Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke Davis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke Davis. Pokaż wszystkie posty

21 paź 2015

"Zgubiono, znaleziono" Brooke Davis


    Do wczoraj, najdziwniejszą książką jaką czytałam był „Mały książę.” Jasne, zachwycił mnie, dotknął mojej lekko diabelskiej duszy, ale nie pozostał bez zauważenia fakt, że fabuła książki była nieco... dziwna. Lis, mały chłopiec wędrujący po kosmosie – cóż, myślałam, że literatura nie przebije tej dziwnej, aczkolwiek pięknej historii.

    I się myliłam. A to nie nowość, powinnam już się z tym pogodzić.

    „Zgubiono, znaleziono” to powieść, która według napisu na okładce, zachwyciła świat. Główną bohaterką jest siedmioletnia Millie, która prowadzi Księgę Nieżyłków; zapisuje w niej imiona wszystkich tych stworzeń, które znała i umarły. Na liście znalazł się przydeptany kapciem pająk, zabita w locie mucha i tata Millie, który odszedł tak szybko, że nawet on się tego nie spodziewał.
    Matka Millie to postać poboczna, wspominana tylko przez córkę. Jej rola kumuluje się w momencie, gdy zostawia swoje dziecko same w supermarkecie i podąża w stronę wschodzącego słońca.Cóż, nie wszystkie matki muszą być idealne. Niektórym zdarza się porzucić swoje dziecko na środku domu towarowego. Taki los.

    Splotem dziwnych wypadków i zdarzeń, dziewczynka poznaje dwoje starszych ludzi, którzy też zostali sami na świecie; wdowę Agathę, która, by zabić cisze, która pozostała po śmierci jej męża, ciągle krzyczy i Karla, porzuconego przez syna w domu starców. Oboje, Agatha i Karl to ludzie skrzywdzeni, którym odebrano bezpieczeństwo i bliską osobę. I trochę umiejętności zachowywania się w towarzystwie.
    Karl, krzepki osiemdziesięcio- siedmio latek wcale nie myśli tak, jak w naszym mniemaniu powinna myśleć osoba starsza, „dostojna”. Kiedy myśli o swojej zmarłej żonie to wspomina jej piękne ciało, tęskni za seksem i bliskością, ciepłem drugiej osoby. Agatha natomiast od zawsze brzydziła się „tego, co mężczyźni mają między nogami”, od zawsze, ale nie na zawsze – gdy widziała jak jej mąż, którego kochała miłością trudną, starzeje się i więdnie a wraz z nim więdnie także jego przyrodzenie, zaczęła czuć litość do mężczyzn, że „to mają”. - Już same te dwa fakty z książki są dziwaczne, prawda?

„- Mój tata umarł.
- No i co z tego? - Agatha odwraca się do niej. - Mój też! […]
- Kiedy umarł?
- Sześćdziesiąt lat temu!
- A mój trzy miesiące temu.
- To nie są żadne zawody! A nawet gdyby, to żyję bez swojego taty dłużej niż Ty bez swojego!”

    Autorka, Brooke Davis, młoda Australijka, stworzyła powieść niekonwencjonalną. Bo kto opowiada o tym, jak starsza kobieta lituje się nad penisami? Który pisarz wkłada w usta małej dziewczynki słowa, że „ja nigdy nie chcę mieć cycków”. Kto tworzy postać, która nie współczuje dziecku utraty rodzica?

   W całej swojej absurdalności, niecodzienności i odrobinie perwersji, „Zgubiono, znaleziono” kipi naiwnością. Naiwnością do świata, do systemu, do innych ludzi. Każdy z naszych bohaterów w pewnym momencie życia wierzył naiwnie, że szczęście dane jest mu na zawsze i że los nigdy nie wyrwie nam go z ręki.
    Co jeszcze niezwykłego w tej książce, to zakończenie, totalnie zamknięte, nie pozostawiające niczemu wyobraźni, ale za to poruszające i wstrząsające w swojej prostocie i oczywistości.
Właśnie po przeczytaniu tych ostatnich zdań książki uświadomiłam sobie, że co by się nie działo, jak byśmy nie grzeszyli, nie prosili, jakbyśmy dobrzy nie byli, zakończenie jest zawsze takie samo. I pewnie dlatego tak lubimy powieści, które kończą się nieprzewidywalnie i nietuzinkowo – bo nasza skończy się tak, jak ma się skończyć.

„Karl poczuł, że jego życie warte jest suspensu, warte jest filmu”

    Jest to piękna książka w swojej dziwaczności. A może jest dziwaczna dlatego, żeby być piękną? Być może potrzeba garści absurdu, by pisać o samotności, smutki i losie tych, od których odwrócili się bliscy? 
Czego nauczyła mnie ta książka? Jeszcze nie wiem; być może otworzyła mi szerzej oczy na to, co oczywiste, albo nauczyła mnie, że niekiedy dotknięcie dłoni ukochanej osoby to więcej niż bylibyśmy godni prosić. 
   Z pewnością jest to książka ważna, która nie przeminie obojętna. I z czasem jej mądrość wykiełkuje w każdym, kto ją czytał. Tylko, że na to potrzeba czasu. 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu