Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wywiad. Pokaż wszystkie posty

29 wrz 2015

Wywiad z Tanyą Valko

Zapraszam was dzisiaj na wywiad, jaki miałam przyjemność przeprowadzić z autorką bestsellerowych książek, panią Tanyą Valko. Niektórzy z was znajdą ją znakomicie z jej "Arabskiej sagi", lub tej jeszcze się toczącej, "Azjatyckiej". Ci, którzy jeszcze jej nie kojarzą, mam nadzieję, zdecydują się sięgnąć po jej książki, bo naprawdę warto. Autora mieszka w miejscach, gdzie noga większości z nas nigdy nie postanie i tworzy historie, które jak sama mówi, oparte są na prawdziwych wydarzeniach.

A(gata) K(ądziołka): Witam serdecznie. Na początku chciałabym podziękować za tak wielkie wyróżnienie; nie spodziewałam się, że wygram, a tu taka niespodzianka!
Moje pierwsze pytanie będzie dotyczyło Pani podróży – zwiedziła Pani kawałek świata – czy jest jeszcze jakieś miejsce, które chciałaby Pani odwiedzić?

T(anya)V(alko): Świat jest wielki i taki ciekawy, a moją pasją są podróże. Moim marzeniem jest paromiesięczna wyprawa po Amerykach, a w regionie, gdzie teraz mieszkam, chciałabym jeszcze zwiedzić Japonię, Chiny i Indie. Aby dokładnie poznać te 3 kraje i zobaczyć ciekawe miejsca, potrzebowałabym paru urlopów.

AK: Gdzie chciałaby Pani osiąść na emeryturze?

TV: To jest właśnie dylemat. Miałam chętkę na Bali, ale trochę się boję (sama siebie przestraszyłam moją książką, a raczej poszukiwaniem i odkrywaniem prawdy o tej wyspie i Azji w ogóle). Kiedy pojechałam do Kambodży, stwierdziłam, że to cudny i niedrogi kraj, pyszna kuchnia i życzliwi ludzie. Nawet znalazłam drewniany domek na palach z internetem J, lecz ciągle nie mogę zapomnieć o Czerwonych Kmerach… Ostatnio zakochałam się w Gili Trawangan, małej wysepce w Indonezji, na której nie ma żadnych pojazdów mechanicznych, jest za to spokój, cisza i cudowne morze pełne kolorowych ryb i żółwi pływających w rafie. Ale ile ja bym tam wytrzymała??? Tydzień to było zdecydowanie za krótko, ale miesiąc może być aż nadto. Tak więc nadal szukam miejsca do życia na emeryturze. Jest też jeden zasadniczy problem – my Polacy nie mamy takich emerytur jak nasi unijni bracia, których spotykam. Ich stać na życie w azjatyckim ciepełku i ogrzewanie starych kości, a nas Polaków przeważnie na kefirek i kajzerkę, czasami okraszaną smalczykiem.

AK: Czy po zakończeniu azjatyckiej sagi pojawią się kolejne serie? Może saga afrykańska?

TV: Z wykształcenia, wyboru i fascynacji jestem arabistką i zapadła już decyzja, iż w następnej powieści powracam do arabskich klimatów. Zatem Afryka – tak, ale północna, arabska i muzułmańska.

AK: Co o Pani książkach sądzą azjatyccy i arabscy znajomi? Zgadzali się z tym, jak przedstawiła Pani ich świat?

TV: Arabom raczej się nie chwalę, że krytykuję ich święte prawo szariatu – nie po to piszę pod pseudonimem, żeby ustawiać się na świeczniku jako cel „do odstrzału”. To nie jest zabawa i mówienie głośno o muzułmańskich przywarach, błędach i okrucieństwie jest w obecnych czasach jeszcze bardziej ryzykowne niż kiedyś. Teraz może to kosztować głowę, bo ISIS jest wszędzie.

AK: Czy mieszkając tam, nosiła Pani abaję lub burkę, czy może jako turystka mogła Pani ubierać się zwyczajnie?

TV: W Arabii Saudyjskiej mieszkałam 5 lat i nie byłam tam turystką, bowiem do tego kraju nie ma wiz turystycznych. Poza tym Arabowie twierdzą, i to coraz bardziej zdecydowanie, że kiedy przyjeżdżamy do ich kraju, to musimy przestrzegać ich praw. Tak więc w Arabii nosiłam abaję, a gdybym pojechała do Afganistanu, zapewne musiałabym nosić burkę, przynajmniej na prowincji. Jeśli bym tego nie zrobiła, w najlepszym razie czekałyby mnie baty.

AK: Wielkie, negatywne wrażenie, zrobiło na mnie to, co dzieje się w balijskich szpitalach; zła opieka medyczna, patrzenie tylko na pieniądze... czy miała Pani jakieś doświadczenia z tamtejszą służbą zdrowia, czy opisała Pani jedynie to, co słyszała od innych?

TV: Moja rodzina nie lubi czytać moich książek, bowiem twierdzą, że za dużo w nich jest naszych prywatnych doświadczeń. Mąż zdecydowanie unika lektury moich powieści, gdyż nie chce się denerwować J Znając mnie od ponad 30 lat, wie, jak rozwinę temat, co napiszę i jak się do tego ustosunkuję. Tak więc… moje książki to moje życie, przedstawiam w nich osobiste doświadczenia oraz sytuacje, których byłam świadkiem. Wracając do meritum – balijska służba medyczna nie różni się tak bardzo od płatnej opieki medycznej na całym świecie – bez pieniędzy można sobie od razu wykopać grób. Denerwuje mnie to tak samo, jeśli dotyczy Azji, Europy czy Ameryki. Czy Pani próbowała kiedyś dostać się do polskiego państwowego szpitala poza kolejką i to bez skierowania od lekarza pierwszego kontaktu? Z guzem mózgu wyznaczają choremu półroczny termin na tomografię. Tego lata zetknęłam się z  taką sytuacją: człowiek chory na tropikalną zakaźną chorobę, który przyleciał do Polski na leczenie, został odesłany ze szpitala zakaźnego do swojego ośrodka zdrowia po skierowanie!!! Czy to nie jest absurdalne?! Niektórzy twierdzą, że NFZ przeprowadza holokaust na polskich obywatelach, zwłaszcza emerytach i rencistach. Czy znała Pani kogoś chorego na nowotwór i słyszała Pani o drodze przez mękę, którą tacy ludzie muszą przejść? To, co dzieje się w lecznictwie na Bali, nie jest niezwykłe, a przeraża mnie osobiście przede wszystkim dlatego, że ta wyspa jest daleko od Polski, od domu, od naszych bliskich, którzy nie mogą nam przyjść z pomocą w ciężkich chwilach.

AK: Czy jest coś, czego się Pani boi? Bo odnoszę wrażenie, że jest Pani kobietą nieustraszoną.

TV: Boję się chorób i niesprawności. Trzy lata temu miałam kontuzję kręgosłupa, rehabilitacja trwała pół roku – byłam wtedy ogromnie nieszczęśliwa. Boję się też okrucieństwa… wręcz go nienawidzę.

AK: W „Miłości na Bali” mamy motyw wspominający o wierzeniach Balijczyków dotyczących zmarłych. Czy wierzy Pani, że duchy mogą za nami podążać?

TV: Oczywiście że wierzę J Pochodzę z Krakowa, miasta magii i sztuki, w którym wszystko może się zdarzyć, a duchy cały czas przechadzają się starymi uliczkami Kazimierza i Podgórza. Mój dom rodzinny liczył sobie 250 lat – czy Pani sądzi, że dusze moich przodków chciałyby się wyprowadzić z takiego idealnego miejsca pełnego ciemnych zakamarków, pająków po kątach, czarnych kotów na cieknącym dachu, z piwnicy czy ze strychu? Wierzę, że moi najbliżsi, których straciłam za młodu, są nadal przy mnie, chronią mnie i wspierają. Łatwiej mi z taką wiarą żyć. 

AK: Wielu czytelników mojego bloga chce w przyszłości napisać własną książkę i stąd kolejne pytanie, zapewne banalne - kiedy poczuła Pani, że jest gotowa na to, by napisać pierwszą powieść?

TV: Może rozczaruję kogoś, mówiąc, że ja zawsze coś tam pisałam, a kiedy jeszcze nie umiałam pisać, układałam w głowie historyjki. Gdy je opowiadałam, to zawsze mnie karcono: „Nie kłam, Taniusiu”. Teraz zaś w moich powieściach mogę fantazjować do woli i koloryzować zwykłe historie, ile dusza zapragnie. W tej wersji nazywa się to licentia poetica, a nie bajdurzenie. Każdy, kto czuje potrzebę pisania, powinien chwycić za pióro i spróbować. Jeśli się tego naprawdę chce, to się uda. Ja czekałam na debiut jako powieściopisarka aż do czterdziestki.

AK: Szczerze muszę przyznać, że nie znam chyba żadnego pisarza arabskiego pochodzenia. Czy Pani, mieszkając w tamtych regionach, czyta książki tamtejszych pisarzy? I czy kobiety z krajów arabskich mogą pisać i wydawać książki?

TV: Jestem orientalistką i znam literaturę arabską dość dobrze. Szkoda, że Polacy do niej nie sięgają. Nie wiem czemu, spora grupa osób sądzi, że kraje arabskie są zacofane i prymitywne. Jest to krzywdzące, niczym nieuzasadnione uogólnienie. Powiem jedno – kiedy w Europie odziani w skóry myśliwi biegali za turami z drewnianymi włóczniami i łukami, balwierze wyrywali zęby palcami, a kobiety rodziły w drewnianych chatach, często przypłacając to życiem, w Persji czy na dworach kalifów kwitła literatura i sztuka, powstawały przepiękne wiersze o miłości zwane kasydami, pisano rozprawy filozoficzne i matematyczne, a w lazaretach wykonywano cięcia cesarskie i skomplikowane operacje. To właśnie kasydy wraz z ekspansją arabską dotarły do Europy i Prowansji, by później zasłynąć jako najpiękniejsza miłosna literatura prowansalska. Pisarze arabscy byli i są nagradzani i znani w świecie, począwszy od Egipcjanina Nadżiba Mahfuza, aż po Hishama Matara, współczesnego pisarza libijskiego. Kobiety również piszą i wydają zarówno poezję, jak i prozę. Znane są wstrząsające powieści autorstwa arabskich kobiet mówiące o ich ciężkiej doli w krajach rządzonych przez mężczyzn.

AK: Na koniec bardzo przyziemne pytanie- woli Pani naszą polską kuchnię czy raczej azjatycką lub arabską?

TV: Preferuję zdrową kuchnię, a polska do takich się nie zalicza. U mnie w domu jada się dania według przepisów śródziemnomorskich, arabskich oraz azjatyckich, wykluczając z nich wszystko co smażone. Nie jadam także wieprzowiny, nie ze względów religijnych, bo muzułmanką nie jestem, ale również zdrowotnych i przyzwyczajeniowych. Jednak czasami z sentymentu sięgnę po żurek, kaszankę z zasmażaną kapustą czy barszcz, lecz przeważnie takie wybryki odchorowuję.

AK: Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas. I czekam z niecierpliwością na nową książkę!

TV: Również serdecznie dziękuję i życzę powodzenie w prowadzeniu bardzo ciekawego bloga.