za chwilę posiekają kogoś piłą mechaniczną na kawałki. Cóż, ja często lubię książkowych psychopatów. Taki mój urok.
Książka doskonale, przynajmniej jak dla mnie, odwzorowała serialową rzeczywistość i dwójka głównych bohaterów pozostała taka sama – nijaka i myszowaty tworzą zgrany duet i w wersji papierowej.

   Książka zdecydowanie dla fanów serialu, bądź dla tych, którzy chcą zacząć go oglądać a chcą zachować chronologię. Jeśli szukacie niezobowiązującego kryminału na kilka wieczorów, to też możecie po to sięgnąć. Albo jeśli chcecie powściekać się na jakąś Bogu ducha winną bohaterkę, bo przyznam, że osobiście lubię czasami poczytać sobie o wkurzającej mnie osobie. Jakoś mi wtedy lżej na duszy i krew mi szybciej krąży w żyłach, więc jest to jak najbardziej zdrowotne i polecane przez lekarzy i farmaceutów.  
   Polecam!

1 sie 2015

Magia telewizji.


    Ostatnio straciłam cały dzień na skakaniu po kanałach telewizyjnych. Dopadła mnie niemoc egzystencjonalna, deszcz wprawił mnie w stan nostalgiczny i jedynym sposobem żeby odreagować było kompletnie się wyłączyć od codzienności i od cudów tego świata. Dlatego włączyłam telewizor i wtopiłam się w problemy postaci zza szklanego ekranu.

    Dowiedziałam się wielu ważnych rzeczy, znalazłam odpowiedzi na dziesiątki nurtujących ludzkość pytań i to wszystko w ciągu jednego popołudnia! Ale zacznijmy od początku.

   Na pierwszy rzut poszedł pewien paradokument. Gwiazdą odcinka była 29-letnia dziewczyna, która miała problemy ginekologiczne i koniecznie chciała już natychmiast zajść w ciąże. Nie wiedziała biedaczka co zrobić, bo nie miała ani chłopaka ani męża, więc potencjalnego ojca było brak. Ale od czego są matki?! Mama zawsze pomoże, doradzi i jeszcze obetrze łzy. Otóż matka naszej bohaterki jasno powiedziała, że przecież ma przyjaciela, to może mieć z nim dziecko. A na naiwne pytania córki jak ona ma go o to poprosić, mamusia radośnie wykrzyczała, że przecież on wiedzieć nie musi! (i jeszcze w dodatku przyjemność będzie z tego miał, więc w sumie to dobry uczynek jest.)
Po nieudanych i udanych próbach naszej gwiazdy z zaciągnięciem przyjaciela do łóżka, po jego spektakularnym zerwaniu z dziewczyną, po jego obrazie majestatu, gdy dowiedział się o podłości przyjaciółki (oczywiście to, że poszedł z nią do łóżka mając dziewczynę nie było jego winą), cała historia kończy się słodkim happy endem, kiedy to zdesperowana kobieta czeka na zabieg sztucznego zapłodnienia ze spermą nieznanego dawcy a jej dawny przyjaciel, niczym rycerz na białym rumaku, wbiega do kliniki i w ostatniej chwili ją powstrzymuje! A później okazuje się, że ona jest zdrowa i nie musi się spieszyć z ciążą.

   I na tym straciłam pierwszą godziną, nie mniej wyniosłam ważną lekcję życia – matka zawsze doradzi.

    Później dzięki reklamom dowiedziałam się jak mogę stać się prawdziwą sex-bombą z idealnym ciałem -gładkim przez 21 dni! - z błyszczącymi, profesjonalnie ufarbowanymi w domu włosami, z ustami ponętnymi jak w Pameli Anderson (z innymi częściami ciała ponętnymi jak u Pameli również) i z rzęsami do samego nieba. Wystarczy tylko wpaść do najbliższej drogerii i zaopatrzyć się w te wszystkie reklamowane kosmetyki. 
   Niestety następnie dowiedziałam się, że najważniejsze jest naturalne piękno i że nie powinnyśmy się malować. Po czym pani kosmetyczka, która to powiedziała, aby podkreślić naturalne piękno modelki, nałożyła jej fluid, puder, róż na policzki, tusz na rzęsy i błyszczyk na usta. Czyli chyba jednak trzeba iść do drogerii.

   A, jeśli kiedyś spotkacie kuca w windzie, to się nie martwcie, to normalne w niektórych kręgach. W końcu dlaczego niby kuce nie mogą jeździć windą? Mogą i jeśli na wskutek szoku traficie do psychiatryka to będzie tylko wasza wina, bo nie jesteście wystarczająco otwarci na cuda tego świata.

   A propo cudów, to jeśli marzy się wam figura fit, to wystarczy li i jedynie jeść co rano pewien jogurt, który poprawi wasze trawienie. Jeśli dodatkowo będziecie popijać odchudzające herbatki to istnieje prawdopodobieństwo, że nie zobaczycie się w lustrze, jeśli staniecie bokiem- tacy będziecie szczupli! Później możecie wybrać się na burgera, który pełny jest stuprocentowego mięsa wieprzowego, chrupiącej sałaty i apetycznego sosu. Bo na takie burgery chodzą wszyscy, nawet poważne kobiety pracujące w korporacji. A później dają buziaka za łyk ulubionego napoju z kofeiną.

   Warto wspomnieć jeszcze o wszystkich tych, którzy skarżą się na ból głowy – tak, moje panie, to głównie was mam na myśli. Myślicie, że wasz mężczyzna uwierzy w taką głupią wymówkę? Przecież jest tyle tabletek przeciwbólowych, które działają NATYCHMIASTOWO! Wystarczy, że ją łykniecie i już jesteście jak nowe. A jeśli nuży was sen to wystarczy sięgnąć po napój energetyzujący i cyk! - już macie skrzydła. A wasz partner, zaopatrzony wcześniej w odpowiednie leki, płonie jak kłoda i czeka na was w łóżku kupionym w pewnym skandynawskim sklepie meblowym. Oczywiście na raty. 

   Wspaniała ta nasza współczesność, prawda? Możemy być kim chcemy, byleby się za bardzo nie wychylać, bo to nie wypada. Łączymy się w pary i kina na nas zarabiają, bo tam spędzamy pierwsze randki. Później znane modelki reklamują piękne pierścionki i luba dostaje podobny od lubego. Przed ołtarzem ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską a ksiądz podlicza ile zarobił na ich szczęściu. Statystycznie przypada nam trochę ponad jedno dziecko, ale dzięki nowoczesnym pieluchomajtkom i kaszkom rekomendowanym przez specjalistów, nawet nie zauważymy, że je mamy, takie będzie grzeczne. A jeśli nie, to zaprosimy do siebie nianię. I ją poobserwujemy przez kamerę.
   Jak dzieci podrosną, zabierzemy je na wakacje do ciepłych krajów – za jedynie 1250 złotych za cały tydzień all inclusive! - gdzie zrobimy sobie pamiątkowe zdjęcie i postawimy je przed kominkiem. Z biegiem lat pociechy podrosną, zaczną się buntować, palić papierosy i pić piwo, które ma ponoć coś wspólnego z góralami, a my będziemy latać za nimi z kamerą i staniemy się taką gwiazdą jak wspomniana na samym początku dziewczyna, która chciała zajść w ciążę.

   A to wszystko za jedyne 1.99. I można płacić kartą. Bo w promocji. 


   Pokrzepiona tymi wszystkimi wiadomościami wyłączyłam telewizor, odetchnęłam, poczułam, że chandra mnie opuściła i wyszłam z domu. Bo tam jest jednak weselej.  

20 lip 2015

Miliony nominacji!

Nazbierało mi się nominacji co nie miara i zapewne pół z nich zgubiłam za co przepraszam odgórnie. Nie przedłużając chcę tylko przypomnieć, żeby jak zwykle- nie brać tych odpowiedzi zbyt serio. Bo wtedy wyjdę na wariatkę a tego nie chcemy, prawda?


Pierwszy zestaw pytań od Ami Pollack

1. Od kiedy uwielbiasz czytanie?  
Chyba od kiedy się nauczyłam czytać, bo naprawdę nie pamiętam czasów, żebym nie czytała. Cwariara ze mnie była jak miałam z cztery lata bo nauczyłam się na pamięć takiej małej książeczki o Muminkach i potem chodziłam i udawałam, że czytam.

2. Czy ktoś z Twoich znajomych wie, że prowadzisz bloga?
Oczywiście, że tak, przecież ja mam jęzor długi na pół metra i wszystko muszę wypaplać.

3. Kim chciałabyś zostać w przyszłości? 
O, prezydentem - nie prezydentową, ale prezydentem. Wiecie jakie wtedy książki byłyby tanie, gdybym się wzięła za władzę? Jak coś to liczę na wasze głosy. 
A mój biedny chłopak będzie wtedy "pierwszym damem". 

4. Jakie masz inne pasje oprócz czytania?
Seriale! Tak już mam, że jak zacznę coś oglądać to choćby się waliło i paliło, muszę skończyć wszystkie odcinki. Dziękuję więc tym wszystkim wam, którzy zachęcają mnie do nowych seriali - to z waszej winy nie wynalazłam jeszcze leku na raka. 

5. Gdybyś miała się przenieść do jednego miejsca na cały świecie to gdzie byś się wybrała? 
Byłam ostatnio na Wawelu i tak sobie stałam i patrzyłam na ten cały Kraków i hm, chyba właśnie tam chciałabym wylądować. Było tak ładnie, tak miło i czułam się taka mała w porównaniu z tym wszystkim a jednocześnie ważna w działaniu całego wszechświata. Po coś tutaj jestem, komuś na pewno sprawia to radość i dzięki temu, że jest jak jest to ktoś kiedyś podziękuje cicho, że byłam w jego życiu. 
Ah, skromność i patetyczność. 

6. Wolisz kupować czy wypożyczać książki? 
Wolę je dostawać. A propo dostawania to ostatnio miałam sen, że na moje urodziny zajechała ciężarówka pełna książek i był to prezent dla mnie. Ludzie, jaka ja się nieszczęśliwa obudziłam!
 
7. Czytasz w ciszy czy przy muzyce/innych dźwiękach?
Czytam przy dźwiękach szczekania mojego psa. Albo przy dźwięku rozmowy mojej mamy i babci. Najgorzej jest jak coś pieką, matko moja boska... człowiek jest zatopiony w innym świecie, nie rejestruje niczego z rzeczywistości a tu nagle krzyk nad uchem: "PLACEK SIĘ PALI!". Nawet nie wiecie jak wtedy człowieka potrafi zmrozić. 

8. Używasz zakładek? 
Używam i większość gubię, albo zostawiam w przeczytanych książkach i o nich zapominam. 

9. Pierwsza książka, którą kupiłaś sobie sama?
Aż mi wstyd to pokazywać --> 
W sumie miałam chyba pięć takich mini- książeczek. Szaleństwa młodości. 
 
10. Książka polecana przez mamę?
O, z moją mamą i z książkami to jest tak, że jak zaczyna czytać to od razu patrzy na zakończenie. I dopiero wtedy może spokojnie przeczytać całość. Cóż, po kimś muszę być dziwna. 
Uwielbia serię "Kwiaty na poddaszu", więc to z pewnością by wam poleciła.

Zestaw drugi od Booktastic

1. Czytanie w domu, czy w terenie (np. szkoła, park, itd.)?
Wszędzie mogę czytać, nawet i na poligonie. W autobusie to norma, chociaż raz jak czytałam jakąś polską książkę i akurat był fragment nieco erotyczny, pani z fotela obok zapuściła żurawia do książki po czym fuknęła na mnie, żebym się wstydziła takie coś publicznie czytać. Później jakoś głupio mi było otwierać książkę w środkach komunikacji.
I marzy mi się kiedyś mieć ogródek, w którym mogłabym siadać i sobie czytać i czytać i czytać. I głaskać kota. I alpakę.

2. Czy utożsamiasz się z jakąś postacią z książki/filmu?
 Między Bogiem a prawdą to chyba przypominam Idę Borejko z książek pani Musierowicz. Taka roztrzepana, wredna, ironizująca wszystko, ale w głębi duszy bardzo dobra kobieta, która chce być kochana i która zapomina kupić butów na własny ślub (pamiętacie tą scenę? Jedna z moich ulubionych książkowych chwil.) 

3. Najpierw czytasz książkę, czy oglądasz ekranizację?
Co się nawinie. Ostatnio obejrzałam "Zagubioną dziewczynę" i film ani trochę mi się nie spodobał, więc odpuściłam sobie książkę. Z "P.S Kocham cię" było znowu tak, że najpierw była książka, która mnie urzekła a potem dość średni film, przy którym nawet nie płakałam. 
Hm, chyba książkowe ekranizacje nie są dla mnie.  

4. Wolisz spędzać czas wolny w domu, czy bardziej aktywnie?
A kto powiedział, że w domu nie może być aktywnie? - (rozumiecie co mam na myśli? ^^)
Chyba już mi się organizm zestarzał i o wiele bardziej cenię sobie chwile kiedy mogę poleżeć, pooglądać kolejny odcinek serialu (bo nie wolno zostawiać go niedokończonego!) albo ponarzekać mojego drwalowi, że paznokieć mi się złamał. 
Chyba dopadła mnie stabilizacja.

5. Miejsce/miasto/kraj, które koniecznie musisz kiedyś odwiedzić?
Praga - most Karola.
Paryż - Pola Elizejskie.
Anglia - Londyn.
Stany Zjednoczony - Nowy Jork.
Polska - Wrocław. 
Grecja - Ateny. 

* jeśli mieszkacie w którymś z tych miejsc to czekam na zaproszenie. 
 
6. Jesteś na bezludnej wyspie. Którą postać książkową/filmową najchętniej widziałabyś u swego boku?
Oczywiście, że Albusa Dumbledore'a. Wyczarowałby mi wszystko co bym chciała. 

7. Ulubiony cytat z książki?
 Może nie ulubiony, ale pierwszy jaki przychodzi mi do głowy

"– Chciałem powiedzieć (…) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE."
                 
8. Masz jakiś system układania książek na półkach?
Mam taki bałagan na półkach, że o jakimkolwiek systemie nie mogę mówić. 
Albo mogę - totalitarnym - książki Jodi Picoult rządzą nad innymi. 

9. Co myślisz o szkolnych lekturach?
To, że książka jest szkolną lekturą bardzo ją krzywdzi. Bo taki "Mistrz i Małgorzata" czy "Zbrodnia i kara" to świetne książki a są z góry skreślone dlatego, że trzeba je czytać. 

10. Jakiej książki nigdy więcej nie chciałabyś przeczytać?
Chyba takiej nie mam. Za młoda i za głupia jestem, żeby stwierdzić z całą pewnością, że nigdy już nie będę chciała wrócić do jakiejś książki.  Za 60 lat odpowiem wam na to pytanie.

Zestaw trzeci od Agaty

1. Wolisz trylogie czy może powieści jednotomowe?
Trylogie. Lubię się przyzwyczaić do bohaterów a później rzewnie płakać kiedy książki już się skończą i nie pozostanie już nic, oprócz pustki.

2. Wolisz czytać tylko autorki czy tylko autorów?
Bez znaczenia, pod względem czytelniczym jestem biseksualna. 

3. Wolisz kupować w Empiku czy w księgarniach internetowych?
Jak napiszę, że Empik jest drogi jak cholera to później Empik mnie znielubi i jak będę już znaną autorką to mnie nie zaproszą na spotkanie autorskie... ale co poradzić, w Empiku jest drogo, przynajmniej jak na moją studencką kieszeń. 
Ale to dobrze, bo mam motywację, żeby kiedyś dużo zarabiać żeby móc sobie pozwolić tam na zakupy. Widzicie? Empik mnie motywuje do nauki!
 
4. Wolisz, by wszystkie książki zostały zekranizowane jako film czy serial?
Wolę, żeby książki nie były w ogóle ekranizowane. Niech filmy pozostaną filmami a książki książkami. 
 
5. Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
Pięć książek tygodniowo. Z trzy, cztery lata temu miałam tak, że w miesiąc potrafiłam pochłonąć dwadzieścia książek i to nawet specjalnie nie zaniedbywałam życia towarzystkiego. Teraz jakoś wolniej mi się czyta. Starość. 
 
6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
Na dzień dzisiejszy chcę być profesjonalnym recenzentem i jak tutaj siedzę to obiecuję, że dopnę swego i w końcu mój głos będzie miał jakie takie znaczenie w sferze książkowej. A jak nie to foch i wyjeżdżam na Alaskę karmić renifery.


7. Wolisz w kółko czytać dwadzieścia książek czy sięgać po nowe?
Wolę sięgać po nowe, chociaż nie ukrywam, że jest kilka książek, które towarzyszą mi już od kilku lat i lubię do nich wracać.

8. Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
Bibliotekarką. Siedziałabym sobie w cieple, piłabym gorącą herbatę i czytałabym książki a w dodatku by mi za to płacili - raj. 

9. Wolisz czytać jeden gatunek czy sięgasz po różne?
Tułam się między książkowymi gatunkami. Poza tym, moje drogie duszyczki, żeby was zadowolić to muszę to robić, bo każdy z was ma inny gust a ja chcę zadowolić każdego chociaż raz!
Oups, nie zabrzmiało to za dobrze, że chcę was zadowalać. 

10. Wolisz książki papierowe czy e-booki?
Papierowe. 

The end.
Ależ się zmęczyłam.

4 maj 2015

Wyniki konkursu i ględzenie o miłości

Na początek to, na co wszyscy czekacie. Wyniki konkursu. Fanfary, poproszę... and the winner is...

Martyna Kapitańska

" W świecie, gdzie Czarna Magia koliduje z Druidzką i Bagienną, nic nie jest tym, czym się wydaje być na pierwszy rzut oka.
Vivian jest młodą uczennicą Wielkiej Druidki Zachodu. Podając się za kogoś innego, dołączyła do Łowców, by nauczyć się walczyć. Przez wiele lat Ian wiedzie względnie spokojne życie. Harmonię burzy jednak tajemnicza wizja jej mentorki, która prowadzi do ciągu zaskakujących wydarzeń burzących poukładaną historię Vii. Dziewczyna jest zmuszona do podjęcia trudnej decyzji, porzucenia przyjaciół i podważenia, wszystkiego co dotychczas wiedziała o swojej przeszłości.
Kiedy Czarna Magia rodzi się ponownie, wszyscy wiedzą, że nic już nie będzie takie same."

   Mail już do Ciebie poleciał, czekam na kontakt i na to, żeby przeczytać Twoją książkę a resztę uspokoję - na dniach kolejny pojawi się kolejny konkurs, więc bądźcie czujni. 

   A teraz, może nie do końca książkowo, ale na pewno bardzo babsko. Drodzy panowie, jeśli dacie radę przez to przebrnąć to na pewno przyda się to wam w życiu. 

   Wczoraj w pracy miałam okazję porozmawiać z pewnym młodzieńcem, lat 22, student, starosta roku, bardzo sympatyczny i co niektórym na pewno by się spodobał (ucinając plotki - mi nie, wolę bardziej męskie egzemplarze). W pewnym momencie powiedział coś, nad czym później długo dumałam: że ciężko jest znaleźć fajną dziewczynę, bo one za dużo wymagają.

   Wzdychamy na pięknych filmach o miłości, zaczytujemy się w romansach, płaczemy, gdy nasza ulubiona serialowa bohaterka zdobędzie swojego ukochanego. Marzymy, żeby nas spotkało to samo co nierealne postacie wykreowane przez autorów i scenarzystów. Przestajemy myśleć racjonalnie i stajemy się marzycielkami, które wypatrują ze swojego okna na trzecim piętrze w bloku, księcia jadącego na koniu przez ruchliwą czteropasmówkę. Przed snem wyobrażamy sobie rozgwieżdżone niebo i wyznania rodem z komedii romantycznych, a my same prezentujemy się w tych marzeniach pięknie i niewinnie, całkiem inaczej niż w rzeczywistości. 
  


   Co odpowiedziałam temu chłopakowi? Że kobiety wcale nie są wymagające. Wystarczy nam głupi kwiatek na pierwszej randce. Pamięć o tym, że lubimy wypić tigera z rana. Troska, czy nie zmarzniemy i czy bezpiecznie wrócimy do domu. Głupie rozmowy na tematy, których inni nie zrozumieją. Picie wina we dwójkę i wymyślanie imion dla lemurów. Oglądanie tych samych filmów po raz dziesiąty. Świadomość, że można z siebie żartować, bez głupich kłótni i obrażania. Pocałunek w rękę jak za dawnych czasów. Bieganie po trawie i odkrywanie nowych miejsc na świecie. Planowanie tego co nierealne i wymyślanie marzeń, które nigdy się nie spełnią. Głupie zaufanie i odrobina zazdrości. Wystarczy nam, że ktoś po prostu jest i chce zostać na dłużej, bez stawiania warunków i bez oczekiwań. 
   



       A co do tych serialowych/książkowych/filmowych marzeń... Mężczyźni marzą o drogich autach rodem z "Szybkich i wściekłych", milionach na koncie i uroczej, pięknej kobiecie obok siebie. I to wcale nie oznacza, że nie będą szczęśliwsi jeżdżąc kilkuletnim rodzinnym samochodem, zarabiając średnią krajową i mają u boku nas - z niedoskonałościami, cellulitem, humorkami i uczuleniem na mandarynki.

   Wierzę nadal w to, że na wszystkich czeka gdzieś wielka miłość. Nadal jestem głupią romantyczką, mimo wszystko. I może królewicz nie przyjedzie na koniu, ale przyjdzie na piechotę; może nie będzie musiał walczyć ze smokiem, ale zmierzy się z moim złym humorem; może nie wybuduje dla mnie zamku, ale mały domek na obrzeżach miasta; i może nie będzie pięknych filmowych wyznań miłosnych, ale ciche szepnięcie przeznaczone tylko dla mnie. 



  

14 kwi 2015

Kto pyta nie błądzi i może się dowiedzieć o mnie czegoś nowego

   Jako, że jednogłośnie stwierdziliście, że lubicie czytać posty na mój temat, to dzisiaj nadrobię LBA- owskie zaległości. Jak zawsze - nie bierzcie wszystkiego zbyt poważnie i bawcie się dobrze.

1. Jakbyś mogła spędzić dzień z jakimś wybranym aktorem lub aktorką, to z kim?

Mrrr!
   Johnny Depp się brzydko zestarzał, Jared Leto w długich włosach bardziej przypomina jednego z apostołów niż obiekt westchnień a Brad Pitt nigdy mi się nie podobał. Z całej plejady znanych mi aktorów wybrałabym Roberta Downey'a Jr. 
Ale sobie nie myślcie, że poszlibyśmy na nudną kolację przy świecach, o nie! Na pewno Robert zabrałby mnie na cały dzień do wesołego miasteczka, jedlibyśmy watę cukrową  (nieważne, że mi nie smakuje), wygrałby dla mnie miśka w rzutki a później poszlibyśmy na diabelski młyn. 
   Zazdrościcie, prawda? ^^ 
2. Jaki jest Twój ulubiony film?

    Łatwiejsze pytanie brzmiałoby jakiego filmu nienawidzę - bez wahania odparłabym "Niekończąca się historia"! Ten film mnie przerażał jak byłam mała. Widzieliście tego długiego psa? Później miałam koszmary... 
   Wracając do tematu, ulubiony film... "Aleksander". Lubię takie patetyczne, podniosłe historie o męskiej przyjaźni.  

3. Kim chciałaś zostać jak byłaś mała?

   Weterynarzem. I komputerażką. Gdybyście nie wiedzieli co robi komputerażka - siedzi i gra w wyścigi samochodów. Na pewno zbiłabym na tym majątek, ale cóż los nie obdarzył mnie zręcznością i zawsze byłam na ostatnim miejscu w wyścigu.  

4. Jaki jest Twój ulubiony kolor?

   Czerwony, chociaż nie wyglądam w nim korzystnie, więc go uwielbiam z odległości. Zawsze podobały mi się karminowe usta u innych kobiet a na moich ustach wygląda to groteskowo. Smuteczek. 

5. Co lubisz robić w wolnym czasie?

   Zostałam zmuszona, żeby napisać - "pić wino z Angeliką" (pozdrawiam, kochana!). Lubię (oczywiście) czytać, spotykać się ze znajomymi, pić wino (nie zawsze w odpowiednich ilościach) i co dziwne, lubię pracować.  


6. Jak określili by Ciebie znajomi?

   Zależy kogo by zapytać. W pracy zapewne by powiedzieli tylko "Ruda tańczy jak szalona" (chociaż nie umiem tańczyć), najbliżsi przyjaciele pewnie by stwierdzili, że jestem okropną gadułą i najpierw mówię, potem myślę a ci dalsi to ... kogo obchodzą ci dalsi znajomi?

7. Miasto czy wieś. Gdzie wolisz mieszkać?

    Wieś! Chcę mieć domek na wsi, z wielką kuchnią, w której będą ogromne okna, żebym w lecie mogła sobie pichcić i patrzeć na swój ogródek, po którym będą biegały dzieci i zwierzątka. A mój zmęczony mąż będzie chrapał w hamaku. 
   I będę miała tam ogromny taras i dodatkowy pokój dla gości, którzy popiją za dużo wina. I sypialnię na poddaszu i ... i kurczę, tak mi się ta wizja podoba, że lepiej przejdę do następnego pytania, bo się za bardzo wkręcę. 

8. Czy jesteś zwolenniczką planowania przyszłości? 

    Jestem, niestety. A jak te plany nie wychodzą to chodzę wkurzona. Oj, będzie ciężko jak wizja z pytania 7. się nie spełni ^^

9. Czy lubisz słodycze, jeśli tak, to które?

   Za czekoladę Milkę zrobiłabym wiele - nie obcięłabym paznokci u stóp u pijaczka spod bloku, ale pracę semestralną mogłabym napisać. 
10. Którą porę dnia lubisz?

   Wczesny wieczór. 

11. Dlaczego prowadzisz bloga?

   A skąd byście wiedzieli co czytać, gdyby nie ja? Jestem jak przewodnik wśród książkowego świata, wyznaczam trendy, kreuję gwiazdy... No dobra, po prostu nie mam gdzie się literacko wyżyć i dlatego mam swoje naczytane.
12. Którą książkę jako pierwszą podarowałabyś swojemu dziecku?

   Harry'ego Pottera będzie znało od kołyski. A niech gówniarz spróbuje go nie pokochać to zobaczy! (będę wspaniałą matką.)

   Dwanaście pytań wystarczy, wszak dwunastka to ważna liczba: 12 apostołów, 12 bogów olimpijskich, 12 gwiazdek na fladze europejskiej, 12 znaków zodiaków i 12 pytań u mnie. A może Wy macie jakieś pytania do mnie? Piszcie.

3 kwi 2015

Podsumowanie marca i trochę o mnie

   Jako, że jesteście zapewne zajęci przygotowywaniem świąt, to dzisiaj coś na luzie; podsumowanie miesiąca, kilka zdjęć i trochę o mnie (czyli coś, czego nie trzeba czytać a łatwo skomentować ^^)

    Marzec minął szybciutko (tak to jest jak się odkłada pójście na zaliczenie z tygodnia na tydzień, bo ciężko jest ruszyć tyłek z domu), bez większych nieszczęść i bez zaskoczeń. Czyli stagnacja. Przez kilka dni pachniało wiosną i troszkę smutno, że już nie pachnie, ale może kiedyś jeszcze ten zapach wróci.

   Przeczytałam 12 książek:

    Odwiedziliście mnie 5,268 razy, w czym ponad czterysta osób z Francji czym jestem lekko zaskoczona (i zachwycona)


    Skończyła oglądać "Słodkie kłamstewka" i finał mnie nie powalił na kolana a wręcz trochę zniechęcił do całego serialu (kto ogląda ten rozumie.) Teraz przerzuciłam się na polskie "Przyjaciółki" i jako znawczyni serialów wszelakich stwierdzam, że serial daje radę. O, obejrzałam też pierwszy odcinek "Wikingów" i chyba na jednym nie poprzestanę (krew, pot i mięśnie - czego więcej potrzeba?)

W PLL mają aktorów, którzy mają takie dłuuugie nogi!
Nadal się uczę do testów na prawko
Takie cudo wczoraj zakupiłam ^^


   A teraz wszyscy zamykamy oczy, bo będzie moje zdjęcie! W przepięknej bluzce, w której się zakochałam po prostu -

Takie tam w przymierzalni
   Dodatkowo, ostatnio coś mnie podkusiło i sprawdziłam co oznacza moje imię - jak się okazuje to sama prawda, więc jeśli chcecie mnie bliżej poznać to czytajcie -

"Agata to choleryczka – wybuchowa i nieustępliwa" - oj, taaak, kto miał okazję poznać mój gniew ten wie co to strach.
"Nie znosi tylko monotonii, ograniczeń i stałych godzin pracy. Wybiera zawody umożliwiające szybkie osiągnięcie sukcesu oraz bogactwa." - to już wiem dlaczego wybrałam prawo. Podświadomość kochani, to wszystko podświadomość!
"Agata jest optymistycznie nastawiona do świata, lubi dbać o swój wygląd i intrygować, dzięki czemu skupia na sobie uwagę niejednego mężczyzny." - to cichy ten tłum mężczyzn, bo jakoś nie dają znać, że skupiają na mnie swoją uwagę. A co do dbania o wygląd - to która z nas tego nie lubi?
" Nie potrafi być sama – potrzebuje miłości, ciepła i stabilności" - i feminizm diabli wzięli....
"Zrobi wszystko, by zdobyć pewność, że jest pierwsza i jedyna. Jej partner powinien być przygotowany na zwariowane i nieprzewidywalne życie." - biedny ten mój przyszły niedoszły mąż, który się gdzieś tam pałęta po świecie i nie wie co go czeka
"Zanim pomyśli – potrafi zbyt wiele powiedzieć i zrazić do siebie ludzi. Jednakże cechuje ją wielkie serce i ogromna wrażliwość." - o mnie i o moim niewyparzonym jęzorze można by napisać całą trylogię. Jakby coś to pamiętajcie, że to wina mojego imienia, nie moja i się nie obrażajcie.
"Agata obdarzona jest wspaniałym poczuciem humoru" - aha, dzięki. Ironicznym i sarkastycznym poczuciem humoru, który nie wszyscy rozumieją i uważają, żem wredna.
"Z  łatwością zjednuje sobie przyjaciół, którzy poznawszy jej prawdziwą naturę, nigdy nie będą się z nią nudzić!" - ano właśnie - mnie trzeba poznać, żeby mnie pokochać.
"Posiada także duże uzdolnienia artystyczne (głównie literackie) oraz analityczny umysł – może osiągnąć wymarzony sukces jako pisarz!" - tak, tak, tak! Już się pogodzę z tymi wszystkimi wadami, nieważne! Mamusia zapewniła mi bycie pisarką!

   Tak czytając ten mój opis to chyba kupię kwiatki wszystkim tym, którzy mnie lubią, bo to cholernie trudne musi być! Posprawdzajcie swoje imienne znaczenia i dajcie znać, czy zgadzają się z rzeczywistością. I Wesołych!

9 mar 2015

Wywewnętrzniam się i podaję wyniki konkursu

    Z góry uprzedzam, że post pisałam w środku nocy i w sumie nie wiem co mną kierowało. Mam pewne wątpliwości, czy chcę się aż tak odsłonić, ale w sumie raz się żyje (potem tylko straszy.) Niech to będzie preambuła wstęp do wyników konkursów (oczywiście jestem świadoma, że znajdą się tacy, którzy zerkną tylko na wyniki. Uroki blogosfery.)

   Cofnijmy się dziesięć lat wstecz – miałam całe 13 lat i oczywiście każdy mój problem był nierozwiązywalny. Prowadziłam bloga, miałam trzy najlepsze przyjaciółki na świecie, królika, kanarka i słuchałam piosenek Farby. Ubierałam się tak, że dzisiaj aż wstyd mi wspominać i kazałam przyrzec przyjaciółce, że walnie mnie w tyłek jeśli kiedykolwiek ubiorę rurki. Nienawidziłam wszelakich sałatek i warzyw; w sumie to nie wiem czym ja wtedy się odżywiałam. A, wiem- do gimnazjum zawsze nosiłam batonika Mars i jadłam go zawsze na trzeciej przerwie. Chyba tak przez dwa lata dzień w dzień go jadłam.
Killerplize - mi się podobał ten najniższy. Wstyd.
   Byłam zafascynowana Harrym Potterem, nawet pisałam opowiadania i byłam nimi zachwycona, że takie one dojrzałe i w ogóle. Wiersze pisałam i nawet wygrałam kilka konkursów na 'młodego poetę' czy coś w tym guście. I chyba w tamtym okresie założyłyśmy z przyjaciółkami bloga, w którym wcielałyśmy się w członków zespołu Killerplize i opisywałyśmy nasze wydumane życie. 

   Byłam zakochana a obiekt westchnień oczywiście nawet o tym nie wiedział, a ja, jak rasowa początkująca nastolatka nie pisnęłam ani słowem. Zamiast tego umówiłam go z moją koleżanką (od zawsze miałam złote serce.) Marzyło mi się, że będę wielką pisarką, weterynarzem a co najważniejsze, marzyło mi się, że zawsze będę miała przy sobie swoje dziewczyny.

  Teraz jest ze mnie stara dupa. Mam 23 lata, nie jestem ani wielką pisarką, ani weterynarzem, kilka lat temu pochowałam królika i kanarka (który przeżył godne 16 lat), nie słucham już Farby i nie pisuje opowiadań. Uwielbiam rurki (a koleżanka nie wypełniła obietnicy, że mnie w zad walnie.)
    Stałam się pyskata. Poznałam wielu nowych ludzi, popełniłam kilka błędów, kilka grzeszków, zrobiłam kilka dobrych rzeczy. Przejmuję się opinią innych (chociaż to ukrywam), lubię chodzić na obcasach (chociaż stopy bolą), lubię się podobać (komplementy kolekcjonuję tak jak inni listy od ukochanego) a szczęście ma dla mnie zapach wiosny. Nadal jestem panną i nadal jestem zafascynowana Harrym Potterem. Prawdopodobnie zostanę prawnikiem a przynajmniej jestem na dobrej drodze, żeby nim zostać. Robię prawo jazdy, żeby być niezależną. Jestem zbyt miła i nie potrafię odmawiać – jeśli mnie o coś poprosisz, prawdopodobnie zgodzę się tylko dlatego, żeby nie robić Ci przykrości (i proszę, nie proście mnie teraz, żebym Wam wysyłała pieniądze, bo pewnie to zrobię.)
   Z wielkiej przyjaźni utkanej mocną nicią zostały tylko nici. Z czwórki zostałyśmy dwie i chyba dobrze nam w tej komitywie, chociaż nikt by się nie spodziewał, że właśnie nasza dwójka wytrwa. Mam mniej kompleksów niż za młodu. Z blondynki stałam się brunetką i to zdecydowanie mój kolor. Okulary porzuciłam na rzecz soczewek, chociaż oczy się zaczynają mi buntować. Recenzuje te książki, ale mam coraz częściej potrzebę napisać coś od siebie. Chyba na tyle Was polubiłam, że chcę dać się poznać. Nadal nie odnalazłam swojego miejsca na ziemi, ale jestem szczęśliwa.

   A co za dziesięć lat? Pewnie nadal będę nosiła szpilki, czytała książki, będę miała zwierzaka, szczęście nadal będzie dla mnie miało zapach wiosny. Może w końcu przejdzie mi niechęć do Marsów a w modzie znowu będą dzwony i będę patrzyć ze wstrętem na rurki. 
    Teraz proszę o zamknięcie oczu, bo pokażę Wam moje zdjęcie! A nawet dwa:

Tak było w 2011/ Tak jest obecnie

   Na obu zdjęciach obcięty ten sam kawaler, który nawet facebooka nie ma, bo nie chce się publikować. Kto wie, może za dziesięć lat też będę miała z nim zdjęcia?

   A teraz to, na co czekacie - wyniki. Po długim i dogłębnym tentegowaniu w głowie ogłaszam wszem i wobec, że zwyciężył ten cytat: 

"Słowa przecież rosną dopiero w człowieku razem z nim. Wytapiają się jak z rudy z jego trosk, udręk, łez. Nikt nie otrzymuje ich w darze tylko dlatego, że się urodził, gdzie, kiedy. Ceną słów jest nasz los."

    Kathy Leoniu (to się odmienia?) gratuluję! Zestaw nr I powędruje do Ciebie.

   Co się tyczy losowania, to, jako, że zepsuł mi się aparat, musicie uwierzyć na słowo, że maszynka losująca (pamiętacie ją z poprzedniego konkursu?) wylosowała tym razem Mirabelkę! (wprawdzie marzył Ci się zestaw nr I, ale mam nadzieję, że będziesz jednak zadowolona.)

Gratuluję dziewczynom (swoje dane prześlijcie na adres tosia.antonina@o2.pl) a pozostałym uczestnikom obiecuję, że niedługo pojawi się nowy konkurs i jeszcze lepsze nagrody! 

I dziękuję, jeśli przetrwaliście to moje gadanie o niczym w sumie. Wiem, że dzisiaj jest chaotycznie i wszystko na kupie, ale chyba tego potrzebowałam. Następnym razem pojawi się już recenzja, więc bądźcie spokojni!

16 lut 2015

Trochę o mnie.

Dzisiaj bez recenzji (ale w środę już Wam nie odpuszczę!) i odpowiem na pytania zadane mi przez Olę z Czytelniczego Zakątka. Po statystykach widać, że posty z LBA są najmniej popularne (chlip, chlip, płaczę rzewnie w poduszkę), ale wierzę, że mają swoich fanów i będę ich teraz zadowalać. No to jazda. 

1. Jaka jest twoja ulubiona książka/trylogia?
  
Chciałam być oryginalna a już widzę, że mi nie wyjdzie. Gdyby nie to, że mam do wyboru książkę lub trylogię to napisałabym, że „Harry Potter” (który skądinąd trylogią nie jest) a tak to chyba nikogo nie zdziwi mój wybór - „Igrzyska Śmierci”. Za to, że mają w sobie trochę patosu a ja patos w lekkich ilościach bardzo lubię, że przedstawiają świat dystopijny i za to jeszcze, że występuje tam Haymisch.
  
2. Ile książek już przeczytałaś/eś w tym roku?
  
Notuję wszystkie przeczytane książki w swoim czerwonym kalendarzu i po sprawdzeniu okazało się, że w tym roku przeczytałam 15 książek, czyli szału nie ma, pupy nie urywa aczkolwiek nie jest tragicznie.
 
3. Książka,której okładka najbardziej ci się spodobała,to...?
  
Poszłam na łatwiznę i wpisałam w wujka Google „książka, najładniejsza okładka” i pojawiło mi się taki oto cudo -
Książki nie czytałam, o autorze pierwszy raz słyszę, ale specjalnie dla Was się dokształciłam i wiem, że tej książki to ja czytać nie będę, bo jest o zabijaniu kotów (ale okładka ładna. I przemyciłam mini-recenzje - nie czytajcie „Auteczka”! To zła książka.)
4. Jakiego gatunku powieści najbardziej lubisz czytać?

Damski thriller!
A oprócz niego to obyczajówki, horrory, kryminały, książki z pogranicza nauki (jest się czym potem pochwalić przy niedzielnym obiedzie)... zależy od humoru i od tego co mam pod ręką. 

5. Jaka jest książka/trylogia,którą przeczytałaś/eś i najgorzej wspominasz?

„Powszechna historia państwa i prawa” Michał Szczaniecki. Sama w sobie książka nie jest zła, gorzej jak trzeba przyswoić te 600 stron. 

6. Czy masz listę książek do przeczytania,czy też książki wybierasz spontanicznie?
  
Jako recenzentka (jak to dumnie brzmi) mam możliwość wybierać nowości i wtedy działam najczęściej spontanicznie. Kiedy książki są już wydane to najczęściej czytam te z listy a lista powiększa się za każdym razem jak odwiedzam Wasze blogi. Teraz liczy ponad dwieście pozycji (specjalnie recenzujecie same fajne książki, żeby mi się w życiu nie nudziło, prawda?).


7. Z jakim bohaterem książki najbardziej się utożsamiasz?
  
Chciałabym z Katniss, bo jest taka odważna i szlachetna. Ja na jej miejscu usiadłabym na środku tej całej polany i bym płakała i czekała aż ktoś rzuci we mnie oszczepem.
Albo chciałabym się utożsamiać z Hermioną, bo też taka odważna i szlachetna i inteligentna.
A chyba najbliżej mi do Idy z książek Małgorzaty Musierowicz. Histeryczka, panikara, złośnica – cóż, trzeba spojrzeć na siebie krytycznie. 

8. Jaki ostatnio obejrzałaś/eś film?
  
Jak ja dawno oglądałam film! Ostatnio to chyba „Wkręceni 2” na wieczorze panieńskim koleżanki półtora tygodnia temu.

9. Film,który najbardziej cię wzruszył, to...?

Na „Meridzie walecznej” płakałam. I na „Jak wytresować smoka 2”. Disney'owskie filmy i bajki najbardziej mnie wzruszają.


10. Jaka jest twoja ulubiona ekranizacja książki?

„Harry Potter” każda część. Mistrzostwo.


11. Jak nazywa się najgorszy film,jaki w życiu obejrzałaś/eś?
  
Nie mogę znaleźć tytułu... Chodziło w tym filmie o to, że grupa pielęgniarek (o ile dobrze pamiętam) zajeżdża pod pub pełny motocyklistów. I owe pielęgniarki okazują się być kosmitami czy czymś podobnym (zombi?) i zaczynają strzelać do tych biednych motocyklistów. Strzelanina trwa z dobre dziesięć minut a co się działo potem to już nie wiem, bo wyłączyłam. Zna ktoś tytuł?

 
Jak zwykle nikogo nie nominuję i nie zadaję pytań. Możecie w komentarzach podzielić się własnymi odpowiedziami na któreś z tych pytań.

Wytłumaczę się jeszcze z tego, że ostatnio rzadziej bywałam na Waszych blogach – wesele przyjaciół, prawo jazdy, sesja i siłownia mnie przygniotły. Teraz na szczęście została już tylko siłownia i prawko, więc będę bywać częściej.
I odpowiadając na pytanie, które z pewnością pojawiło się w Waszym mózgu – nie, jeszcze nikogo nie przejechałam. Wyjeździłam dopiero 6 godzin, ale nie jest tragicznie, możecie spokojnie z chodników korzystać. Z jezdni nie polecam. 


30 sty 2015

Podsumowanie stycznia, plan na luty i autobusowa rozmowa

Ciężki to był miesiąc. Przeniosłam się, jak wiecie doskonale, na blogspota i lekko drżały mi nogi ze strachu jak to będzie. Ale jest nieźle - w ciągu 27 dni, bo tyle tu jestem - odwiedziliście mnie 4,001 razy. Napisałam dziesięć postów, najchętniej czytaną recenzją była ta pierwsza, o książce pod tytułem "Złota skóra".
Najwięcej czytelników to oczywiście Polacy. Zaskoczyło mnie to, że na drugim miejscu znalazła się... Francja. I ta 16 z Kenii też mnie zastanawia.




W styczniu przeczytałam tylko jedenaście książek:
1.  "Posłanie z róż" Nora Roberts
2. "Mroczny trop" Alex Kava - recenzja
3. "Urodzone dla śmierci" Lisa Jackson
4. "Patrol zmroku" Siergiej Łukjanienko - recenzja
5. "Sherlock Holmes tom I" - Arthur Conan Doyle - recenzja
6. "Spirale strachu" - Jeffrey Deaver - recenzja
7. "Ogród Kamili" - Katarzyna Michalak
8. "Carnivia. Herezja" - Jonathan Holt - recenzja
9/10. "Ostatni patrol" i "Nowy patrol" - Siergiej Łukjanienko - recenzja
11. "Przebudzenie" Stephen King

Pokusiłam się o dwie filmowe recenzje, co się Wam chyba nawet spodobało, dlatego będą pojawiać się nadal.

Jeśli chodzi o moje serialowe życie, to zostawiając sobie w zanadrzu kilka odcinków Supernatural (żebym miała co oglądać w razie desperacji), zaczęłam oglądać "Pretty Little Liars". Jeśli domyślacie się kim jest A to proszę, nie piszcie mi tego, bo spojlerów to ja nie znoszę.

Siłownia - nadal chadzam, nadal ćwiczę, nadal nie lubię swojego brzucha, ale już niedługo ^^

W lutym mam zamiar przeczytać:

Część z nich upolowałam w Miejskiej Bibliotece. A propo - skończyły się czasy dawnej biblioteki z wielkimi kartotekami, z zapisywaniem ręcznie w kartach kto co wypożyczył. Teraz i moją miejską malutką biblioteczkę dorwała komputeryzacja.

"W milczeniu", "Dlatego mnie kochasz", "Prowincja pełna snów" i "The 100" to książki, które już do mnie dotarły i czekają na przeczytanie.

                               
Rozmowa autobusowa. Wracałam dzisiaj umęczona po zaliczaniu prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (niezwykle ciekawy przedmiot) i chciałam w spokoju poczytać sobie w drodze powrotnej. Niestety los chciał, że za mną usiadły dwie licealistki, które rozmawiały o zbliżającej się maturze. I to rozmawiały tak głośno, że nie można się było skupić na niczym innym jak na słuchaniu ich trajkotania. Oczywiście, nie zdadzą. Oczywiście, to kpina, że każe się im czytać lektury. Oczywiście pani z polskiego ich nie rozumie i każe pisać wypracowania. To wszystko spłynęło ze mnie jak po kaczce, bo sama tak mówiłam przed swoją maturą. Ale później rozmowa zaczęła być intrygująca:
- Ja to chyba na maturze będę ściągała z telefonu - stwierdziła jedna z nich.
- Z telefonu? Ale nie wolno - mądrze zauważyła druga.
I tutaj nastąpił moment kulminacyjny, po którym opadło mi wszystko, nawet powieki.
- Ale ja wolę przemycić ten telefon i spróbować ściągnąć, niż czytać te wszystkie streszczenia lektur.

Dziękuję, dobranoc.

Korzystając z okazji chcę zachęcić Was jeszcze do wzięcia udziału w konkursie wydawnictwa Harlequin. Pod TYM adresem znajdziecie wszystkie szczegóły. Spróbujcie, a nóż widelec się uda.