13 gru 2016

Jak być żoną idealną, czyli rady z 1929 roku


   Jestem cudowna. Świetna. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Poprawiam wam humor. Tym razem znalazłam dla Was artykuł z roku… 1929! Dotyczący tego jak być żoną idealną. Do tego wielkiego dnia pozostało mi równiutkie 200 dni, więc chyba pora sobie uświadomić, że to nie będzie takie łatwe…

1. „Po ślubie nie powinnaś ubierać się gorzej niż przed zamążpójściem. Pamiętaj bowiem, że choć polowanie zakończone, to jednak zdobycz – trzeba zatrzymać.” 
   Pamiętacie poprzedni post? Moro, moro wszędzie! Będę chodzić w szortach moro i mąż będzie ciągle mój!

2. „Nie zapominaj, że zdrowie jest podstawą szczęścia a dobre trawienie podstawą zdrowia. Dbaj więc o zdrowe i smacznie jedzenie a mąż będzie szczerze wdzięczny.” 
   Uczę się gotować. W swoim arsenale mam już siedem dań, po których nikt nie cierpi na niestrawność, więc codziennie będziemy jedli coś innego (jeeej!) i tym samym zagwarantuje mojej przyszłej rodzinie szczęście i spokój.

3. „Jeżeli mąż ma kilka dni wolnych od pracy, nie zatrzymuj go przy sobie, lecz raczej ułatwiaj mu wyjazd i wypoczynek. Powróci odświeżony na duchu, wypoczęty i w dobrym humorze.” 
   Ta i ze śladami szminki na ogolonym torsie. Dlaczego jak mąż ma wolne to ma gdzieś jechać a kiedy żona ma wolne to ma ugościć teściową, zająć się dziećmi, ugotować specjalny obiad (no bo przecież ma dużo czasu) i jeszcze mieć czas na umilenie mężowi wieczoru? U nas w domu będzie równouprawnienie.

4. „Nie rób nigdy złośliwych uwag o jego krewnych i przyjaciołach." 
   Ale ja składam się ze złośliwości! Inni składają się w 70% z wody a ja z wredności! Reszta to wino i czekolada.

5. „Nie oburzaj się, jeżeli mąż włoży krawat, który ci się nie podoba, albo zapali cygaro, którego zapachu nie lubisz. Pomyśl, że ma on prawo do swych własnych upodobań a nie musi we wszystkim postępować według twojego gustu.” 
   Czy to działa również w drugą stronę? Bo jeżeli ja nie lubię gotować obiadów i ich nie jadam, to nie muszę się zmuszać do gotowania ich mężowi, prawda?

Uwaga! Moja ulubiona! 6. „Jeżeli mąż twój zachwyca się jakąś kobietą, podziel jego entuzjazm. Kobieta rzadko kiedy uznaje zalety innych kobiet, ale ty bądź wyjątkiem. Im bardziej będziesz bezstronna i życzliwa dla ludzi, tym większe uznanie zyskasz w oczach męża.” 
   Pamiętając o tym, że jedzenie wpływa na zdrowie, zaproś kobietę podobającą się twojemu mężowi na kolację i przyrządź im coś pysznego. Tylko oczywiście nie siedź z nimi cały wieczór, bo to mogłoby oznaczać narzucanie się. A jeśli mąż chciałby dogłębniej poznać się z panią, to przenieś się na kanapę, bo gościom wypada oddać wygodniejsze łóżko. Bogowie! Jak się mój mąż będzie zachwycał obcą babą to go pociągnę za ten nie twarzowy krawat i tyle będzie ją widział.

7. „Jeżeli mąż przyniesie ci podarek bezużyteczny, który ci się nie podoba, uściskaj go serdecznie i podziękuj za dobre chęci.” 
   I tym sposobem sprawisz, że co roku będziesz dostawała ohydne kapcie w kształcie osła albo perfumy, których zapach kojarzy ci się z kobietą ze sklepu, która wylała kawę na twoje ukochane, drogie, niewygodne i cudowne szpilki.

8. „Gdy mężowi zdarzy się jakaś przykrość (czego nigdy w życiu nie brak), staraj się go uspokoić i o ile to możliwe, rozweselić. Niejedna tragedia została zażegnana dobrym dowcipem i na odwrót drobiazgi przyczyniły się nieraz do rozbicia małżeństwa.”
   Muszę zacząć oglądać kabarety, co by mi się arsenał żartów powiększył. Kochanie przyjdzie zrozpaczone, bo w „Grze o tron” umarł jego ulubiony bohater a ja opowiem mu dowcip o blondynce. A śmiechom nie będzie końca!

9. "Nie wypytuj męża o jego przeszłość. Z takich rozmów zawsze wynikają nieporozumienia." 
   A potem się nie zdziw, jak po trzech latach szczęśliwego pożycia przyprowadzi do domu swoją ośmioletnią córkę, która dziwnym trafem nie będzie twoją córką. Przecież nie pytałaś…

10. "Nade wszystko pamiętaj o słowach przysięgi, wypowiedzianej przed ołtarzem, w złej i dobrej doli stój wiernie przy boku męża. Wielu mężczyzn stało się wielkimi ludźmi dzięki dobrym żonom."
   Wiedziałam, że to wszystko nasza zasługa. 

   W ogóle, to po tych radach doszłam do wniosku, że mężczyźni są niezwykle delikatni. Nic nie można, nie należy, nie wypada, bo to mogłoby urazić ich uczucia. Nie można powiedzieć, że prezent kupił kijowy, że jego ciotka Gertruda jest dziwna i ma niepokojący wzrok ani nie można krzyknąć, gdy ten za bardzo zbliży się do waszej dawnej (oczywiście znienawidzonej) koleżanki z przedszkola. Trzeba go zabawiać, pozwalać mu na wszystko i pamiętać, że przeszłość jest tajemnicą. I nie wolno jej ruszać, bo to może doprowadzić do smutków męża. A przecież tego chcemy uniknąć.
   A tak się często mówi o tym, że mężczyźni są silni, niezniszczalni i niczym skały... cóż, na pewno nie ci z 1929 roku, bo wtedy trzeba było obchodzić się z nimi jak z jajkiem. 


   Kochani moi! Doszłam do makabrycznych wniosków… będę okropną żoną!


9 gru 2016

Co zrobić, żeby mężczyźni nas uwielbiali?


   Trafiłam ostatnio na pewien artykuł, w którym zostały przedstawione rzeczy, za które mężczyźni nas uwielbiają. Wiadomo, każda kobieta chce być uwielbiana przez swojego mężczyznę a pewna internetowa redakcja, postanowiła wyciągnąć w naszą stronę pomocną dłoń i wskazać nam zachowania, które są pożądane. Ja niestety odebrałam to tak, że redakcja nienawidzi kobiet, albo chce zyskać mężczyzn dla siebie, bo rady są beznadziejne. I oczywiście – jak to ja – muszę odnieść się do tego ironicznie i sarkastycznie. Czuję wewnętrzną potrzebę bycia wredną.

   Po pierwsze -  kobieta bez makijażu.
Tak! Dlatego wszystkie aktorki, modelki, króliczki Playboya i kochanki złych mężczyzn są wytapetowane od góry do dołu. Cóż, można oczywiście rzec, że idealny makijaż to taki, którego nie widać a pięknie podkreśla oczy, rzęsy, brwi i kości policzkowe, ale nie może być to równoznaczne z tym, że jego w ogóle nie ma. Uwierzycie, że mój ex obraził się kiedyś na mnie (powaga!) i nie odzywał przez dwa dni (naprawdę!), bo wysłałam mu zdjęcie pewnej aktorki bez makijażu? Stwierdził, że zepsułam mu jego wyobrażenia o niej.

   Po drugie – nasz akcent.
Nie. Jeśli nie jesteś facetem i nie masz angielskiego akcentu, to nikt nie może cię za to uwielbiać.

   Po trzecie – gdy się przestraszymy i kryjemy w ich ramionach.
Za pierwszym razem może być to słodkie. Albo faktycznie może być to urocze, jeśli przestraszymy się jelenia, który puka porożem w nasze kuchenne okno w środę o 5 rano – chociaż ja raczej zaczęłabym piszczeć z radości i pobiegłabym ukochać jelenia.
Myślę jednak, że kiedy co drugi dzień będziemy piszczały na widok mikroskopijnego pająka i rzucały się naszym panom na szyję, błagając o wybawienie od niechybnej śmierci – mogą zacząć się irytować.

   Po czwarte – blizny i rozstępy.
W sensie, mężczyźni uwielbiają rozstępy po ciąży, bo wiedzą, że pojawiły się one wtedy, gdy kobieta nosiła ich dziecko. Znam wielu facetów, naprawdę i żaden mi nie powiedział, że uwielbia blizny/rozstępy swojej kobiety. Ba! Sama mam bliznę na pół brzucha po operacji nerki i jakoś nigdy nie usłyszałam, że jest ona piękna, cudowna bądź seksowna. Poza tym i tak bym w to nie uwierzyła.

   Po piąte – kobieta ubrana w moro.
Fetysz z żołnierką w sensie, tak?

   Po szóste – kobieta w okularach.
O, no dobra, ostatnio noszenie wielkich zerówek faktycznie stało się modne i co piąta dziewczyna kupuje sobie takie.

   Po siódme – ty podczas robienia makijażu.
Chyba jesteśmy niestandardową parą z Łukaszem, bo nigdy jeszcze nie stał i nie patrzył z uwielbieniem – albo jakimkolwiek innym uczuciem – na to, jak ja się maluję. Ale tak się czepiając, skoro mężczyźni uwielbiają kobiety z makijażem, to jak mają równocześnie oglądać jak one go robią? No, chyba że zaraz później wezmą płyn micelarny i sobie ten makijaż zmyją.

   Po ósme – kobieta z mokrą głową.
Nie wiem jak wy, ale ja, mają mokre włosy, wyglądam dość tragicznie, zważywszy, że jest to zazwyczaj ranek, nie mam na sobie makijażu [patrz punkt 1] i nadal jestem w piżamach (muszę kupić piżamę w moro!). Cóż, może autorki tego zestawienia myślały raczej o modelkach, które mają jedynie skropione wodą włosy i wypinają w stronę obiektywów swoje idealne pośladki.

   Po dziewiąte – kobieta podczas treningu.
O mamuniu, to jakiś fetyszysta musi być, skoro lubi patrzeć na zmęczone kobiety, z plamami potu wszędzie tam, gdzie nie powinno ich być i z włosami w nieładzie. Panowie, jeśli to czytacie – kobiety na siłowni nie wyglądają tak, jak w filmach. Telewizja kłamie. Kobiety wyglądają dość makarbycznie i nic dziwnego, bo na siłowni próbują zabić swojego najwierniejszego i najbardziej upartego wroga – tłuszcz.

   Po dziesiąte – ty w jego koszuli.
Okey, z tym argumentem mogę się zgodzić.

   Podsumowując.

Kobieto! Jeśli jesteś singielką i chcesz odnaleźć mężczyznę swojego życia, bądź jestem w związku, ale czujesz, że wasz ogień przygasł, oto przyszedł ratunek! Wystarczy, że zakupisz szorty moro -tak krótkie, aby było widać rozstępy na twych udach, założysz do tego męską koszulę, nie umalujesz się przed wyjściem z domu, nie wysuszysz włosów, dołożysz do tego zestawu okulary i będziesz bała się wszystkiego, co spotka cię po drodze a upragniony mężczyzna będzie twój! Będzie cię uwielbiał, czcił i całował po spoconych po treningu stopach! I podawał ci tusz do rzęs, patrząc w zachwycie jak pięknie używasz szczoteczki i pędzla do pudru. 


6 gru 2016

Najlepsza książka roku 2016


   Kto by się spodziewał, że napisanie jakiejkolwiek recenzji sprawi mi trudność? Przecież ja potrafię pisać o wszystkim, omijać spojlery niczym Karol Strasburger zabawne żarty. Rekomenduję, polecam, zachęcam. A teraz? A teraz mam problem.

   Anne i Marco są młodym, szczęśliwym z pozoru małżeństwem. On ma dość dobrze prosperującą informatyczną firmę, ona zajmuje się ich sześciomiesięczną córeczką, którą oboje kochają nad życie. Ich sielankowe życie kończy się w momencie, gdy sąsiedzi zapraszają ich na przyjęcie a opiekunka w ostatniej chwili telefonuje, że nie może się pojawić. Anna bez żalu zrezygnowałaby z całej tej imprezy, bo po całym dniu opieki nad małą nie miała siły na wymuszone uśmiechy i udawane rozbawienie, jednak Marco przekonał ją, że powinni iść, szczególnie że zaprosili ich bliscy przyjaciele a nie zwykli znajomi.

   Młodzi małżonkowie zostawili Corę w łóżeczku, zabrali elektroniczną nianię i wybrali się na przyjęcie. I tutaj pojawia się moje pierwsze pytanie – jak? Jak można zostawić dziecko samo w domu i pójść – dobra, dom dalej, ale jednak z tego domu wyjść, i sprawdzać tylko co pół godziny co dzieje się z maluchem. Toż to było niemowlę. A powód dla którego jej nie zabrali? Bo Cynthia, sąsiadka do której się wybierali, wyraźnie zaznaczyła, że ma być to wieczór dla dorosłych i że dzieci nie są mile widziane.

   Kiedy wrócili z przyjęcia, po sporej dawce alkoholu, odkryli, że w łóżeczku nie ma dziecka. Zniknęło. Przepadło. I wtedy zaczęła się cała powieść.

   Są zrozpaczeni rodzice, jest matka i ojciec Anny, którzy mają na swoim koncie miliony, ale w momencie straty wnuczki, to nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jest śledczy – jak dla mnie największy minus tej książki, bo mało charakterystyczny, bo gubił się przy ostrych i mocnych osobowościach reszty bohaterów. I cudowna, przegenialna historia i – mówię teraz całkowicie szczerze – nie pamiętam żadnego innego thrillera, który tak by mnie zaskoczył i który tak by mi zmroził krew w żyłach. Jeśli King i Gerritsen mieli razem dziecko, to z pewnością byłaby Shari Lapena.

   Kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam przestać. Miałam kilka spraw do załatwienia, miałam kilka rzeczy do napisania, ale przepadłam. Akcja porwała mnie jak trąba powietrzna biedną bezbronną krowę. Cała historia toczy się przez kilka tylko dni, jednak emocje, które jej towarzyszą spokojnie wystarczyłyby na opisanie całego roku z życia zwykłych ludzi. Co i rusz na jaw wychodziły kolejne fakty, ci, którzy mieli być ofiarami, stawali się podejrzanymi a ci, którzy zajmowali drugoplanowe role mieli w swoich rękach całą władzę.

   Ten thriller ma w sobie wszystko to, co dobry thriller musi posiadać. Intryga, trudne charaktery, zwroty akcji i tajemniczość – w kilku słowach, to właśnie tak można by opisać „Parę zza ściany”. C.L. Taylor powiedziała o tej książce, że nie wyobraża sobie, żeby nie została ona hollywoodzkim hitem i zgadzam się z nią w pełni – podczas lektury oczami wyobraźni widziałam głównych bohaterów – z niewiadomych przyczyn matkę grała Nicole Kidman a ojca Gerard Butler. I kurczę, jak nie lubię Meryl Streep, tak widzę ją w roli matki głównej bohaterki a jako ojca – oczywiście wielkiego Jacka Nicholsona. I tylko uparcie rolę detektywa „gra u mnie” Robert Więckiewicz, więc produkcja w mojej głowie jest międzynarodowa.

   Rewelacja. Cudowność. I chyba pod koniec roku moja lista „najlepszych książek 2016 roku” się zmieniła, bo „Para zza ściany” wskoczyła na pierwsze miejsce. Czekam na ekranizację. Będę pierwsza w kinie!

PS - Powoli zbliżam się do 150 tysięcy odsłon bloga. Nawet nie wiecie, jak mnie ta liczba cieszy! Miałam wprawdzie ambitne założenie, że za panieńskich czasów dobiję do 200 tysięcy, ale to raczej się nie uda, więc cieszę się z tego co mam i podsyłam Wam zdjęcie Tosi, która zimę zdecydowała się spędzić w łóżku.


29 lis 2016

Chcecie poznać prawdę o mężczyznach?


   Mówi się, że ciężko jest zrozumieć kobietę. Cóż, ja uważam, że jest coś trudniejszego do opanowania – zrozumienie mężczyzny przez kobietę. Bo jak zrozumieć nagłe milczenie, posępny wzrok i całkowite wyłączenie się z rzeczywistości? Po kobiecemu to nic innego jak wielki, ogromny, skierowany w stronę całego wszechświata FOCH. U mężczyzn jest to po prostu… odpoczynek. Naprawdę! Oni odpoczywają w taki sposób, w jaki my się obrażamy.

   Jako że niedługo zostanę pełnoprawną żoną, postanowiłam zainteresować się tematem i bliżej poznać mężczyzn. Żeby łatwiej się nam żyło.  W tym celu przeczytałam książkę „Czasem czuły, czasem barbarzyńca.” Jest to swojego rodzaju dialog pomiędzy dwoma mężczyznami. Dialog o tym, co to oznacza być mężczyzną. I już na samym początku panowie zaznaczają, że ich punkt widzenia nie spodoba się każdemu.

   Trudno jest stwierdzić, jaki powinien być współczesny mężczyzna. Kiedyś, to wiadomo było, że ma mieć maczugę, przepaskę na biodrach i kawałek mamuta w rękach. Obecnie wymagamy od nich brody, królewskiego szyku, czułości, zdecydowania, partnerstwa i siły. A później dziwimy się, że coraz więcej schizofreników na świecie.
   Książka porusza wiele tematów: relacji pomiędzy ojcem a synem, synem a matką, seksualności, pracy, męskiej przyjaźni, emocjach (tak, mężczyźni mają emocje!) i zdrowiu.

   Dużo miejsca poświęconego jest relacji matki z synami; Jacek Masłowski, jeden z autorów, wprost mówi, że, aby facet mógł stworzyć prawidłową relację z kobietą, musi odciąć pępowinę emocjonalną, która łączyła go z matką. Bo bezsprzecznie jest ona najważniejsza w pierwszych latach życia dziecka, ale później musi dać mu dorosnąć. Być obok, ale uczyć go, że nie jest najważniejsza w jego życiu. Musi umieć zrobić miejsce dla innej kobiety, która się kiedyś pojawi. Ha, już widzę siebie, robiącą miejsce dla kogokolwiek. Mój biedny syn. Moja biedna synowa.

   Biorę tę książkę całkowicie serio, ponieważ jest w całości stworzona przez mężczyzn. A oni z siebie bardzo rzadko mówią o takich ważnych aspektach, które nas – kobiety, w ich naturze szaleje intrygują. Tutaj podają nam 270 stron samej prawy o samych sobie. Prawdy brutalnej, bo kto by pomyślał, że oni boją się seksu? Że kiedy my zakrywamy swój cellulit i pojedynczego żylaka na łydce, on jest tak samo zestresowany i wciąga lekko wystający brzuch? Kto by się spodziewał, że mężczyźni obawiają się ojcostwa i że czują się odtrąceni, kiedy to my w nocy wstajemy do małego rozdarciucha a jemu dajemy spać? Dlatego u mnie będzie wstawał mąż, żeby się nie poczuł odtrącony!

   Co zawsze mnie fascynowało, to męska przyjaźń. Pewnie dlatego, że kobieca jest bardzo trudna i skomplikowana; bo baby ciągle się obrażają, bo się obgadują, bo przeinaczają rzeczywistość. U facetów jest łatwiej. Chociaż sam proces nawiązywania przyjaźni jest trudniejszy niż u nas. Bo wiecie, kilka przegadanych nocy, kilka wypitych butelek wina, kilka wspólnie wylanych łez i nić porozumienia sprawiają, że otwieramy się na tą drugą kobietę i po latach możemy nazywać ją przyjaciółką. U mężczyzn jest tak, że lata znajomości, rozmowy o meczach, pracy czy poziomu wredności dzieci wcale nie są równoznaczne z nawiązaniem prawdziwej, silnej, przyjaźni.

„Dzięki tym spotkaniom, tej bliskości, otwartości pojawia się świadomość, że jak w życiu cokolwiek trudnego ci się zdarzy, to masz kilka numerów telefonów, na które możesz zadzwonić, powiedzieć „Słuchaj, nie wiem, nie rozumiem, potrzebuję twojej pomocy”. I wiesz, że ją dostaniesz.”

   Myślę, że jest to pozycja nie tylko dla kobiet, które chcą zrozumieć mężczyznę, ale również książka idealna dla samej płci brzydkiej. Bo oni boją się – nawet między sobą – przyznawać, że potrzebują się wygadać. Że czasami samo pokopanie piłki i wypicie piwa nie wystarcza, że potrzeba wygadania się, interakcji, w której będzie można powiedzieć: „Stary, słuchaj, tracę ją i nie wiem jak sobie z tym poradzić.” I może jak zobaczą, że inni faceci tak rozmawiają i – wow! – nawet potrafią się przytulić, bez żadnych gejowskich podtekstów, to bardziej się otworzą w stronę swojego kumpla?

   Jeden z rozdziałów poświęcony jest ojcostwu a raczej jego dwóm obliczom: ojcostwu skierowanemu do synów i ojcostwu skierowanemu do córek. Bo inaczej wychowuje się córkę a inaczej syna. Jednak w obu relacjach najważniejsze jest jedno: obecność. To, od czego stroni wielu mężczyzn, bo boi się, że zrobi coś źle, bo „przecież matka zrobi to lepiej”, „bo co ja się będę wtrącał w wychowanie”. Trzeba być, żeby móc być rodzicem.

I, mężczyzno, pamiętaj:

„Jeśli się już zdecydowałeś wejść w relację z kobietą, mieć z nią dzieci, to musisz być świadomy, że decydujesz się również na to, że tego świętego spokoju będziesz mieć znacznie mniej. I to się nazywa odpowiedzialność.” 


28 lis 2016

"Mimo twoich łez" - wspaniała, nieźle pokręcona książka.


   Żaden początek związku nie jest łatwy. No, chyba że mówimy o licealnej miłości, bo wtedy nie ma żadnych byłych, żadnych zobowiązań, żadnej przeszłości. Jednak w przypadku dorosłych ludzi najczęściej jest tak, że za każdym partnerem stoi szereg dziewczyn i facetów, którzy kiedyś byli dla nich ważni. I prędzej czy później, te byłe postacie wyjdą na światło dzienne. I albo się o tym po prostu porozmawia i zaakceptuje, albo… albo staniecie się tacy, jak bohaterowie trylogii Tarryn Fisher. Czyli nieźle pokręceni.

   Caleb i Olivia byli szczęśliwą parą. Przynajmniej do momentu zdrady chłopaka. Cicha myszka w ciągu kilku lat związku tak mocno zawładnęła sercem sportowca, że po zerwaniu nie mógł się pozbierać; stał się wrakiem samego siebie, cieniem swojej dawnej charyzmy, niewolnikiem dziewczyny, która już nie była jego. Jednak później znalazł nową dziewczynę, Leah, która otoczyła go opieką i która sprawiła, że Caleb znowu stanął na nogi. I wszystko dla Leah skończyłoby się jak w Disney'owskiej bajce, bo pierścionek już był kupiony i czekał schowany w szufladzie, gdyby nie to, że Caleb w wyniku wypadku stracił pamięć. A potem przypadkowo spotkał Olivię, która wykorzystała daną od losu szansę i na nowo chciała spędzić chociaż kilka dni z dawną miłością.

   Czytając poprzednią część, współczułam Leah. Była tą „zastępczą” ukochaną, musiała ciągle starać się zainteresować sobą Caleba, sprawić, że pokocha ją równie mocno, jak kochał Olivię. Nie ma chyba niczego gorszego, niż usłyszeć od miłości swojego życia, że jest nadal zakochany w dawnym partnerze. Trzeba mieć wiele odwagi i wiele samozaparcia, żeby wytrwać w takim związku i walczyć o to trudne uczucie. O znalezienie czynnika, który sprawi, że to co było przestanie mieć tak wielkie znaczenie, że ważne się stanie to, co jest teraz.



   Leah była dla mnie kobietą skrzywdzą. I nawet nie potrafiłam ocenić jej negatywnie, kiedy w pierwszej części pojechała do Olivii i zagroziła jej, że jeśli nie wyjedzie gdzieś daleko, powie prawdę Calebowi. Rozumiałam – walczyła o swoje. Moje zdanie zmieniło się po lekturze drugiej części trylogii. Zdecydowanie.
   Kiedy urodziło im się dziecko - mała, cudowna, idealna dziewczynka – pierwszym uczuciem, jakie poczuła Leah była … zazdrość. Zazdrościła swojej córce tego, że Caleb bierze ją na ręce i patrzy na nią z troską i miłością. I już wtedy pomyślałam jakim trzeba być człowiekiem, żeby czuć się zazdrosną o własne, kilkugodzinne dziecko?!
Później było już tylko gorzej; kiedy jej mąż wyjechał w delegację a ona została sama z małą Estellą, postanowiła … wysłać ją do żłobka. Nic to, że dziecko nie skończyło nawet tygodnia, Leah poinformowała opiekunki, że mała ma kilka miesięcy i tylko wygląda bardzo drobno a później wybrała się na lunch z przyjaciółkami. Mocno zakrapiany lunch, żeby była jasność. Bo przecież urodziła dziecko i się jej to należy!

„Miłość jest niedorzeczna. Wpadasz jak śliwka w kompot i nie możesz się wycofać. Prędzej umrzesz z miłości niż będziesz nią żył.”

   Później na scenę wkroczyła znowu Olivia. I Leah na nowo zaczęła walczyć, tyle tylko, że teraz już bez mojej aprobaty. Obserwowałam tą walkę o mężczyznę z lekkim niesmakiem. Ale i zaciekawieniem – wiecie, to tak jakby oglądać zapasy w kisielu. Niby wiesz, że to poniżające dla kobiet, ale ciekawi cię, kto w rezultacie wygra. I jak w ogóle można wygrać walkę w kisielu – wcierając go w oczy rywalki?

   Obserwując tę rywalizację z perspektywy Leah można dostrzec jej perfidię w całej okazałości; znam naprawdę dużo osób, ale nawet tym najbardziej podłym, daleko jeszcze do bohaterki „Mimo twoich łez.”

   Książka ciekawi. Intryguje. Styl autorki jest tak dobry, że wciąga niczym tornado i trudno jest odłożyć powieść przed zakończeniem historii. Wzbudza emocje, chociaż niekoniecznie te dobre. Irytację. Gniew. Niezrozumienie. Ale jednocześnie sprawia, że czytając o tych wrednych kobietach, jakoś bardziej się ceni samą siebie – bo wiecie, my, porządne kobiety, nigdy byśmy się nie posunęły do czegoś takiego. A wzrost samooceny jest zawsze mile widziany.
I muszę stwierdzić, że książka, cała trylogia, diablo mi się podoba. I trochę mnie to niepokoi, bo bohaterowie są tak pochrzanieni, cała ich historia jest tak dziwna i niepokojąca, że i u mnie nie wszystko musi być równo pod sufitem, skoro mi się to podoba. I skoro chcę więcej! To jak z tym kisielem.

   Jak to się skończy? Kogo wybierze Caleb? I czy on w tym wszystkim jest bez winy? Przeczytajcie.