18 kwi 2017

Każde znaczniejsze ubliżenie przyjmij ze słodyczą - czyli jak to było w 1819 roku.


   Wszyscy lubią czytać nowości, nie ma się co w tej sprawie oszukiwać. Jednak stare książki, dawno już zapomniane, niosą ze sobą bardzo dużo życiowej prawdy. Na przykład pozycja Klementyny Hoffmanowej z 1819 roku jest istną kopalną wiedzy. Pamiątka po dobrej matce, czyli ostatnie jej rady dla córki to dzieło, które wam dzisiaj zrecenzuję. Bo po świętach zasługujemy na coś lekkiego. Chociaż nie jestem pewna czy te zaserwowane rady są naprawdę takie lekkie…

   Do zupełnego w małżeństwie szczęścia trzeba, aby mąż w wieku i w rozsądku, w naukach i w majątku wyższość miał nad żoną – mój przyszły mąż ma nade mną wyższość w wieku i w sumie można powiedzieć, że w rozsądku też, bo ja to jestem w gorącej wodzie kąpana i z rozsądkiem to mi nie po drodze. Więc przynajmniej połowę standardów z XIX wieku spełniamy!

   Miej zupełną ufność w mężu, nigdy nic przed nim nie taj, nie ukrywaj, niech zawsze twoim doradcą będzie – już to widzę, jak zamiast przyjaciółki pytam męża, czy lepsze są tampony z firmy X czy Y… A w przypadku, gdyby zaczął mi mówić o ich zaletach i wadach to poczułabym pewien niepokój, skąd on to wie i gdzie on to wsadza…

   Każde znaczniejsze ubliżenie przyjmij ze słodyczą – kochanie! Jak ja się cieszę, że powiedziałeś, że jestem gorszą wersją Twojej matki, jak to miło, że uważasz mnie za zero, jakże raduje się moje serce, że mogę być traktowana przez Ciebie gorzej niż szmata do podłogi! Ta. Jasne.

   Poznawaj najdrobniejsze gusta jego, dogadzaj mu, okazuj mu tysięczne względy, otaczaj go pieczołowitym staraniem […] skoro będziesz nieustannie zajęta wygodą jego, sprawisz, że mu nigdzie tak dobrze jak przy tobie nie będzie – a później powie Ci, że odchodzi do kochanki, bo ona ma swoje zdanie i nie nadskakuje mu jak królewiczowi i on przy niej może czuć się mężczyzną.

   Nie wymagaj nigdy od męża starań kochanka – czyli można mieć kochanka, żeby on takie starania wykonywał wobec mnie?

   Choć zdrowie twoje nadwyrężone będzie, znoś cierpliwie dolegliwości, nie skarż się, nie narzekaj – Kochanie, weź przestań, ja te gary umyję, przecież rana po amputacji ręki już prawie mi się zagoiła, przecież to tydzień minął!

   A matematyki niech zna tylko tyle, by z prostej nie zboczyła linii – jak mi się to zdanie podoba! Cudowne jest, szczególnie, że ja z matematyką zawsze byłam na bakier i teraz żałuję, że nie trafiłam na niego dziesięć lat temu – miałabym wymówkę dlaczego nie pojmuję tangensów.

   Niewiasta ulegać umiejąca na zawsze szczęśliwą i kochaną zostanie – i się wydało. Czeka mnie długie, nieszczęśliwe życie, bo ja ulegać to nie potrafię zdecydowanie. Może trzeba mi było wybrać drogę duchowną i wstąpić do zakonu?

   Każda kobieta powinna znać dobrze rachunki, znać się na kuchni, na wszystkich szczegółach gospodarskich, umieć pokroić, uszyć, zrobić rzecz każdą […] igła pierwsze miejsce mieć powinna przed piórem i pędzlem – na rachunkach się nie znam, ugotować umiem z dziesięć potraw, szyć kompletnie nie potrafię a co do zrobienia rzeczy każdej, to mam wątpliwości czy bym się w tym temacie odnalazła. I niestety pióro u mnie ma miejsce nadrzędne nad igłą. Przekichane.

   Mam nadzieję w łasce i dobroci stwórcy, że znajdziesz małżonka, dla którego posłuszeństwo i uleganie miłym dla ciebie będzie obowiązkiem – mam nadzieję, że w łasce i dobroci stwórcy znajdziemy małżonków, którzy wyśmieją te rady i nie będą ich od nas wymagać.

   Kobiety kochane moje! Widzicie jak macie dobrze, że żyjecie w XXI wieku i możecie poświęcać czas na prowadzenie bloga, rozwijanie swoich pasji a nie tylko szydełkować i cerować skarpety swoich ukochanych i czcigodnych mężczyzn? I dla mężczyzn to lepiej, że mają partnerki równe sobie a nie podległe i nieśmiałe żony, których główną życiową misją jest ugotować bigos, który zasmakuje małżonkowi.


   Z prywatnego życia, to jesteśmy właśnie na etapie rozdawania zaproszeń ślubnych; zostało nam jeszcze 38 sztuk do wręczenia, mam nadzieję, że w ciągu pięciu tygodni sobie z tym poradzimy. Jak na razie odmówiła jedna dusza, reszta albo temat przemilczała, albo gorąco zapewnia, że będą. Zobaczymy 1 czerwca jak to się potoczy, bo do wtedy mamy termin potwierdzenia. Szczerze, to tyle się naczytałam o wymówkach, dlaczego nie można dotrzeć na ślub, że aż nie mogę doczekać się smaczków ze swojego podwórka! 

50 komentarzy:

  1. Nie potrafię szyć, chyba muszę się rozwieść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj pół roku, złożymy papiery razem :D

      Usuń
    2. Szycie jest potrzebne, np. musiałam jednego razu przyszyć kieszeń na telefon. Zresztą, bardzo lubię szyć.

      Usuń
  2. A ja czasem wręcz uwielbiam zanurzyć się w lekturze starej książki. Jest w tym jakaś magia :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję zabrać się za książki Dumasa :)

      Usuń
  3. To nic, że boli, trzeba zacisnąć zęby i udawać, że nic się nie stało ;) Warto zapamiętać!

    OdpowiedzUsuń
  4. No mój Mężuś raczej by się nie doczekał abym była taka potulna i usłużna ;)
    Szyć nie potrafię...o ja biedna...skazana na niełaskę męża jak sie wyda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale gotować potrafisz, więc zyskujesz dodatkowe punkty :)

      Usuń
  5. "Każda kobieta powinna znać dobrze rachunki, znać się na kuchni, na wszystkich szczegółach gospodarskich, umieć pokroić, uszyć, zrobić rzecz każdą […] igła pierwsze miejsce mieć powinna przed piórem i pędzlem"- u mnie w tej kwestii też mocno przekichane:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączmy się w bólu :( ale Ty już od pół roku dajesz radę jako mężatka, więc może przymknął na to oko :)

      Usuń
    2. nie miał wyjścia, widziały gały co brały:P

      Usuń
  6. O ja pierniczę :D Te rady to o kant tyłka można potłuc. Czyżby kiedyś panowie brali sobie za żony służące idealne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś dobra żona równoznaczna była z dobrą służącą :)

      Usuń
  7. Uwielbiam takie książki ;) Mam angielski poradnik dla panien z dobrych domów, które chcą poślubić dżentelmenów. Ileż tam wdzięku, prosto z XIX wieku ;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz mi koniecznie ten poradnik pożyczyć! :) Ja go opiszę :)

      Usuń
  8. Takie czasy były i takie wymagania, ciekawie się czyta...

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to kiedyś było, żona była dla męża. Na szczęście teraz jesteśmy sobie równi i nie musimy się zniżać, by szanowny małż czuł się najlepszy, najprzystojniejszy i najmądrzejszy. Chociaż nie.. i takie kwiatki nadal się zdarzają. Nie życzę nikomu takiej drugiej połówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam nawet kilka takich kwiatków... ostatnio jedna znajoma orzekła, że "dobrze, że kobiety nie muszą pracować, tylko siedzieć w domu i wychowywać dzieci" :)

      Usuń
  10. Cudowny post! Wzruszyłam się :)

    nicoolsblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyżby szykował się pot z wymówkami ślubnymi? ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. "...umieć rzecz każdą" - ciężko te kobiety miały... :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kto, jak nie my, może umieć rzecz każdą? :)

      Usuń
  13. Kocham stare książki :) Ale ich mądrości związkowe zawsze mnie przerażają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dwieście lat nasze ówczesne nowości będą przerażać przyszłe pokolenia :)

      Usuń
  14. Nawet jeśli to dawne dzieje to i tak irytujące;>

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś schemat rodziny był inny i kobiety robiły takie rzeczy, na które dzisiaj nawet by nie spojrzały.
    Kiedyś w szkole na zajęciach praktycznych uczono nas robienia na szydełku, drutach, haftowania. Czy dzisiaj też tego uczą?
    Pozdrawiam
    Zapraszam na konkurs

    OdpowiedzUsuń
  16. A co się dziwicie i śmiejecie? Uważacie że teraz jest inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  17. Z jednej strony przezabawnie się to czyta, a z drugiej - kobiety naprawdę kiedyś w takie rzeczy musiały wierzyć. Naprawdę trzeba się cieszyć, że się żyje w XXI wieku w Europie :>

    OdpowiedzUsuń
  18. Mega lubię stare książki! Ba, ja to nawet lubię stare stroje! :) Ale szyć nie potrafię, kiepska będzie ze mnie żona, poinformuję chłopaka :D

    OdpowiedzUsuń
  19. haha.. Faktycznie, dobrze, że żyjemy w obecnych czasach

    gotowanie to jestem noga, szycie to średnio

    OdpowiedzUsuń
  20. u mnie bigos robi facet :D ale fakt, trzeba doceniać to, co jest:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajnie poczytać takie stare książki. Jejku ja nie umiem szyć - dziury ceruje w domu mój mąż :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ze mnie też kiepska żona, ani nie szyje, ani nie gotuję :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Kobieta, która stosowała się do tych wszystkich rad była przewidywalna i nudna, nic dziwnego że Pana męża ciągnęło do ciekawszych kochanek

    OdpowiedzUsuń
  24. Według tych porad nie nadaję się na żonę :D
    Uwielbiam stare czasy, ale czasami cieszę się, że żyję w XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba mam te wszystkie cechy, ale po Waszej dyskusji chyba uczynię reformę w swoim postępowaniu. Skoro można nie gotować, olać faceta, nic nie robić i pachnieć, to czemu nie? XXI wiek.

      Usuń
  25. Muszę przyznać, że bardzo rozbawiły mnie cytaty :) Też się cieszę, że czas się jednak zmieniły :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Haha, dawno się tak nie śmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Mój mąż ma nade mną wyższość tylko w wieku. :)
    "Każde znaczniejsze ubliżenie przyjmij ze słodyczą" - brr, nie mogę tego spokojnie czytać. Biedne były te kobiety sprzed dwustu lat.

    OdpowiedzUsuń
  28. Haha uśmiałam się :D Kiedyś robiłam koleżance album na wieczór panieński właśnie z takimi radami, żałuję że nie spotkałam się wcześniej z tą pozycją :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Umiejętność zrobienia rzeczy każdej wydaje się wręcz bezcenną i niewątpliwie stanowi majwiększą perłę kobiecości :D Z tak wykształconą, a jednocześnie potulną żoną u boku każdy mężczyzna nie będzie musiał znaczniej ubliżać. Ciekawe, jak połączyć matematykę, gwarantującą przystojność obyczajów z biegłością w rachunkach? :D

    Znakomite wskazówki! Nie omieszkam się nimi kierować przy poszukiwaniu męża. Teraz już chyba znam przyczynę staropanieństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Niezłe te rady. Chyba jesteśmy szczęściarami, że żyjemy w XXI wieku:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Niektóre z tych zdań brzmią strasznie z dzisiejszego punktu widzenia, ale wtedy mąż był dla kobiety inwestycją i bez niego po prostu ciężko byłoby jej przeżyć. Nic dziwnego, że musiała się wokół niego biedna naskakać. Z tego, co kojarzę, to Hoffmanowa i tak prezentowała dość postępowe jak na tamte czasy poglądy na edukację oraz rolę kobiet w społeczeństwie.
    Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby umniejszać siebie w stosunku do swojego mężczyzny, ale odrobina kobiecej dyplomacji pozwala czasami na lepsze funkcjonowanie w związku. Ostatecznie kobiety i mężczyźni to różne od siebie istoty, dlaczego nie miałybyśmy się zatem nauczyć jak z nimi postępować? ;) Choć może niekoniecznie od Klementyny z Tańskich, prędzej od Wisłockiej może...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero w XX wieku kobieta zyskała prawo odbierania spadku, posiadania konta w banku itd. Więc mąż wcześniej był potrzebny, żeby dorosła kobieta uniezależniła się np. od brata. Chyba o tym zapominamy.
      Ale zgadzam się z Tobą, że dyplomacja pomaga i chyba nie ma to nic z uniżaniem się.
      Tak się zastanawiam nad tym postem i nad komentarzami, a szczególnie te o szyciu. Przecież chłop nie stał z batem i mówił 'szyj, kobieto"! Szycie jest przyjemne, to czynność artystyczna, o ile nie jest się szwaczką w chińskiej fabryce koszulek, a dziewczyny tutaj boicie się tego jak diabeł święconej wody.

      Usuń