1 sie 2015

Magia telewizji.


    Ostatnio straciłam cały dzień na skakaniu po kanałach telewizyjnych. Dopadła mnie niemoc egzystencjonalna, deszcz wprawił mnie w stan nostalgiczny i jedynym sposobem żeby odreagować było kompletnie się wyłączyć od codzienności i od cudów tego świata. Dlatego włączyłam telewizor i wtopiłam się w problemy postaci zza szklanego ekranu.

    Dowiedziałam się wielu ważnych rzeczy, znalazłam odpowiedzi na dziesiątki nurtujących ludzkość pytań i to wszystko w ciągu jednego popołudnia! Ale zacznijmy od początku.

   Na pierwszy rzut poszedł pewien paradokument. Gwiazdą odcinka była 29-letnia dziewczyna, która miała problemy ginekologiczne i koniecznie chciała już natychmiast zajść w ciąże. Nie wiedziała biedaczka co zrobić, bo nie miała ani chłopaka ani męża, więc potencjalnego ojca było brak. Ale od czego są matki?! Mama zawsze pomoże, doradzi i jeszcze obetrze łzy. Otóż matka naszej bohaterki jasno powiedziała, że przecież ma przyjaciela, to może mieć z nim dziecko. A na naiwne pytania córki jak ona ma go o to poprosić, mamusia radośnie wykrzyczała, że przecież on wiedzieć nie musi! (i jeszcze w dodatku przyjemność będzie z tego miał, więc w sumie to dobry uczynek jest.)
Po nieudanych i udanych próbach naszej gwiazdy z zaciągnięciem przyjaciela do łóżka, po jego spektakularnym zerwaniu z dziewczyną, po jego obrazie majestatu, gdy dowiedział się o podłości przyjaciółki (oczywiście to, że poszedł z nią do łóżka mając dziewczynę nie było jego winą), cała historia kończy się słodkim happy endem, kiedy to zdesperowana kobieta czeka na zabieg sztucznego zapłodnienia ze spermą nieznanego dawcy a jej dawny przyjaciel, niczym rycerz na białym rumaku, wbiega do kliniki i w ostatniej chwili ją powstrzymuje! A później okazuje się, że ona jest zdrowa i nie musi się spieszyć z ciążą.

   I na tym straciłam pierwszą godziną, nie mniej wyniosłam ważną lekcję życia – matka zawsze doradzi.

    Później dzięki reklamom dowiedziałam się jak mogę stać się prawdziwą sex-bombą z idealnym ciałem -gładkim przez 21 dni! - z błyszczącymi, profesjonalnie ufarbowanymi w domu włosami, z ustami ponętnymi jak w Pameli Anderson (z innymi częściami ciała ponętnymi jak u Pameli również) i z rzęsami do samego nieba. Wystarczy tylko wpaść do najbliższej drogerii i zaopatrzyć się w te wszystkie reklamowane kosmetyki. 
   Niestety następnie dowiedziałam się, że najważniejsze jest naturalne piękno i że nie powinnyśmy się malować. Po czym pani kosmetyczka, która to powiedziała, aby podkreślić naturalne piękno modelki, nałożyła jej fluid, puder, róż na policzki, tusz na rzęsy i błyszczyk na usta. Czyli chyba jednak trzeba iść do drogerii.

   A, jeśli kiedyś spotkacie kuca w windzie, to się nie martwcie, to normalne w niektórych kręgach. W końcu dlaczego niby kuce nie mogą jeździć windą? Mogą i jeśli na wskutek szoku traficie do psychiatryka to będzie tylko wasza wina, bo nie jesteście wystarczająco otwarci na cuda tego świata.

   A propo cudów, to jeśli marzy się wam figura fit, to wystarczy li i jedynie jeść co rano pewien jogurt, który poprawi wasze trawienie. Jeśli dodatkowo będziecie popijać odchudzające herbatki to istnieje prawdopodobieństwo, że nie zobaczycie się w lustrze, jeśli staniecie bokiem- tacy będziecie szczupli! Później możecie wybrać się na burgera, który pełny jest stuprocentowego mięsa wieprzowego, chrupiącej sałaty i apetycznego sosu. Bo na takie burgery chodzą wszyscy, nawet poważne kobiety pracujące w korporacji. A później dają buziaka za łyk ulubionego napoju z kofeiną.

   Warto wspomnieć jeszcze o wszystkich tych, którzy skarżą się na ból głowy – tak, moje panie, to głównie was mam na myśli. Myślicie, że wasz mężczyzna uwierzy w taką głupią wymówkę? Przecież jest tyle tabletek przeciwbólowych, które działają NATYCHMIASTOWO! Wystarczy, że ją łykniecie i już jesteście jak nowe. A jeśli nuży was sen to wystarczy sięgnąć po napój energetyzujący i cyk! - już macie skrzydła. A wasz partner, zaopatrzony wcześniej w odpowiednie leki, płonie jak kłoda i czeka na was w łóżku kupionym w pewnym skandynawskim sklepie meblowym. Oczywiście na raty. 

   Wspaniała ta nasza współczesność, prawda? Możemy być kim chcemy, byleby się za bardzo nie wychylać, bo to nie wypada. Łączymy się w pary i kina na nas zarabiają, bo tam spędzamy pierwsze randki. Później znane modelki reklamują piękne pierścionki i luba dostaje podobny od lubego. Przed ołtarzem ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską a ksiądz podlicza ile zarobił na ich szczęściu. Statystycznie przypada nam trochę ponad jedno dziecko, ale dzięki nowoczesnym pieluchomajtkom i kaszkom rekomendowanym przez specjalistów, nawet nie zauważymy, że je mamy, takie będzie grzeczne. A jeśli nie, to zaprosimy do siebie nianię. I ją poobserwujemy przez kamerę.
   Jak dzieci podrosną, zabierzemy je na wakacje do ciepłych krajów – za jedynie 1250 złotych za cały tydzień all inclusive! - gdzie zrobimy sobie pamiątkowe zdjęcie i postawimy je przed kominkiem. Z biegiem lat pociechy podrosną, zaczną się buntować, palić papierosy i pić piwo, które ma ponoć coś wspólnego z góralami, a my będziemy latać za nimi z kamerą i staniemy się taką gwiazdą jak wspomniana na samym początku dziewczyna, która chciała zajść w ciążę.

   A to wszystko za jedyne 1.99. I można płacić kartą. Bo w promocji. 


   Pokrzepiona tymi wszystkimi wiadomościami wyłączyłam telewizor, odetchnęłam, poczułam, że chandra mnie opuściła i wyszłam z domu. Bo tam jest jednak weselej.  

Konkurs na polską współczesną powieść obyczajową.



REGULAMIN

1. Oficyna wydawnicza RW2010 i wydawnictwo SUMPTIBUS ogłaszają konkurs na polską współczesną powieść obyczajową.

2. Konkurs jest otwarty; mogą wziąć w nim udział wszyscy zainteresowani, po spełnieniu warunków z p. 3.

 3. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest nadesłanie do 31 października 2015 roku na adres admin@rw2010.pl utworu spełniającego następujące kryteria:
a) współczesna powieść obyczajowa,
b) objętość minimum 150 stron (240 000 znaków ze spacjami),
c) dostarczona w pliku tekstowym, w jednym spośród czterech formatów: DOC, DOCX, RTF, ODT, d) wysłana mailem na wskazany adres poczty elektronicznej,
e) z załączonymi w treści maila danymi kontaktowymi Autora, oraz
f) oświadczeniem, że jest to utwór oryginalny, niepublikowany i Autor posiada do niego pełnię materialnych praw majątkowych, i
g) oświadczeniem, że przyjmuje do wiadomości oraz akceptuje regulamin konkursu.

4. Kolegium redakcyjne w dniach od 2 listopada do 31 grudnia 2015 roku dokona wstępnej selekcji nadesłanych utworów, wyróżniając spośród nich te, które przy spełnieniu wymienionych w p. 3 kryteriów gwarantują jednocześnie odpowiedni dla potrzeb publikacji poziom literacki.

5. Wyróżnione utwory zostaną przekazane wszystkim jurorom, którzy wybiorą spośród nich w drodze głosowania trzy najlepsze utwory.

6. Każdy juror będzie mógł przyznać pięć, trzy i jeden punkt odpowiednio najlepszemu, drugiemu z najlepszych i trzeciemu z najlepszych jego zdaniem utworów. Członkowie jury w ciągu 60 dni ocenią utwory i poinformują Organizatora o rezultatach swojego głosowania.

7. W jury konkursu zasiądą wyłącznie blogerzy, którzy zgłosili swój udział do jury na grupie dyskusyjnej w portalu społecznościowym i pozytywnie przeszli etap weryfikacji.

8. Nagrodą dla wyróżnionych w konkursie prac będzie możliwość ich publikacji w Oficynie wydawniczej RW2010, pod warunkiem zaakceptowania przez Autora standardowych warunków umowy wydawniczej. Dodatkowo utwory nagrodzone zostaną w wydawnictwie SUMPTIBUS poddane procesowy kwalifikacji do druku i jeśli przejdą pozytywnie tę procedurę – zostaną skierowane do druku i dystrybucji na ogólnych zasadach.

9. Oficyna wydawnicza RW2010 i wydawnictwo SUMPTIBUS zastrzegają sobie prawo do innego podziału nagród, nieprzyznania nagrody głównej i odwołania konkursu w przypadku braku zainteresowania ze strony uczestników.

10. O wynikach konkursu poinformujemy 1 marca 2016 roku na naszej stronie www.facebook.com/RW2010pl i www.facebook.com/sumptibus

29 lip 2015

"A teraz śpij" Liane Moriarty. Naprawdę dobra książka o stalkingu.



    Związki niekiedy się kończą. Ludzie wyrastają z miłości, która kiedyś była dla nich tą największą i najpiękniejszą. Zmieniają się im życiowe cele, zdarza się, że obie strony pragną czegoś zupełnie innego i nie sposób żyć dalej razem nie unieszczęśliwiając jednej ze stron. Nagle priorytetem nie jest samo bycie w związku, ale znalezienie kogoś, kto będzie chciał od życia tego samego, zaprzestanie życia wspomnieniami i związanie się z kimś, z kim stworzy się cudowną przyszłość. 
Miłość się wypala i każdy odchodzi w swoją stronę zachodzącego lub wschodzącego słońca, szukać swojego miejsca na ziemi. 
Chyba, że jedna ze stron nie chce odpuścić.

   Tak jest w przypadku Saskii, byłej dziewczyny Patricka, bohatera książki „A teraz śpij” autorstwa Liane Moriarty. Patrick jest wdowcem, który wychowuje samotnie ośmioletniego syna Jacka. Przez cztery lata spotykał się z młodą, ambitną i inteligentną Saskią, która traktowała ten związek niezwykle poważnie, mimo że nie łączył ich ślub ani żadne długoterminowe obietnice; wystarczało jej zapewnienie ukochanego, że „zatrzymam cię na zawsze!”. Uczyła małego Jacka korzystać z nocnika, biegła do jego pokoju, gdy obudził go nocny koszmar i czytała mu bajki na dobranoc. Przez cztery lata była pewna, że nic ani nikt nie zburzy ich spokoju i rodzinnej sielanki. Jak się okazało cios w plecy zadała jej najukochańsza osoba; pewnego poranka Patrick ze stoickim spokojem stwierdził, że to koniec, że miłość się skończyła i że czas, aby każde z nich poszło swoją drogą.

   Kilka lat później mężczyzna zaczął spotykać się z trzydziestokilkuletnią hipnoterapeutką, Ellen. Już na samym początku ostrzegł ją, że jeśli ich związek wypali to będzie musiała zaakceptować kilka osób, które go otaczają: rodziców, brata, syna i stalkerkę, Saskię.

"Intelektem rozumiem, że śmierć rodziców to naturalny porządek życia, który trzeba przyjąć. Nikt nie nazwie śmierci schorowanej osiemdziesięciolatki tragedią. Na jej pogrzebie były ciche szlochy i czerwone, załzawione oczy. Żadnych bolesnych, rozdzierających krzyków. Teraz myślę, żę powinnam była pozwolić sobie na szloch, zawodzenie, uderzenia w piersi i rzucanie się całym ciałem na jej trumnę." 

    Porzucona kochanka prześladowała Patricka praktycznie od dnia ich rozstania; słała mu esemesy, listy, podrzucała mu do pracy ich ulubione wino, czasami nawet wysyłała mu kwiaty. Była wszędzie tam, gdzie był on, kilka kroków na nim, upajając się możliwością bycia świadkiem jego codzienności. Nie pomagały jego groźby, prośby ani sugestie, by zaczęła samodzielne życie. Saskia uparcie podglądała swoją dawną miłość. Kiedy dowiedziała się o Ellen posunęła się nawet do tego, że zapisała się do niej na terapię, by lepiej ją poznać.

   Niedawno głośno było o książce „Wiem o tobie wszystko”, którą większość z was zapewne przeczytała. Posiłkując się waszymi opiniami, bo ja sama nie miałam możliwości jeszcze jej poznać, stwierdzam, że była to dość przeciętna historia. Jeśli więc chcecie poznać naprawdę dobrą książkę o stalkingu, to polecam właśnie „A teraz śpij.”

   Jest to poruszająca historia dwóch kobiet, których łączy miłość do tego samego mężczyzny; miłość, która dopiero się rodzi i miłość, która nie potrafi umrzeć. Poznajemy punkt widzenia obu kobiet i muszę przyznać, że podobnie jak Ellen, żal mi jest Saskii. To, co robi jest bezsprzecznie niemoralne, jednak poznając jej historie, odczuwa się jedynie ogromne współczucie dla tej kobiety, która została porzucona miesiąc po śmierci ukochanej matki, której wyrwano z ramion chłopca, którego traktowała jak syna i którą wyrzucono z domu, którego doglądała przez ostatnie lata. W całej tej historii to właśnie Patrick jawił się jako potwór, który nagle, bez ostrzeżenia, zburzył cale życie kobiety, nie interesując się nawet jak wpłynie to na jej psychikę.

   Czytając „A teraz śpij” ma się nie mały problem, próbując ocenić kto tak naprawdę w całej tej historii jest winny - zimny Patrick czy udręczona stalkerka. Każdy może chcieć na nowo ułożyć sobie życie i odejść – to jasne, w końcu jesteśmy wolnymi ludźmi i niekiedy lepiej zerwać plaster szybkim ruchem, żeby rana szybciej się zagoiła. Z drugiej jednak strony nasz bohater mógł postąpić inaczej, mógł dać możliwość Saskii widywania się z Jackiem, co na pewno zneutralizowałoby jej ból. 

   Liane Moriarty znałam już wcześniej z książki „Kilka dni z życia Alice”, która była również problematyczna pod względem „który bohater jest tak naprawdę zły?”. Ta australijska pisarka ma niezwykły dar nakładania na siebie czerni i bieli, pokazując, że istnieją jedynie szarości, że nic nie jest ani dobre ani złe i nie można tak naprawdę stwierdzić, kto jest czarownicą a kto pokrzywdzoną księżniczką i że aby zrozumieć całą sytuację, to trzeba poznać nie wersję obu stron, ale i wersję osób pobocznych.

   Książka jest napisana prostym, przejrzystym stylem i miło się ją czyta. Widać, że autorka przed zabraniem się do pisania zebrała multum informacji na temat hipnoterapii i zgrabnie wplotła je w fabułę. Stworzyła kilkanaście postaci, z których każda czymś się wyróżnia; zaczynając od matki Ellen, Ann, która jest niezwykle szykowną i nowoczesną starszą panią, na zabawnym i uroczym bracie Patricka kończąc.   

   Podsumowując, "A teraz śpij" jest świetnie napisaną historią stalkerki, która doskonale wie, że źle postępuje, ale nie może przestać być częścią życia swoich dawnych ukochanych mężczyzn. To także opowieść o tym, jak w tej sytuacji trudno jest rozwijać się nowemu związkowi, wiedząc, że stara miłość ciągle depcze po piętach zakochanym. 
   To przestroga dla wszystkich tych, którzy kochają i są kochani. Bo niekiedy najpiękniejsza baśń może zamienić się w koszmar a ukochana osoba może nagle stać się prześladowcą. 

27 lip 2015

"Cudowna dziewczyna" Andrew Roe i trzy ważne informacje.


    Niewątpliwie dzieci są cudem. Kiedy się rodzą, do rąk rodziców wkładany jest cały ich przyszły świat, zamknięty w tym małym ciałku. Świat, o którego będą musieli się troszczyć, który przysporzy im wiele trosk, ale i masę szczęścia i radości. Chwil niezmąconej niczym idealnej harmonii, gdy będą patrzyli na swoje śpiące małe cudo.
Chyba że dziecko nigdy się nie budzi.

   Ośmioletnia Anabelle od roku istnieje w zawieszeniu pomiędzy życiem a śmiercią. Podczas podróży samochodem ze swoim ojcem uległa wypadkowi, którego skutkiem jest mutyzm akinetyczny - "stan, w którym chory jest przytomny, potrafi otwierać oczy, zachowuje zdolność wodzenia oczami i fiksacji wzroku, lecz nie jest w stanie nawiązać kontaktu z otoczeniem ani wykonywać ruchów dowolnych."

   Matka dziewczynki, Karen, zdecydowała, że nie chce oddawać swojej jedynej córki do żadnego specjalistycznego ośrodka i razem z całą potrzebną aparaturą i sprzętem zabrała ją do domu, gdzie cierpliwie pielęgnowała ją dzień po dniu. Pomagali jej w tym przyjaciele, w tym Meredith Stroman, u której badania wykazały początku białaczki. Po wizycie w pokoju Anabelle i modlitwie, wyniki Mer uległy drastycznej poprawie i kobieta ozdrowiała, tym samym dając świadectwo, że ta mała dziewczynka jest być może cudem nie tylko dla swojej matki, ale dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy.

"Nauczyła się, że jeśli człowiek wierzy wystarczająco mocno, z czasem staje się wolny - od normalnie niejasnych, skłębionych myśli, w których gubi się jego ja." 

   Od tamtej chwili pod domem Karen ustawiają się tłumy, a każdy chory pragnie dotknąć dziewczynki i poczuć cud na własnej skórze. Całkowicie oderwany jest od tego ojciec Anabelle, John, który kilka miesięcy po wypadku odszedł od swojej rodziny, nie mogąc znieść niemych wyrzutów żony i widoku sparaliżowanej córeczki. Postanowił wieść życie mnicha i ograniczać się do suchego egzystencjonowania, wolnego od uciech codzienności, katując się tym samym za to, że nie potrafił przyjąć na siebie uderzenia drugiego samochodu i że to nie on leży podłączony do respiratora.

    Kiedy sięgałam po „Cudowną dziewczynę” spodziewałam się książki napisanej w stylu Jodi Picoult czy Diane Chamberlain, opowieści o niezwyklej sile miłości i o ludzkim uporze do życia. Zamiast tego dostałam powieść, która jest dla mnie miksem stylu Picoult i Coelho; Andrew Roe snuje filozoficzne dywagacje podobnie jak Paulo, ale potrafi też, tak jak Jodi, oddziaływać niesamowicie na ludzkie emocje.
   Książka ta nie jest w żadnym stopniu reklamą tego, że wiara wszystko zmieni; jest raczej studium przypadków, które pragną wierzyć i tych, którzy nie mają na tyle odwagi, by przyznać, ze nie wierzą. Bohaterowie „Cudownej dziewczynki” to zwykli ludzie – lekarze, sceptycy, pacjenci i księża – którzy stają twarzą w twarz z zjawiskiem cudu i sami muszą zweryfikować, czy chcą w niego wierzyć.

"Cuda nie przeczą naturze, a jedynie temu, co o niej wiemy." 

   Bez wątpienia jest to trudna książka, której trzeba poświęcić wiele energii i zaangażowania. W zamian za to Andrew Roe uraczy nas piękną historią okraszoną rozważaniami nad sensem tego wszystkiego, co spotykamy z życiu. Nad znaczeniem tego, jak dzisiejszy poranek może wpłynąć na pewne zdarzenie, które przeżyjemy za kilka lat; nad mocą wybaczania i nad tym jak silna potrafi być miłość matki.


Za egzemplarz książki dziękuję portalowi



Ogłoszenia blogowe, bo komu mam się chwalić jak nie wam? 
1. Wygrałam akcję #prawdziweobliczaraju i będę miała możliwość przeprowadzenia wywiadu z panią Tanyą Valko z czego jestem niezmiernie dumna. I lekko się boję jak podołam temu zadaniu.


2. Oficjalnie mogę już was poinformować, że zostałam jurorem w konkursie na polską powieść obyczajową. Jeśli ktoś z was chciałby spróbować swoich sił w tworzeniu polskiej literatury to odsyłam was do tej strony - KLIK


3. Trzecia, ale nie mniej ważna informacja - rozpoczęłam trzy nowe współprace - 


   Koniec chwalipięctwa, idę pracować dalej na sukces. A wam życzę miłego i pogodnego dnia. 

22 lip 2015

"Krach" Andrew Gross. Książka, która mi się ... nie spodobała.


   Stało się. Nadeszła wiekopomna chwila. Chwila, na którą czekali wszyscy ci, którzy twierdzili, że nie potrafię wyrazić niepochlebnej opinii. Ci, którzy rozpuszczali przeraźliwe plotki, jakobym była podkupiona przez wydawnictwa za grube tysiące (chciałabym! Przekupujcie mnie, proszę, zbieram na alpaki!). Oto czas kiedy nie polecę wam książki. Czas, kiedy decyzję pozostawię wam, bo mi osobiście się .... nie spodobała. 

   „Krach” leżał sobie na mojej półce kilkanaście dni. Nabierał smaku, sami rozumiecie jak jest – tysiące wywiadów z największymi autorami, profesjonalnych recenzji do znanych magazynów – nie miałam od razu czasu na lekturę tej książki. Dwa dni temu zasiadłam do niej i … cóż, zacznijmy od początku.

    A początek jest naprawdę niezwykle interesujący; poznajemy pewną rodzinę, która ma masę pieniędzy i w dodatku, co rzadko spotykane, wspaniałe relacje między sobą; żona wychowuje dwóch sympatycznych synów a mąż ciężko pracuje, by zarobić na byt, który wcale do biednych nie należy. Pewnego uroczego wieczora otrzymuje on telefon od anonimowego mężczyzny, który złowrogim głosem oznajmia, że „już czas”.

   I kiedy liczyłam na początek dobrej akcji, pełnej terrorystycznych zamachów lub porwanie samej królowej Angielskiej, to okazało się, ów „czas” nastał dla giełdy i dla inwestorów. Nieznani sprawcy mordują najinteligentniejszych i najbardziej wpływowych maklerów, przy okazji nie oszczędzając ich rodzin. Giełda spada na łeb, na szyję a świat finansistów powoli ogarnia chaos jak w Ameryce w dniu Czarnego Czwartku w 1929 roku.
   Ty Hauck, były porucznik, który mimo odejścia z policji, żywo interesuje się sprawą morderstwa rodziny Glassmanów (jednych w pierwszych zamordowanych, wśród których była dawna przyjaciółka Hauck'a), wpada na trop międzynarodowego spisku, który może pogrążyć całe świat w finansowym dołku. Oczywiście teoretycznie nie ma on żadnego dostępu do akt z prowadzonych śledztw, w praktyce jednak większość byłych współpracowników, nie bojąc się reakcji przełożonych, radośnie informują go o każdym szczególe śledztwa. 

   Ale to przecież główny bohater, oczywiste jest więc, że każdy musi chcieć* mu pomagać. Poza tym to złoty facet – ciężko pokrzywdzony przez los, po latach stanął w końcu na nogi, zarabia dość sporo zajmując się ochroną innych i prowadzi drużynę nastoletnich hokeistów, gdzie dba nawet o chłopca chorego na zespół Downa, który chciał być taki jak inni - (i sypiał z jego matką.) Nie wiem dlaczego, ale Ty Hauck zirytował mnie jak mało który bohater książkowy. Był zbyt idealny w swoim niechlujstwie, zbyt wymuskany w swoim luzactwie i zbyt Ty'owaty z tym swoim dziwnym imieniem.

   Niewątpliwie mocną stroną książki Grossa jest sprawa morderstw i naprawdę ciekawiło mnie kto zleca wszystkie zabójstwa i jaki jest tego powód. Niestety cały ten galimatias z finansami, z krachem, ze spadkiem cen, z przewijającymi się ogromnymi sumami pieniędzmi spowodował, że czułam się jakbym czytała wstęp do ekonomii. A ja od małego jestem na bakier ze wszystkim co ma cyferki. Ponad to styl Grossa po prostu mi nie podpasował, nie zgraliśmy się i nie nadajemy na tych samych falach. Jest zbyt mętny, zbyt suchy, za mało soczysty i za mało emocjonalny jak dla mnie.

   Podsumowując, książka na pewno ma swoje atuty (chociażby szybką akcję) i na pewno znajdzie grono swoich odbiorów. Mi niestety „Krach” się nie spodobał i spędziłam nad nim długie godziny, przy których jedynym światełkiem w tunelu były krótkie rozdziały, dzięki którym wiedziałam jak szybko zbliżam się do końca tej historii.

    Być może to przez to, że zostałam wychowana na kryminałach Christie, albo przez te wszystkie amerykańskie seriale pokroju „Mentalista” czy „CSI”, które mną zawładnęły - ale niestety kryminał z giełdą w tle w ogóle nie wpasował się w moje gusta. Styl pisarza był dla mnie zbyt ciężki i niekiedy trudno było mi się połapać w toku jego myślenia, które jest na pewno bardziej ścisłe niż moje humanistyczne podejście do świata.

   Jeśli więc nie jesteście pasjonatami ekonomii a inwestowanie na giełdzie kojarzycie jedynie z zagranicznego kina to raczej nie bierzcie się za tą książkę. Czasami warto jest odpuścić. 

* tak, wiem, że nie można czegoś "musieć chcieć". Ale oni musieli chcieć.  

Niemniej jednak dziękuję wydawnictwu za możliwość poznania prozy pana Grossa